Moje ulubione płyty rockowe #1
Nie wiem, dlaczego, ale zawsze jak jest gorąco i słonecznie, to zaczynam słuchać więcej rocka niż elektroniki. I to najlepiej ciężkiego (ale niekoniecznie metalu). A ponieważ bardzo lubię różne spisy, to może postaram się z wami podzielić wrażeniami o moich ulubionych płytach na lato. Po jedno przy wpisie - aby za dużo lektury nie było.
Na pierwszy rzut coś starszego:
1. Black Sabbath - Never Say Die!
Właściwie to nie wiem, czemu lubię tą płytę. Jest mało Black Sabbathowa, bliższa tradycyjnemu rockowi, ale wchodzi mi w całości. Zero ballad, fajne riffy, długie utwory... Ciekawe, że lubię ją jako całość - ciężko mi powiedzieć, które utwory są najciekawsze. Szkoda, że to taka niedoceniona płytka...
Na pierwszy rzut coś starszego:
1. Black Sabbath - Never Say Die!
Właściwie to nie wiem, czemu lubię tą płytę. Jest mało Black Sabbathowa, bliższa tradycyjnemu rockowi, ale wchodzi mi w całości. Zero ballad, fajne riffy, długie utwory... Ciekawe, że lubię ją jako całość - ciężko mi powiedzieć, które utwory są najciekawsze. Szkoda, że to taka niedoceniona płytka...

19 lipca 2005 o 13:53:21
Ustawiłem już sobie Black Sabbath w kolejce. Posłucham sobie tylko Deftones - Withe Pony i zabieram się z Sabbath'ów
19 września 2006 o 12:59:26
I tu trafiłeś w sedno. To moja ulubiona płyta Blake Sabat z OO. Zdecydowanie najbardziej zróżnicowana stylistycznie płyta BS, co ciekawe, nagrywana w dosyć trudnym okresie grupy (Ozzy odszedł, potem wrócił, Iommi coraz głośniej mówił o swoich fascynacjach jazzem, w międzyczasie dołączył Don Airey na klawiszach itd.). Poza tym bardzo lubię brzmienie perkusji Warda na tej płycie. Brzmienie całośći jest bardziej selektywne niż na innych płytach BS - krystaliczny bas GZRa, mniej przytłaczająca gitara I. Polecam.