
Płyta zbierająca różne stare nagrania Fehlmanna (ale niepublikowane wcześniej - właściwie to jego debiutancki album), chociaż robiąca wrażenie całości - utwory łączą się ze sobą i są bardzo spójne. W sumie czasami całkiem przyjemne granie (
Superfruhstuck, Dingo, Schizophrenia, Cuddle), czasem mroczne (
Zauberwort, Luster), ogólnie nawet niezłe. Zaltuje Orbem momentami (
Teufel), ale poza tym to typowo Fehlmannowe granie - bardzo elektroniczne, dziwne, jakby lekko zamglone brzmienie... Raczej inne od tego co Pan TF proponuje obecnie - bardziej "wesołe".
Ta notka została wysłana 28 marca 2006 o 11:31:55.
Możesz przejść na koniec i zostawić komentarz.