10 najlepszych płyt... innych wg mnie #2, #3, #4 i #5

16 marca 2006, 15:28:13
Teraz będzie hurtowo, bo o kolejnych czterech płytach już pisałem. Dlatego tylko wkleję, to co upichciłem wcześniej (wiem, to pójście na łatwiznę):

2. Prince - Lovesexy (1988)

Lovesexy to zdecydowanie najlepsza płyta Prince’a. Znajdziemy tu mnóstwo ciekawych dźwięków i nietypowych zagrań. Muzyka jest niesamowicie "gęsta" - dużo instrumentów, zmian nastroju, solówek, ale ani przez chwilę nie ma się wrażenia chaosu. Płyta bardzo spójna, każdy utwór przechodzi logicznie w kolejny. Zaczyna się od krótkiego wstępu do utworu Eye No, funkowego, zaśpiewanego w wielogłosie damsko-męskim, który płynnie przechodzi w Alphabet St. - jeden z najbardziej nietypowych singli Prince’a, trwający właściwie tylko 2 i pół minuty, a później rozwijający się w charakterystyczny jam. Następnie jest Glam Slam obarczony nośnym refrenem i syntezatorową końcówką. Anna Stesia to fajna ballada z ciekawymi chórkami, krótki Dance On z baaardzo połamanym rytmem (wbrew tytułowi trudno byłoby to zatańczyć). Po nim następuje utwór tytułowy z genialną gitarą, zmianami nastroju, dużą ilością "gadania", który kończy się gwałtownie, rozpoczynając najsłabszy chyba utwór na płycie When 2 R in Love - ckliwą balladkę. Końcówka jest doskonała - najpierw krótki, piosenkowy I Wish U Heaven, a po nim monumentalny Positivity - długi, powolny, kończący się tym samym brzmieniem syntezatorów, co na początku płyty. Absolutnie świetna płyta.

3. Yello - One Second (1987)

Moim zdaniem to ich najlepszy album. Zaczyna się fantastycznie - wybębniona La Habanera z samplowanymi trąbkami (choć nie słychać tego tak bardzo), potem cudownie melancholijny, zaśpiewany przez Billy’ego McKenzie’go Moon on Ice, dynamiczny Call It Love, mroczna Le Secret Farida z wokalem damskim, szybki Hawaiian Chance (chyba najsłabszy utwór na płycie), przebojowy The Rhythm Divine z gościnnym udziałem znanej ze śpiewania w Bondach Shirley Bassey. Drugą stronę winylu zaczyną genialny utwór Santiago - pełen dziwnych brzmień bębnów, sampli i wokali, potem następuje singlowy Goldrush oraz doskonały Dr Van Steiner z wokalem Rush Winters. Płyta kończy się utworami Si Senor the Hairy Grill z bardzo ostrą gitarą (zwłaszcza pod koniec utworu) i ambientowym, spokojnym L’Hotel. Całość jest bardzo spójna i fantastyczna.

4. Jamiroquai - The Return of the Space Cowboy (1994)

Ten album z 1994 roku jest zdecydowanie najlepszą płytą Jamiroquai. Pełen świetnych pomysłów, brzmień, doskonałe dęciaki, cudowne smyki, utwory są długie, momentami rozimprowizowane (Just Another Story, Scam)... Jedynie brzmienie jest jakieś takie... zbyt miękkie. No i dwa utwory w środku nie dorównują reszcie (Mr. Moon, The Kids). Początek fantastyczny, końcówka genialna (od Scam przez instrumentalny Journey to Arnhemland, piękną balladę Morning Glory aż po Space Cowboy). Szkoda, że późniejsze albumy to już równia pochyła i to coraz niższa...

5. Crimson Jazz Trio - The King Crimson Songbook Volume One (2005)

Ta płyta to jazzowa adaptacja utworów zespołu King Crimson. Baaardzo jazzowa, chociaż bez problemu da się rozróżnić poszczególne linie melodyczne. Oczywiście trio nie tylko skupia się na melodiach, ale również bez problemu rozprawia się z trudnymi partiami instrumentalnymi oryginalnych utworów, chociaż rozwija je w charakterystyczny dla siebie sposób, luźno traktując pierwowzory. Całość jest bardzo przyjemna, chociaż dla niewytrwanego ucha może wydawać się dość męcząca. Dla miłośników klasycznego jazzu to przyjemne granie, dla fanów rocka - ciekawostka.

