Na szczęście to już koniec

31 grudnia 2005, 17:18:48
Rok 2005, a zwłaszcza końcówka był raczej zły. Tak samo jak 10 lat temu rok 1995, który był bardzo zły. Oby było tak jak 10 lat temu - kiedy rok 1996 okazał się być dobry. Parzyste lata są lepsze.

No i są...

29 grudnia 2005, 21:36:28
Tytuły notek przywrócone, zgodnie z oryginalnym projektem szablonu. I jak to teraz wygląda?

Zastanawiam się tylko czy linki do komentarzy nie przenieść poniżej notek, na prawo. Zobaczymy...

Aha, no i zrobiłem sobie w końcu favikonkę. Co prawda ukradziona, ale za to całkiem ładna ;-)

A tak przy okazji

29 grudnia 2005, 19:58:48
Który klient Jabbera, działający pod Windows 98 SE, ma możliwość wpisywania tematu notki?

Yello w Wikipedii

29 grudnia 2005, 19:44:08
Myśl o wklejeniu długaśnej notki o Yello do Wikipedii nie dawała mi spokoju, dlatego z ciekawości zajrzałem na strony poświęcone innym zespołom. Strona o Pink Floyd przyprawiła mnie o zawrót głowy - tyle szczegółów, mnóstwo danych. Ale jak zajrzałem do historii tego wpisu to się lekko uspokoiłem - te dane wprowadziło mnóstwo ludzi i to na przestrzeni kilku lat.

Dla porównania spojrzałem na angielski wpis o Yello. No i mniej więcej wiem o co chodzi (historia zespołu całkiem niezła). Jak będę miał chwilę, to wrzucę swoje opisy na Wikipedię (chociaż na razie mam większą chętkę na kolejne mikro wkładki). Ale wymaga to pewnego przygotowania...

Tytuły notek

29 grudnia 2005, 14:25:49
Hmm, nie wiem, czy nie zacznę używać tytułów notek. Może będzie bardziej przejrzyście? Tylko muszę zrobić pewne zmiany w szablonie. No i w Mirandzie nie da się wpisywać tytułów...

Mikro wkładka: Yello

29 grudnia 2005, 10:53:37
Mikro wkładka Yello w formacie PDF

1980 - Solid Pleasure (Vertigo) 4/5
Debiutancki album Yello jest bardzo zaskakujący - można spokojnie powiedzieć, że wyprzedzał on swoje czasy. Zawiera on kilkanaście dość krótkich utworów, często połączonych ze sobą w mini suity (prawie cała pierwsza strona od Reverse Lion do Bostich), albo przechodzących swobodnie jeden w drugi (Eternal Legs i Stanztrigger). Możemy tu znaleźć wiele różnych odcieni muzycznych, niektóre rozwinęły się dopiero w latach 90.: mroczny ambient w Massage i Magneto, łagodny chillout w Blue Green, wesoła polka w Coast to Polka, transowy kawałek Stanztrigger, glamrockowe granie z genialną solówką gitarową w Night Flanger, wesołe, typowo Yellowe utwory typu Bimbo czy Bananas to the Beat. Już wtedy zespół charakteryzował się wykorzystywanie różnego rodzaju sampli, typu stukot maszyny do pisania, dziwaczne głosy, operowe zaśpiewy czy odgłosy natury. Doskonały debiut - prawie brak słabych punktów.

1981 - Claro Que Si (Vertigo) 3/5
Druga płyta już zawiera więcej piosenek, które później staną się znakiem rozpoznawczym Yello. Niestety niektóre są zbyt „przegadane” - mają za dużo wokalu, czasami są dość dziwnie zaśpiewane (albo nawet wykrzyczane jak w Daily Disco, The Lorry czy Pinball Cha Cha). Na każdej płycie Yello musi się też pojawić dłuższy, ambientowo-klimatyczny utwór - tutaj jest to cudowny Homer Hossa, ze wspaniałymi samplami przywodzącymi na myśl morze i rybaków. Z ambientu mamy także Take It All - krótkie wprowadzenie do dynamicznego The Evening’s Young, z długą kodą, przechodzący we wspaniale wygwizdany She’s Got a Gun (ciekawostka dla polskich słuchaczy: instrumentalna wersja tego utworu służy jako tło w przypominaniu starych wydań Listy Przebojów Programu Trzeciego - kojarzycie ten deszcz na początku i charakterystyczne gwizdanie?). Ballet Mecanique ma świetnie zagraną perkusję - UNKLE by się nie powstydził. Ouad el Habib jest zaśpiewany po arabsku, The Lorry ma doskonałą solówkę na gitarze (także charakterystyczna rzecz dla Yello), No More Roger to dziwne brzmienia i ciekawy tekst. Ogólnie jednak, głównie ze względu na słabsze Daily Disco, No More Roger i Pinball Cha Cha płyta jest słabsza od debiutu.

1983 - You Gotta Say Yes to Another Excess (Vertigo) 3/5
Dziwaczny tytuł i jeszcze dziwniejsze utwory. Rozpoczynające album I Love You i Lost Again to typowe piosenki Yello, ale już No More Words to dynamiczny kawałek z nietypowymi, jakby afrykańskimi zaśpiewami. Krótki Crash Dance jest bardzo szybki i ma świetnie przetworzony wokal. Połączone ze sobą Great Mission i utwór tytułowy tworzą zabawną opowiastkę o wyprawie w dżunglę i kończą się ciekawą wyliczanką skandowaną przez Dietera Meiera. Drugą stronę otwiera Swing - idealny do tańczenia. Potem mamy niestety 3 słabsze utwory: Heavy Whispers, Smile on You i Pumping Velvet - wszystkie są dziwnie zaśpiewane, mają zbyt głośne sample (krzyki, odgłosy) i są nieciekawe. Co innego kończący album Salut Mayoumba - świetny, instrumentalny kawałek, oparty na rytmie przywodzącym na myśl jazdę pociągiem. Doskonałe zakończenie.

1985 - Stella (Vertigo) 3/5
Pierwszy album zagrany w duecie Boris Blank, Dieter Meier po odejściu Carlosa Perona. Co ciekawe, pomimo, że wszyscy wskazują, że wkład Perona był minimalny, jego brak jest odczuwalny. Nie ma tu już tylu zwariowanych sampli, zespoł jakby „wydoroślał”. Na tej płycie znajdują się też pierwsze wielkie przeboje Yello: Vicious Games (z gościnnym udziałem wokalistki Rush Winters, śpiewa ona także w kończącym płycie Angel No), Oh Yeah i Desire. Moim zdaniem płyta jest dość przeciętna - kawałki nie wyróżniają się niczym szczególnym (nawet dwa instrumentalne Stalakdrama i Ciel Ouvert nie wybijają się ponad przeciętność), a niektóre są po prostu nudne (Desert Inn, Domingo, Sometimes (dr. hirsch)) lub lekko męczące (Angel No, Let Me Cry). Na plus można zaliczyć jedynie Oh Yeah (świetny, wesoły kawałek), Desire (doskonały na początek płyty), Koladi-ola (przywodzący na myśl wcześniejsze dokonania zespołu) czy Ciel Ouvert (całkiem niezły, choć ewidentnie wzorowany na utworze Metropolis Kraftwerku).

1986 - Yello 1980-1985: The New Mix in One Go (Vertigo) 2/5
To właściwie składanka, chociaż kilka utworów zostało zmiksowanych na nowo, 2 ukazały się jedynie na singlach (Base for Alec, Live at the Roxy) a jeden jest całkiem nowy (Tub Dub). Zastanawia ogromna ilość utworów z płyty Stella i to w większości w wersjach niezmienionych (jedynie Vicious Games i Desire są inne, nawet lepsze od oryginałów). Plusy: świetny Daily Disco - inaczej zaśpiewany, z genialną partią organów, Desire - jakiś taki bardziej przystępny, Bananas to the Beat - w tej wersji dużo ciekawszy, Tub Dub - prawdziwy dub w wykonaniu Yello, wykorzystujący perkusję z utworu Ballet Mecanique, Live at the Roxy - doskonała mieszanka różnych stylów Yello, Vicious Games - z nową partią gitary, naprawdę lepszy. Resztę można sobie darować. Z ciekawostek - znajduje się tu najpopularniejsza wersja Bostich - do dziś grana przez wielu DJ’ów.

