I druga obcięta dziesiątka. Od razu zaznaczam, bo przy poprzedniej notce nastąpiło pewne zamieszanie: kolejność jest chronologiczna.
1.
The Orb - Orbus Terrarum (1995)

...jest to najcudowniejsza, najwspanialsza, najgenialniejsza i niepowtarzalna płyta jaką człowiek kiedykolwiek stworzył. Płyta wszechczasów. Składa się tylko z 7 utworów, trwa 79:41 (w wersji amerykańskiej, bo angielska jest o minutę krótsza) i jest absolutnie fantastyczna. Co w niej takiego wspaniałego? Mnóstwo pięknych dźwięków (oczywiście głównie elektronicznych), niesamowicie bogate kompozycje, pełne wielu warstw dźwiękowych (niektóre utwory można rozbić na kilkanaście ścieżek!!), dużo nawiązań do dubu (
Slug Dub, Valley, Occidental), rocka (
Montagne d'Or (der gute berg) - powoli rozwijający się utwór, kończący się nagłym wtargnięciem perkusji i gitar elektrycznych) czy muzyki klasycznej (początek
Oxbow Lakes). Oczywiście także niesamowicie dużo sampli (fragmenty bajek, dialogów, monologów, bardzo dużo odgłosów natury), doskonale wkomponowanych w utwory i momentami bardzo zabawnych (początek
Plateau). Ówczesnych członkom zespołu (czyli wymienionemu wcześniej liderowi Alexowi Patersonowi i Krisowi 'Thrash' Westonowi) udało się stworzyć coś całkowicie niepowtarzalnego, nie przywołującego żadnych skojarzeń z inną kapelą. Pomagali im w tym liczni goście: Kris Needs, Guy Pratt (basista Pink Floyd z okresu
A Momentary Lapse of Reason i
The Division Bell, prywatnie zięć Ricka Wrighta), Tom Green, a także nieodłączny kompan Patersona, szwajcar Thomas Fehlmann... Muzyka jest z jednej strony dość lekka i jasna (zwłaszcza w utworach
Valley, White River Junction, Plateau czy Montagne d'Or (der gute berg)) ale pod koniec robi się trochę mroczna (dziwny
Occidental). Nie jest też łatwa w odbiorze, ale naprawdę warto ją poznać. Cudo.
PS. Polecam czytać przy tej płycie książkę Stanisława Lema
Eden. Od razu nasuwają się obrazy opisanej tam planety...
PS2. Na singlu
Oxbow Lakes - jedynym z tego albumu - znajdziemy remiks w wykonaniu kwartetu smyczkowego Darrena Allisona. Bardzo klasyczny - w dosłownym tego słowa znaczeniu...
2.
Underworld - Second Toughest in the Infants (1996)

Album, który ukazał się w przededniu odniesienia przez Underworld światowego sukcesu pod postacią utworu
Born Slippy.NUXX, z równie znanego filmu
Trainspotting (na płycie nie ma tego utworu, chyba, że kupimy wydanie 2-płytowe niemieckie lub japońskie). Na płycie jest tylko 8 utworów, z czego 2 pierwsze trwają w sumie ponad 31 minut (
Juanita/Kiteless/To Dream of Love oraz
Banstyle/Sappy's Curry). Kompozycje te są kwintesencją stylu Underworld - długie, wielowątkowe, pełne ciekawych wokali, często powtarzanych fraz słownych, interesujących brzmień, a z drugiej strony momentami dość ascetyczne jeżeli chodzi o ilość użytych dźwięków. Konstrukcja utworów czasami przynosi na myśl dokonania z kręgów rocka progresywnego - ale to dość luźne skojarzenie. Kolejne utwory są doskonałym uzupełnieniem 2 pierwszych. Mroczne
Confusion the Waitress i
Stagger, dynamiczne i agresywne
Rowla i
Pearl's Girl (ten drugi to jedyny singiel jaki się ukazał z tej płyty), lekki i wesoły
Air Towel oraz miniaturka
Blueski pełna zapętleń gitarowych brzmień. Underworld udała się niezwykła sztuka - potrafią tworzyć bardzo długie 15-20 minutowe utwory o jednostajnym rytmie, które nie nużą ani przez chwilę!! Perełka.
3.
Various - Auntie Aubrey's Excursions Beyond the Call of Duty (1996)

