Caravan - In the Land of Grey and Pink
02 lipca 2009, 07:57:21 | Kategoria: Rock i Metal
(Deram, 1971)
Ten album zachwycił mnie najbardziej. Caravan to grupa progresywna pełną gębą - ostatni utwór, Nine Feet Underground, zajmuje całą druga stronę winyla i trwa prawie 23 minuty. Zespół wypracował swój własny styl - połączenie delikatnego popu z dużą ilością solówek, głównie gitarowych i klawiszowych. Niby nic nowego, ale całość jest niesamowicie spokojna, choć dynamiczna - coś jakby właśnie popowe granie, tylko mocno rozimprowizowane. Robi to na mnie ogromne wrażenie - goście potrafią grać świetne solówki przez 9 minut, a mnie jest przykro, że już skończyli granie... W dodatku mają sporo ciekawych pomysłów kompozycyjnych - wspomniany Nine Feet Underground kończy się doskonałym riffowym graniem, którego nie powstydziliby się inni twórcy rocka progresywnego z tamtych lat jak Yes czy King Crimson.
Pierwsza strona winyla to trochę inna bajka. Dominują tutaj urocze piosenki, choć taki Winter Tune zachwyca długaśnymi solówkami. Natomiast Golf Girl (z gościnnymi udziałem trąbki) to bardzo melodyjna i wesoła piosenka z wpadającymi w ucho refrenem (Pye Hastings ma naprawdę ciekawy, delikatny wokal), a Love to Love You to już pop w sam raz na listy przebojów. Najbardziej rozczarowuje utwór tytułowy - niby coś się w nim dzieje, a jednak nie potrafię sobie przypomnieć jak on brzmi - jest taki jakiś nijaki... Ale cała płyta robi bardzo dobre wrażenie i cieszę się, że odkryłem ten zespół. Szkoda tylko, że ponoć potem poszli w innym kierunku...
Ten album zachwycił mnie najbardziej. Caravan to grupa progresywna pełną gębą - ostatni utwór, Nine Feet Underground, zajmuje całą druga stronę winyla i trwa prawie 23 minuty. Zespół wypracował swój własny styl - połączenie delikatnego popu z dużą ilością solówek, głównie gitarowych i klawiszowych. Niby nic nowego, ale całość jest niesamowicie spokojna, choć dynamiczna - coś jakby właśnie popowe granie, tylko mocno rozimprowizowane. Robi to na mnie ogromne wrażenie - goście potrafią grać świetne solówki przez 9 minut, a mnie jest przykro, że już skończyli granie... W dodatku mają sporo ciekawych pomysłów kompozycyjnych - wspomniany Nine Feet Underground kończy się doskonałym riffowym graniem, którego nie powstydziliby się inni twórcy rocka progresywnego z tamtych lat jak Yes czy King Crimson. Pierwsza strona winyla to trochę inna bajka. Dominują tutaj urocze piosenki, choć taki Winter Tune zachwyca długaśnymi solówkami. Natomiast Golf Girl (z gościnnymi udziałem trąbki) to bardzo melodyjna i wesoła piosenka z wpadającymi w ucho refrenem (Pye Hastings ma naprawdę ciekawy, delikatny wokal), a Love to Love You to już pop w sam raz na listy przebojów. Najbardziej rozczarowuje utwór tytułowy - niby coś się w nim dzieje, a jednak nie potrafię sobie przypomnieć jak on brzmi - jest taki jakiś nijaki... Ale cała płyta robi bardzo dobre wrażenie i cieszę się, że odkryłem ten zespół. Szkoda tylko, że ponoć potem poszli w innym kierunku...