1987 - One Second (Vertigo) 5/5
Zdecydowana zmiana formy - utwory są dłuższe, pojawiają się ballady, więcej gitar i rytmów afrykańskich. Moim zdaniem to ich najlepszy album. Zaczyna się fantastycznie - wybębniona La Habanera z samplowanymi trąbkami (choć nie słychać tego tak bardzo), potem cudownie melancholijny, zaśpiewany przez Billy’ego McKenzie’go Moon on Ice, dynamiczny Call It Love, mroczna Le Secret Farida z wokalem damskim, szybki Hawaiian Chance (chyba najsłabszy utwór na płycie), przebojowy The Rhythm Divine z gościnnym udziałem znanej ze śpiewania w Bondach Shirley Bassey. Drugą stronę winylu zaczyną genialny utwór Santiago - pełen dziwnych brzmień bębnów, sampli i wokali, potem następuje singlowy Goldrush oraz doskonały Dr Van Steiner z wokalem Rush Winters. Płyta kończy się utworami Si Senor the Hairy Grill z bardzo ostrą gitarą (zwłaszcza pod koniec utworu) i ambientowym, spokojnym L’Hotel. Całość jest bardzo spójna i fantastyczna.

1988 - Flag (Fontana) 3/5
Ten album jest chyba najbardziej znany - znajduje się tu utwór The Race, który na pewno zna każdy, kto ma uszy. Wykorzystany w wielu filmach i reklamach - kwintesencja muzyki ilustrującej wyścigi samochodowe. Niestety w wyniku tego sukcesu album wydaje się być bardzo niedopracowany - w wersji kompaktowej zawiera dodatkowo aż 2 remiksy utworu Tied Up (i nie mówię tu o wersji remasterowanej z 2005 roku) - co prawda bardzo fajne (zwłaszcza Tied Up in Red), ale chyba nie do końca pasujące tutaj. Płytę zaczyna właśnie Tied Up - afrykańskie rytmy, zaśpiewy, krzyki, dużo sampli i trąbek. Drugi utwór to ckliwa ballada Of Course I’m Lying - trochę za długa (6 minut). Trzeci to 3rd of June - bardzo dobry, mroczny kawałek z ostrą gitarą. Czwarty to absolutne kuriozum - Blazing Saddles zaśpiewany przez Borisa Blanka, przywodzący na myśl popularne wtedy w Polsce italo disco. Serio!! Taka sobie popowa piosneczka. Na szczęście kolejne 3 utwory są dużo lepsze. Po pierwsze 8 minut The Race - ten utwór to klasa sama w sobie. Dynamiczny, szybki, pełen zmiennych nastrojów, po prostu cudo. Dalej jest ambientowy kawałek Alhambra - z chorałami, brzmieniami jak ze wschodu, małe cudo. I jeszcze Otto di Catania - z wokalem po włosku i pięknymi chórkami w tle. Cacko. Ogólnie - płyta przeciętna.