Pierwsza cześć dwupłytowej składanki zawierającej wyłącznie utwory zremiksowane przez zespół The Orb. Zawiera tylko 18 utworów, a każda płytka trwa ponad 78 minut. A remiksy są cudowne, począwszy od 16 minutowego remiksy Material, poprzez 18-minutowy remiks Killing Joke, 13-minutowy remiks Keiichi Suzuki, 13-minutowy remiks Yello, 12-minutowy remiks Maurizio... Można tak długo. W każdym razie The Orb specjalizował się w długich remiksach (niestety obecnie już nie), bardzo powoli się rozwijających, bardzo ambientowych, pełnych dziwnych sampli i dźwięków, niesamowicie klimatycznych i w ogóle wspaniałych (wiem, beton jestem). Ze znanych wykonawców mamy tutaj np. Depeche Mode, Erasure, wspomniane już Yello czy Killing Joke, Primal Scream, Pop Will Eat Itself... Większość remiksów jest ambientowa, choć niektóre zachaczają mocno o house, tylko taki starszy z lat 89-91. Całość jest zmiksowana i słucha się tego bardzo dobrze. Polecam zwłaszcza wydanie z 1996 roku (pomimo tego, że w 90% jest MONO), bo wydanie z 2001 roku zawiera troszkę inny układ utworów. A część druga składanki, wydana w 2001 roku jest zdecydowanie słabsza.
4.
Chemical Brothers - Dig Your Own Hole (1997)

Chemical Brothers to bardzo znany zespół, który głównie zasłynął właśnie tą, drugą w swoim dorobku płytą. Jest to ich najmocniejsze i najostrzejsze dokonanie - inne płyty są dużo łagodniejsze. CB proponują tu swoją odmianę break-beatu (
Block Rockin' Beats, Dig Your Own Hole, Elektrobank), big-beatu (
Get Up on It Like This, Setting Sun), dziwacznego house'u (
It Doesn't Matter, Don't Stop the Rock) i odlotowych spokojniejszych fragmentów (
Lost in the K-Hole, Piku). Cała płyta jest suto okraszona psychodelią, zwłaszcza w środkowej mini-suicie
It Doesn't Matter/Don't Stop the Rock/Get Up on It Like This - pełen odlot, a także w kończącym krążek utworze
The Private Psychedelic Reel. Jak zwykle na płycie znajdziemy kilku gości - m.in. Noel Gallagher, Jonathan Donahue, Beth Orton, którzy bardzo urozmaicają repertuar. Zdecydowanie świetny i spójny album.
5.
Yello - Pocket Universe (1997)

Płyta
Pocket Universe jest bardzo nietypowa dla zespołu Yello. Jako jedyna w ich dorobku jest całkowicie "technowata" - ani grama electro-popu do jakiego przyzwyczaili nas Ci szwajcarscy weterani. Widocznie po doświadczeniach związanych z albumem
Hands on Yello zawierającym remiksy dawnych utworów zespoły dokonanych przez wielu artystów z kręgów współczesnej elektroniki (głównie niemieckich) panowie Boris Blank i Dieter Meier postanowili unowocześnić brzmienie. Album
Pocket Universe przynosi długie, bardzo zrytmizowane utwory, idealnie nadające się do klubów (np.
Magnetic, Resistor, On Track czy
Pan Blue), ambientowe (
Monolith, Beyond Mirrors) czy chilloutowe (
Celsius, To the Sea) kompozycje. Oczywiście wszystkie utwory wciąż zawierają ten niepowtarzalny klimat utworów Yello - różne "przeszkadzajki", pojedyncze fantazyjne dźwięki, charakterystyczne plamy syntezatorów i przetworzone wokale. Jak na techno - jest to arcydzieło.
6.
Photek - Form & Function (1998)
.jpg)
Photek zasłynął swoją debiutancką płytą
Modus Operandi. Zawierała ona minimalny drum'n'bass, bardzo klimatyczny, często połączony z jazzowymi brzmieniami. Mnie jednak bardziej odpowiada drugi album, składający się z dwóch części: pierwsza zawiera nowe remiksy starych utworów w wykonaniu różnych znanych wykonawców drum'n'bassowych: Peshay & Decoder, J Majik, Doc Scott, Digital; druga część to zbiór 4 starszych utworów i 2 całkiem nowych. Płyta jest bardzo mroczna i bardzo klimatyczna. No i bardzo minimalna. Dźwięków jest mało, rytmy są połamane, a płytka trwa 79 minut i 30 sekund. I ma świetną okładkę.
7.
Leftfield - Rhythm and Stealth + Stealth Remixes (2000)

