30 kwietnia 2006, 12:46:06
9. Frank Zappa - Hot Rats
Właściwie to momentami jest to rock, ale w większości jednak jazz (albo może fusion - nie znam się na jazzie). W każdym razie bardzo fajne, instrumentalne granie (z jednym wyjątkiem, ale krótkim), zwłaszcza w doskonałym Willie the Pimp z długaśną solówką gitarową oraz fantastycznym, 17 minutowym jamie The Gumbo Variations, z wieloma różnymi solówkami - gitarowymi, skrzypcowymi, saksofonowymi itp. Ale są też fajne miniatury typu Peaches En Regalia czy Little Umbrellas. Doskonała płyta.
Kategoria: Pop, jazz i inne | Dodaj komentarz »
30 kwietnia 2006, 11:51:22
Bardzo beznadziejna komedia romantyczna z Eddiem Murphy'm. Film okropnie nakręcony, z głupią końcówką, dennymi dialogami i brzydkimi aktorkami (oprócz Halle Berry). Naprawdę szkoda czasu...
Kategoria: Film | Dodaj komentarz »
29 kwietnia 2006, 16:53:34
Jest nowy kawałek RHCP - jest całkiem przyjemny, teledysk jest bardzo zabawny, często leci w radiu i ma jeden plus: solówkę gitarową!! Rzadko słyszana ostatnio rzecz w radiu. Jakoś tak mnie to ucieszyło...
Kategoria: Rock i Metal | 24 komentarze »
26 kwietnia 2006, 09:32:34
Tym razem coś bardzo świeżego - książka ukazała się we wtorek przed świętami, a więc jakieś 3 tygodnie temu. Cała książka to wywiad z niejakim Mietkiem Heldbaumem, pracownikiem NKWD, a potem KGB, obecnie będącym na łożu śmierci. Przez lata Heldbaum rządził Polską, jako jeden z szefów KGB. Rzecz jest fantastycznie napisana - trzyma w napięciu, wciąga jak odkurzacz i w ogóle jest bardzo ciekawa. Mój znajomy, historyk, po przeczytaniu książki stwierdził, że wszystko, co w niej jest opisane to sama prawda, nawet ta najbardziej nieprawdopodobna, tyle, że wcześniej nikt się nie brał za jej opisanie. Za opisanie tego, w jakim stopniu Polska była i nadal jest rządzona przez tajne służby, wywiady i układy (zresztą inne kraje podobnie, ale u nas i na wschodzie w szczególności). Szkoda tylko, że Łysiak przybrał taką formę, jak w tej książce - pewnie mało kto mu uwierzy...
Kategoria: Książki | 5 komentarzy »
23 kwietnia 2006, 17:01:41
Ubuntu to staroafrykańskie słowo oznaczające "Nie potrafię skonfigurować Debiana"
Kategoria: Komputery | 4 komentarze »
23 kwietnia 2006, 10:09:12
Kolejny romans grozy, niestety słabszy od
Mnicha. W sumie niby wszystko jest - mnisi, romans, morderstwa itp. ale napisane jest cienko - dużo dłużyzn, postacie mało ciekawe, po prostu momentami nudy. Chociaż czasami miało to klimat...
Kategoria: Książki | Dodaj komentarz »
23 kwietnia 2006, 09:28:56

Płyta Szkota/Szweda, który chciałby być Hiszpanem... Tytuł zapewne podniecający dla komputerowych geeków, ale to nie skrót od znanego systemu operacyjnego, lecz hiszpańskie słowo oznaczające "dwa" - bo to już druga płyta tego wykonawcy. Funk D'Void znany jest przede wszystkim z doskonałych remiksów (zrobionych m.in. dla Underworld, Laurenta Garnier, New Order, Slam, The Scumfrog czy Kena Ishii). Na swojej płycie prezentuje on przede wszystkim swoje bardzo charakterystyczne brzmienie - klawisze prawie jak z czasów komputerów 8-bitowych, dużo rozlanych dźwięków, ładnych melodyjek, a do tego mocne house'we beaty. Na płycie znajdziemy kilka typowo Funk D'Voidowych house'ów (np. Obrigado, Magnolia czy Ninety Nine-Two), jeden kawałek jest dość ostry (Diabla), jeden bardzo łagodny (Sketch of Spain, notabene przeróbka, ale nie pamiętam kogo, chyba to jakiś standard jazzowy), reszta bardzo przyjemna (Desperado, My Adidas, The Loquita). Są tylko trzy zgrzyty: utwór pierwszy, Barnabeats - bardzo fajny, ale całkowicie nie pasujący na początek płyty - to właściwie prawie same beaty ze szczątkowym basem; To Ya Waistline - baaaardzo nudny i beznadziejny house; no i całość właściwie jest lekko nudnawa - za dużo tego. Ale za to bardzo wiosenna i dobrze poprawia nastrój. Można spróbować.
Kategoria: Elektronika | Dodaj komentarz »
20 kwietnia 2006, 10:55:32
Tak się zastanawiam - głównie ze względu na brak komentarzy do ostatnich notek - czy ktoś w ogóle czyta mój blog? Patrząc na statystyki - tak. Pytam tylko tak sobie, bo i tak nie przestanę go prowadzić...
Kategoria: Internet | 17 komentarzy »
20 kwietnia 2006, 10:52:32
8. Suzanne Vega - 99.9F
Dziwna to płyta, pełna niespotykanych dźwięków, dużo elektroniki, chociaż sporo też akustycznych ballad. Jak na 1992 rok, w którym się ukazała, to było duże nowatorstwo. Głównie ze względu na minimalistyczną elektronikę bardzo ją lubię (np. Fat Man and Dancing Girl, Blood Makes Noise). Balladki zresztą też są niezłe, chociaż momentami za bardzo przygnębiające (Blood Sings, Song of Sand). No i doskonały song In Liverpool - nie zestarzał się.
Kategoria: Pop, jazz i inne | 2 komentarze »
19 kwietnia 2006, 10:16:31

Jakoś w te święta miałem ambientowy nastrój. Odświeżyłem sobie jeden z lepszych albumów ambientowych jakie znam: Global Communication - Remotion. Zespół GC istniał krótko, nagrał tylko dwie płyty: 76'14 z roku 1994 i właśnie omawianą, z 1995 roku, zawierającą wyłącznie remiksy dokonane przez GC dla innych artystów. I właśnie z remiksów GC słynął - bardzo ładnych, pełnych długich dźwięków, prawie zawsze ambientowych. O dziwo, momentami mocno przypominających dokonania Jarre'a i Vangelisa. Utworów jest tylko 7, ale za to są baaardzo długie, baaardzo ambientowe i po prostu piękne. Czasami jest bardzo łagodnie (remiksy Chapterhouse), czasami lekko jazzowo (Warp 69), czasami można usłyszeć skrzypce (Jon Anderson), albo melodie rodem z Blade Runnera (The Grid). Szczególnie doskonały jest utwór ostatni - remiks Nav Katze. Bardzo długi, 15-minutowy, przez pierwszą część utworu powoli rozwijaja się, potem wchodzi perkusja i nabija fajny rytm aż do końca. A człowiek nawet nie zauważa, kiedy mija ten kwadrans... Cacko. Absolutne.
Kategoria: Elektronika | 2 komentarze »
Wcześniejsze wpisy
Nowsze wpisy