1991 - Baby (Mercury) 3/5
Na szczęście ta płyta jest całkiem inna niż jej poprzedniczka - na pewno dopracowana. Yello powróciło do formy krótkich utworów, co od razu skróciło płytę do poniżej 40 minut. Zaczyna się i kończy bardzo ambientowo - na początek bardzo krótki instrumentalny Homage to the Mountain, a na koniec cudowny, naprawdę przepiękny Sweet Thunder, z genialnymi (choć elektronicznymi) smyczkami. Na wyróżnienie zasługują też: piękne ballady Capri Calling i Drive/Driven - pierwsza zaśpiewana przez Billy’ego MacKenzie’ego (jest to autentyczna rumba - można spokojnie do niej tańczyć w ‘Tańcu z gwiazdami”), drugi już przez Dietera Meiera; 6-minutowy Jungle Bill z absolutnie fantastyczną solówką na gitarze i solówką na bębnach; On the Run, tętniący rytmami afrykańskimi; mroczny Blender z ciekawym tekstem i singlowy Rubberbandman z wokalem przypominającym Louisa Armstronga. Natomiast całkowitymi porażkami wydają mi się singlowy Who’s Gone? - beznadziejnie nudny, spokojnie mógłby się znaleźć na płycie Stella oraz Ocean Club - niby stylizowany na swing lat 20. ale jakiś taki bez wyrazu. Ta płyta też jest dość przeciętna - co gorsza, jak na 1991 rok, brzmi dość staroświecko.

1992 - Essential Yello (Mercury) 2/5
To zwykła składanka utworów i to w wersjach skróconych. Jedyną ciekawostką jest nowa wersja The Rhythm Divine z dodanym ciekawym gwizdaniem. Jako wprowadzenie do dorobku Yello - całkiem fajne.

1994 - Zebra (Mercury) 3/5
Ale na tej płycie pan Blank już zauważył, że mamy lata 90. i trzeba zaopatrzyć się w nowy sprzęt grający. No i mamy - brzmienie na płycie jest świetne!! Słychać nowe brzmienia, nowe patenty, nowe sample. Jest tu kilka zdecydowanych wzlotów: otwierający album Suite 909 - długi, house’owy, pełen sampli, ciekawych motywów; Move Dance Be Born, również długi, z bardzo ciekawymi solówkami na nie-wiem-czym-ale-fajnie-brzmiącym; przebojowy How How - krótki, ale bardzo fajny, z zabawnym tekstem; S.A.X. - instrumentalny z dużą ilością sampli wokalnych i saksofonowych; ballada Fat Cry czy kończący album Poom Shanka - kolejny ambientowy, typowo Yellowy kawałek. Reszta to raczej zwykłe piosenki (Night Train, I...I’m in Love, Tremendous Pain, będący wariacją na temat Suite 909, singlowy Do It). Nie wiem tylko po co wsadzono tu remix How How o podtytule The Premix - fajny, no ale już na singlu był. Najszybszy utwór na płycie.

1995 - Hands on Yello (Urban) 1/5
Zbiór remiksów dokonany głównie przez niemieckich wykonawców. Właściwie oprócz remiksów The Orb, Carla Craiga i Olivera Lieba nie ma tu co słuchać - prawie sama niemiecka sieczka (Hardsequencer, Westbam, Jam & Spoon, Ilsa Gold, Carl Cox, Plutone), albo nudnawe pseudo-ambientowe house’y (Cosmic Baby, Jens, The Grid), albo okropny remiks Moby’ego (te klawisze i fortepian). Zdecydowanie odradzam!!

1997 - Pocket Universe (Mercury) 4/5
O tej płycie już pisałem: Płyta Pocket Universe jest bardzo nietypowa dla zespołu Yello. Jako jedyna w ich dorobku jest całkowicie „technowata” - ani grama electro-popu do jakiego przyzwyczaili nas Ci szwajcarscy weterani. Widocznie po doświadczeniach związanych z albumem Hands on Yello. Album Pocket Universe przynosi długie, bardzo zrytmizowane utwory, idealnie nadające się do klubów (np. Magnetic, Resistor, On Track czy Pan Blue), ambientowe (Monolith, Beyond Mirrors) czy chilloutowe (Celsius, To the Sea) kompozycje. Oczywiście wszystkie utwory wciąż zawierają ten niepowtarzalny klimat utworów Yello - różne “przeszkadzajki”, pojedyncze fantazyjne dźwięki, charakterystyczne plamy syntezatorów i przetworzone wokale. Jak na techno - jest to arcydzieło.