Płyta mroczna, dość minimalistyczna i jednorodna (w przeciwieństwie do poprzedniej, dość eklektycznej, słynnej
Leftism). Utwory zahaczają o hip-hop (
Dusted, Afrika Shox), rave (
Phat Planet), house (
Double Flash), ambient (
El Cid, Rino's Prayer), chillout (
Swords, Chant of a Poor Man), dub (
Dub Gussett, 6/8 War). Wielu gości uatrakcyjnia ten materiał: Roots Manuva, Cheshire Cat, Nicolle Willis (prywatnie żona Jimiego Tenora), Afrika Bambaataa, Rino... Całość robi bardzo dobre wrażenie, choć całkiem odmienne od poprzednika.
W limitowanej wersji mamy także krótki zbiór remiksów w wykonaniu I:Cube'a (2 remiksy), Nicka Rappacciolli, Ewana Pearsona, Barbed Wire czy Dave'a Clarke'a. Część jest mroczna, dubowa, część lekko house'owa, całość doskonała.
Obu płyt trzeba słuchać w całości!! Inaczej to nie ma sensu... No i wieczorem - bardzo mroczna muza.
8.
Fila Brazillia - Brazilification. Remixes 95-99 (2000)

Pierwsza płyta zawierająca zbiór remiksów, dokonanych przez zespół Fila Brazillia. 2 płyty, 18 utworów. Zremiksowani zostali m.in. Radiohead, The Orb, Lamb, Moloko, The Egg, Black Uhuru, A Certain Ratio, DJ Food, UNKLE, Ponga, Simple Minds, Freak Power... Pierwsza płyta zawiera chilloutowe, trip-hopowe i downtempowe kawałki, druga dynamiczne, pełne rytmów perkusyjnych, zachęcająca do tańca. Wszystko okraszone Fila Brazilliowym sosem - FB to najlepsi remikserzy jakich znam, a robią remiksów co niemiara (wyszła też druga płyta,
B2, także zawierająca ich remiksy). Ich dokonania są pełne akustycznych i naturalnych brzmień, choć nie stronią też od elektronicznych dźwięków. Najlepsze remiksy na tej płycie? A Certain Ratio (prawdziwa samba), Lamb, The Egg, Black Uhuru, Simple Minds, The Orb, UNKLE, DJ Food, Radiohead. Cudo!!
9.
Gel-Sol - Music Made for You... and By You, I Mean Me (2003)
obecnie znana pod tytułem
Gel-Sol 1104

Dla wszystkich fanów Orba to było objawienie w 2003 roku. Gel-Sol przedstawił wtedy (cała płyta była dostępna za darmo do ściągnięcia na jego stronie, obecnie wydawana jest przez wytwórnię em:t Records.) swoją koncepcję muzyki ambient, która w ogromnym stopniu przypominała dokonania Orba a.d. 1997. Utwory zawarte na płycie są pełne ciekawych dźwięków i aranżacji, bardzo kosmiczne i przyjemne. Można tu usłyszeć pasaże klawiszy, dubowe linie basu, połamane rytmy perkusji i mnóstwo zabawnych sampli wokalnych. Tak powinien brzmieć Orb obecnie - szkoda, że tak nie jest, i na szczęście jest Gel-Sol.
10.
Air - Talkie Walkie (2004)

Cudowna, zimowa płyta francuskiego duetu. Jakoś ich słynny debiut
Moon Safari w ogóle mi nie podchodzi (zwłaszcza okropny
Sexy Boy), natomiast ta płyta jest wspaniała. Spokojna, cichutka, delikatna, pełna pięknych brzmień. Wspaniała w sam raz na wieczór we dwoje. A zimowa dlatego, że poznałem ją w styczniu i słuchałem brnąc w śniegu. Polecam każdy utwór, przez wyklaskany
Venus, poprzez singlowe
Cherry Blossom Girl i
Surfing on a Rocket, rytmiczne
Run, instrumentalne
Alpha Beta Gaga, Mike Mills, Alone in Kyoto, balladki
Another Day, Universal Traveller i kapitalne
Biological ze wspaniałą końcówką. Super płytka.
Z tą listą było dużo trudniej: czuje większy sentyment do płyt elektronicznych, niż rockowych.
Edit: notka zmieniona i poszerzona dnia 28 stycznia 2007 r.