Fear Factory - Demanufacture

21 maja 2006, 15:34:23
Tak jakoś mnie wzięło dzisiaj na metal. Oto płyta metalowa, baaardzo szybka momentami i matematycznie doskonała. Riffy są błyskawiczne, a stopa perkusji małpuje je wiernie. Perkusista chyba był obdarzony trzema nogami. Conajmniej trzema. A poważnie - płyta dobra, właściwie mocno industrialna, wokalista albo śpiewa czysto, albo krzyczy (na szczęście do growlingu mu daleko). Kompozycje są ciekawe, urozmaicone, nawet czasami zaskakująco mało metalowe (A Therapy for Pain, Dog Day Sunrise, Replica). Ogólnie niezła jatka, tzn. jazda.

Porcupine Tree - Recordings

20 maja 2006, 09:37:22
Właściwie to fanem PT jest dopiero od jakichś dwóch lat. Wcześniej niby znałem płytę Up the Downstair i nawet mi się podobała, ale jakoś nie ciągnęło mnie do innych. Dopiero później tak jakoś wpadli mi w ucho i teraz słucham ich, aby się odprężyć. Płyta Recordings to zbiór różnych utworów, znanych głównie jako strony B singli. Składanka naprawdę całkiem zgrabna, choć przeważąją utwory dość spokojne (Buying New Soul, Cure for Optimism, Untitled, Disappear, In Formaldehyde, Even Less). Niektóre są bardzo piękne (zwłaszcza Buying New Soul i Untitled), niektóre niestety takie sobie (Access Denied czy Oceans Have No Memory), a reszta nie schodzi poniżej Porkowego poziomu. Oczywiście cały czas słychać, że nie bez powodu nie znalazły się one na regularnych albumach - brakuje im "tego czegoś". Ale słucha się tego całkiem przyjemnie.

Przeczytane - Isaac Asimov: Fundacja

19 maja 2006, 16:27:10
W końcu dorwałem pierwszą część sagi Asimova. Prawdę mówiąc bardziej podobała mi się piąta część, o której już pisałem. Ta jest jakaś taka... chaotyczna. I w dodatku kończy się ni stąd, ni zowąd. Zapewne Asimov planował, że od razu napisze kilka części i stąd takie, a nie inne zakończenie. W każdym razie i tak mi się podobała, będę musiał poczytać kolejne części.

Mrówka

19 maja 2006, 09:47:33
   Po ręce szła mu mrówka. Czuł ją, ale nie chciało mu się zareagować. Nie miał ostatnio zbyt dużo czasu na takie wypady za miasto, więc chciał wykorzystać wolny czas w stu procentach. Leżał na trawie, czując, jak słońce mocno przygrzewa. Ale po ręce szła mu mrówka.
   W końcu zdenerwowało go to. Nie jest przecież Guliwerem, aby jakiś obcy osobnik wędrował bez zezwolenia po jego ciele. Podniósł się i spojrzał na rękę. Zamarł. To była czerwona mrówka. „One gryzą!” - przemknęło mu przez głowę. Szybko strząsnął mrówkę na ziemię i poderwał się na nogi, otrzepując się, jak gdyby obawiał się, że te małe owady mogłyby wniknąć w zakamarki jego ubrania. Kilku szybkich biegaczy o lilipucim wzroście wybiegło wystraszonych zza załomu nogawek jego krótkich spodenek, jakby zdziwionych tym nagłym napadem na ich możliwość przechadzania się. Ze złością wyszedł, prowadząc rower, na pobliską asfaltową dróżkę. Mrówki chodziły w poprzek drogi, wzdłuż, z góry na dół, z lewa na prawo, obarczone liśćmi, nasionami, śmieciami lub też bez ładunku. Nie podobało mu się to. Upatrzył sobie jedną, nadepnął ją szybko butem i mocno pokręcił stopą w lewo i w prawo. Kiedy podniósł nogę, już nie żyła. Z nieukrywaną satysfakcją nadepnął na następną, i kolejną, i jeszcze jedną. Kiedy skończył, wsiadł na rower i z zadowoleniem popedałował dalej.
   Na dróżce leżało kilkadziesiąt martwych mrówek. Mrówek.

   Zauważył ją już rano, w czasie mycia zębów. Mała, czerwona plamka na przedramieniu. „Przeklęty owad” - pomyślał - „Dobrze, że dostał nauczkę”. Potem poszedł po gazetę. Wracając do domu ze znudzeniem przeglądał polityczne nowinki, któe jak zwykle zajmowały większą część tego czytadła. Jednak jedna wiadomość zatrzymała jego wzrok, pędzący w kierunku rubryk sportowych. Już sam jej tytuł spowodował, że pociemniało mu w oczach, osunął się na ziemię i przestał interesować się światem zewnętrznym, leżąc zemdlony w poprzek chodnika i nie odpowiadając ani na pytania przechodniów, nie słysząc wycia syreny karetki, ani gwary gapiów zgromadzonych dookoła niego.
   A gazeta z tajemniczym artykułem leżała obok. Na środku otwartej strony widniały duże, czarne litery: „Tajemnicza śmierć kilkudziesięciu osób”. Poniżej znajdował się krótki opis, próbujący wyjaśnić coś, nie wyjaśniający jednak niczego: „W lasku... znaleziony... osoby... nie powiązane... u każdej... w mieszkaniu... jedna martwa mrówka”. Mrówka.

Kraków, 1994 rok.

Powrót do korzeni

19 maja 2006, 09:28:19
Czy zdarza Wam się powrócić czasem do swoich starych pomysłów/projektów sprzed lat? Mnie właśnie się to przydarzyło. I nawet okazało się, że te pomysły nie były wcale takie złe, większość dobrze przetrwała próbę czasu.

Przy okazji znalazłem kilka swoich opowiadań, stworzonych ponad 10 lat temu. Kilka z nich nie jest nawet takich złych i pomyślałem, że podzielę się nimi z Wami. Nie jest to literatura wysokich lotów, ale można sobie poczytać do poduszki... Niestety, są one zapisane w postaci analogowej (czyt. napisane piórem na kartce), dlatego muszę je przepisać na postać cyfrową. Co może chwilę potrwać.

Pierwsze opowiadanie niebawem.
Wcześniejsze wpisy      Nowsze wpisy