Mrówka

   Po ręce szła mu mrówka. Czuł ją, ale nie chciało mu się zareagować. Nie miał ostatnio zbyt dużo czasu na takie wypady za miasto, więc chciał wykorzystać wolny czas w stu procentach. Leżał na trawie, czując, jak słońce mocno przygrzewa. Ale po ręce szła mu mrówka.
   W końcu zdenerwowało go to. Nie jest przecież Guliwerem, aby jakiś obcy osobnik wędrował bez zezwolenia po jego ciele. Podniósł się i spojrzał na rękę. Zamarł. To była czerwona mrówka. „One gryzą!” - przemknęło mu przez głowę. Szybko strząsnął mrówkę na ziemię i poderwał się na nogi, otrzepując się, jak gdyby obawiał się, że te małe owady mogłyby wniknąć w zakamarki jego ubrania. Kilku szybkich biegaczy o lilipucim wzroście wybiegło wystraszonych zza załomu nogawek jego krótkich spodenek, jakby zdziwionych tym nagłym napadem na ich możliwość przechadzania się. Ze złością wyszedł, prowadząc rower, na pobliską asfaltową dróżkę. Mrówki chodziły w poprzek drogi, wzdłuż, z góry na dół, z lewa na prawo, obarczone liśćmi, nasionami, śmieciami lub też bez ładunku. Nie podobało mu się to. Upatrzył sobie jedną, nadepnął ją szybko butem i mocno pokręcił stopą w lewo i w prawo. Kiedy podniósł nogę, już nie żyła. Z nieukrywaną satysfakcją nadepnął na następną, i kolejną, i jeszcze jedną. Kiedy skończył, wsiadł na rower i z zadowoleniem popedałował dalej.
   Na dróżce leżało kilkadziesiąt martwych mrówek. Mrówek.

   Zauważył ją już rano, w czasie mycia zębów. Mała, czerwona plamka na przedramieniu. „Przeklęty owad” - pomyślał - „Dobrze, że dostał nauczkę”. Potem poszedł po gazetę. Wracając do domu ze znudzeniem przeglądał polityczne nowinki, któe jak zwykle zajmowały większą część tego czytadła. Jednak jedna wiadomość zatrzymała jego wzrok, pędzący w kierunku rubryk sportowych. Już sam jej tytuł spowodował, że pociemniało mu w oczach, osunął się na ziemię i przestał interesować się światem zewnętrznym, leżąc zemdlony w poprzek chodnika i nie odpowiadając ani na pytania przechodniów, nie słysząc wycia syreny karetki, ani gwary gapiów zgromadzonych dookoła niego.
   A gazeta z tajemniczym artykułem leżała obok. Na środku otwartej strony widniały duże, czarne litery: „Tajemnicza śmierć kilkudziesięciu osób”. Poniżej znajdował się krótki opis, próbujący wyjaśnić coś, nie wyjaśniający jednak niczego: „W lasku... znaleziony... osoby... nie powiązane... u każdej... w mieszkaniu... jedna martwa mrówka”. Mrówka.

Kraków, 1994 rok.

Komentarze do notki Mrówka

Dodaj komentarz: