
Najnowszy album Prince'a jest niezły (dopiero dwa razy przesłuchałem). Zaczyna się od utworu tytułowego - bardzo dobry, chociaż z początku wydaje się bardzo dziwny - monotonny rytm, przekształcony wokal, prawie zero basu i melodii. Ale gitarka świetna i po chwili zaczyna człowieka wciągać. Następnie
Lolita, z fajnym klawiszem. Potem singlowy
Te Amo Corazon - balladka, którą pewnie już wszyscy znają. Fajna solówka. Kolejny utwór to drugi singiel -
Black Sweat. Nudny p-funkowy kawałek (mógłby Prince przestać robić takie kupy). Potem
Inscence and Candles - taki sobie, spokojniejszy utwór. Długi kawałek
Love kończy się świetną częścią instrumentalną. Balladka
Satisfied - typowa pościelówa z fajnymi dęciakami. Kolejny jest rockowy kawałek
Fury - przeciętny, po nim ciekawy melodycznie
The Word (fajny wokal). Następnie duet z panną Tamar -
Beautiful, Loved & Blessed - spokojny, również z niezłą, rozbudowaną końcówką. Na koniec Prince zostawił dwa doskonałe kawałki - ballada
The Dance - absolutna rewelacja, doskonała melodyka, smyczki i krzyczący Prince pod koniec.
Get on the Boat to świetny, długi (ponad 6 minut) funkowy kawałek, z dęciakami - po prostu Prince w dawnym stylu. Ogólnie rzecz biorąc - miodzio!!
Ta notka została wysłana 17 marca 2006 o 09:50:37.
Możesz przejść na koniec i zostawić komentarz.