1999 - Eccentrix Remixes (Mercury) 1/5
Zbiór remiksów z singli. Niestety - beznadziejny zbiór. Utwory wyglądają na wybrane dość przypadkowo a remikserzy też zbytnio się nie spisali (okropny remiks Douga Laurenta, równie beznadziejny Marka Picchiottiego i Teri Bristola, niestety też nudny remiks Fluke’a, czy Iana Pooleya). Znajdują się tu jedynie 3 niedostępne wcześniej utwory, będące remiksami samego Boris Blanka: The Race (brake light mix) - unowocześniona wersja hitu, dużo szybsza, ale mniej ciekawa - zbyt „rwana”; More (rockabilly mix) - bardzo fajna wersja, ze świetnymi odgłosami przelatujących Tie Fighterów z „Gwiezdnych Wojen” (serio!!) oraz Topaz (insect mix) - utwór całkiem nowy, krótki, w sam raz do filmu z Bondem.

1999 - Motion Picture (Mercury) 2/5
Bardzo słaby album. Co ciekawe - jest kiepsko wyprodukowany - wokal często zagłusza tło (zwłaszcza w Houdini). Są tu prawie same piosenki (Get On, Houdini, Time Freeze, Prisoner of His Mind, Croissant Bleu, Liquid Lies, Squeeze Please), w większości nudne i nieciekawe; utwory prawie-że instrumentalne (Shake and Shiver, Bubbling Under) - także mało interesujące; utwory ambiento-podobne (niezłe Distant Mirror i Cyclops) oraz jedna, jedyna, ale za to cudownie wspaniała perełka - Point Blank. Dla tego jednego utworu warto mieć ten album. Jest dynamiczna, jazzująca, pełna „filmowych” sampli, długa (ponad 6 minut) i w ogóle wspaniała. Za to jeden punkt do góry.

2003 - The Eye (Motor) 4/5
Zaskakująco dobry album. Po wtopie, jaką była poprzednia produkcja Yello, spodziewałem się najgorszego, a tu proszę - niespodzianka. Aż w pięciu utworach śpiewa wokalistka Jade Davies i to wyłącznie w balladach. W ogóle środek płyty jest tak śmiesznie poprzekładany: balladka/utwór instrumentalny/balladka/utwór instrumentalny. Ale te balladki nie są takie złe (fantastyczne brzmienie!!), a utwory instrumentalne są doskonałe - jedne z lepszych jakie Boris Blank kiedykolwiek skomponował!! Cudowny Indigo Bay, mroczny Star Breath, dynamiczny Tiger Dust, Hipster’s Delay z genialną linią basu... A całość zaczyna się od jednego z najlepszych singli Yello jakie nagrali - Planet Dada z gościnnym udziałem Hakana Lidbo. Potem mamy reggae’owy Nervous i balladkę Don Turbulento (produkcja Ian Pooley). Soul on Ice to ewidentne echo dawnych dokonań Yello, Unreal i Bougainville to też śliczne balladki. Całość wieńczy remiks Planet Dada (flamboyant) autorstwa Akufen - to akurat niepotrzebne i nudnawe. Zdecydowanie bardzo dobrze się tego słucha...

Wkładki

29 grudnia 2005, 10:53:25
W "Tylko Rocku" zawsze podobała mi się idea wkładek - kilka stron poświęconych tylko jednemu zespołowi. Oczywiście moich ulubionych zespołów było tam jak na lekarstwo. Dlatego postanowiłem, że sam sobie zrobię wkładkę. Najtrudniej napisać historię zespołu, więc na razie sobie to daruję - stworzę na razie tylko recenzje albumów. To będą bardzo długie wpisy - zwłaszcza na stronie głównej Joggera. Ale co mi tam - lubię takie rzeczy.

Na pierwszy ogień: Yello.