NOP - e-zin o starych grach

16 marca 2006, 09:30:19
Jako, że jestem fanem starszych gier, bardzo lubię (w kółko) o nich czytać. Swego czasu powstawał bardzo fajny zin Poke - niestety zmarło mu się dawno temu. Ale pojawił się nowy e-zin: NOP. Całkiem fajny, ładnie wykonany (w PDFie), no i ciekawy. Zdecydowanie polecam!!

Laika - Wherever I Am I Am What Is Missing

16 marca 2006, 09:27:32
Laika to taki przyjemny zespół grający ni to trip-hop, ni to post-rock. W każdym razie miękkie brzmienia, żywe instrumenty i delikatny głos wokalistki. Poprzedni album, Good Looking Blues, był dość znany i bardzo dobry. Ten to jego następca, z 2003 roku. Niestety słabszy, chociaż także ciekawy. Dużo bardzo fajnych brzmień perkusji, ciekawe klawisze, ale za to mniej wpadające w ucho melodie. Większość utworów zlewa się ze sobą. Lepiej robi się pod koniec płyty: utwory Oh czy King Sleepy są naprawdę bardzo przyjemne. Miłe słuchanie.

10 najlepszych płyt... innych wg mnie #1

15 marca 2006, 15:22:09
Opisałem już moje ulubione płyty rockowe i elektroniczne. Są jednakże takie pozycje, które nie do końca pasują do rocka, ani do elektroniki, np. płyty popowe, jazzowe, klasyczne. Oto pierwsza z 10. najlepszych płyt jakie znam i zawierają muzykę inną.

1. Seal - Seal (1991)

Oto idealny przykład perfekcyjnego albumu popowego. Doskonale wyprodukowany (Trevor Horn!!), świetnie zagrany (zawodowi muzycy sesyjni), pełen ciekawych aranży i brzmień, no i przede wszystkim zawierający genialne kompozycje. Każdy z utworów zawartych na tej płycie jest rewelacyjny - z dwoma wyjątkami: Wild - który jest zdecydowanie słabszy, na jego miejscu chętnie bym widział utwór A-Minor Groove, który wyszedł tylko na singlu; oraz Future Love Paradise - który ogólnie rzecz biorąc jest świetny, tylko nie wiadomo czemu, w stosunku do wersji singlowej, wyciszony minutę przed końcem!! Pozostałe kawałki to jednak pierwsza klasa: cudowny Deep Water o zmiennych klimatach, bajkowy Violet z długim fragmentem instrumentalnym, dynamiczne i przebojowe Crazy i Killer (kto ich nie zna?), piękne ballady Whirlpool i Show Me... Idealna płyta dla każdego. Szkoda, że późniejsze dokonania Seala w ogóle nie dorównują przecudownemu debiutowi.

Uzależnienie od słuchania muzyki

15 marca 2006, 12:51:25
Zauważyłem, że jestem uzależniony od słuchania muzyki. Ta czynność sprawia mi ogromną przyjemność i czasem nie mogę się doczekać, kiedy posłucham jakiejś ciekawej płyty (ale nie jest obojętne jakiej). W związku z tym, że od pierwszej klasy liceum słucham muzyki na walkmanie/discmanie/odtwarzaczu mp3 (ewolucja...) najchętniej słucham jej chodząc (ma to swoje plusy - więcej spacerów). Dzięki temu każda droga jest ciekawsza i przyjemniejsza. Czasami nawet wychodzę wcześniej z domu tylko po to, aby dłużej posłuchać muzyki. Kiedyś chodziłem na spacer tylko w tym celu!! Łaziłem sobie po okolicy tylko, żeby móc skupić się na muzyce.

Czy inni też tak mają, czy to tylko moja przypadłość?
Wcześniejsze wpisy      Nowsze wpisy