Moje ulubione płyty elektroniczne #17

29 grudnia 2005, 08:45:11
17. Can - Sacrilege

Can to był taki zwariowany zespół niemiecki działający głównie w latach 60. i 70. grający bardzo psychodeliczną i transową odmianę rocka. Jego członkowie to bardzo uznani muzycy (i bardzo starzy ;-) ) tacy jak Jaki Liebezeit czy Holger Czukay (pewnie każdy słyszał te nazwiska, a jak nie to proszę szybko nadrobić zaległości). W 1997 powstał pomysł aby ich stare utwory zremiksowali różni wykonawcy, których Can inspirował do nagrywania. Tak powstał album Sacrilege. Dwie płyty, niewiele ponad 100 minut muzyki. Remiksy są bardzo zróżnicowane, różne gatunkowo, niemniej jednak wszystkie bardzo trzymają klimat oryginalnych utworów. Mamy więc drum'n'bass (Unfinished, Blue Bag (inside paper) , Tango Whiskeyman, Father Cannot Yell), idm (Flow Motion, Oh Yeah w remiksie Sunroof), ambient (Halleluwah, Future Days), lekki breakbeat (Vitamin C, Dizzy Spoon), nawet rockowe (Spoon), lekko house'owe (..."And More" ), zahaczające o trip-hop (Yoo Doo Right, Oh Yeah w remiksie Secret Knowledge), czy też całkowicie zwariowane i nie dające się zaszufladkować (krótki, minutowy remiks Pnoom i dziwaczny remiks TV Spot). Remikserzy są albo bardzo znani (Brian Eno, Francois Kevorkian, A Guy Called Gerald, U.N.K.L.E., The Orb, Carl Craig, Westbam (zaskakująco dobry), System 7 czy wspomniany już Secret Knowledge z gościnnym udziałem Jah Wobble), albo mniej (Bruce Gilbert, trio Hiller/Kaiser/Leda, Pascal Gabriel & Paul Stratham, Pete Shelley/Black Radio, Air Liquide czy Sunroof), albo bardzo zaskakujący (remiks w wykonaniu Sonic Youth z pomocą Whartona Tiersa - chyba jedyny remiks jaki zrobili - bardzo przećpany). Wszyscy wykonawcy świetnie wywiązali się ze swoich obowiązków i całość brzmi niesamowicie spójnie. Ten album to doskonały przykład na to jak zrobić dobry album z remiksami.

Claro Que Si

28 grudnia 2005, 20:23:42
Kolejna płytka Yello w drodze. Cudownie!!

Moje ulubione płyty elektroniczne #16

28 grudnia 2005, 11:12:23
16. Various - Auntie Aubrey’s Excursions Beyond the Call of Duty

Pierwsza cześć dwupłytowej składanki zawierającej wyłącznie utwory zremiksowane przez zespół The Orb. Zawiera tylko 18 utworów, a każda płytka trwa ponad 78 minut. A remiksy są cudowne, począwszy od 16 minutowego remiksy Material, poprzez 18-minutowy remiks Killing Joke, 13-minutowy remiks Keiichi Suzuki, 13-minutowy remiks Yello, 12-minutowy remiks Maurizio... Można tak długo. W każdym razie The Orb specjalizował się w długich remiksach (niestety obecnie już nie), bardzo powoli się rozwijających, bardzo ambientowych, pełnych dziwnych sampli i dźwięków, niesamowicie klimatycznych i w ogóle wspaniałych (wiem, beton jestem). Ze znanych wykonawców mamy tutaj np. Depeche Mode, Erasure, wspomniane już Yello czy Killing Joke, Primal Scream, Pop Will Eat Itself... Większość remiksów jest ambientowa, choć niektóre zachaczają mocno o house, tylko taki starszy z lat 89-91. Całość jest zmiksowana i słucha się tego bardzo dobrze. Polecam zwłaszcza wydanie z 1996 roku (pomimo tego, że w 90% jest MONO), bo wydanie z 2001 roku zawiera troszkę inny układ utworów. A część druga składanki, wydana w 2001 roku jest zdecydowanie słabsza.
Wcześniejsze wpisy      Nowsze wpisy