Jaszczurka
Rycerz podszedł do tronu, ukłonił się i powiedział donośnym głosem:
- Królu, zadośćuczyniłem Twej woli i, stoczywszy ciężką walkę, zabiłem smoka!!
Król ziewnął, spojrzał od niechcenia na rycerza i burknął:
- No to co?
Rycerz poczuł się trochę zbity z tropu, ale odważnie rzekł:
- Sam ogłosiłeś, że kto zabije smoka, ten otrzyma w nagrodę Twoją córkę za żonę i pół królestwa w posagu!!
Król leniwie wiercił się na tronie.
- Owszem, może i obiecałem, ale i tak nic nie dostaniesz.
Rycerz wybałuszył oczy.
- Że co, proszę? - wykrzyknął i dech mu zaparło. Po chwili ocknął się ze zdumienia - Przecież tu chodzi o królewnę i pół królestwa.
- Eee, tam - odpowiedział król i zaczął obgryzać paznokcie - To tylko parę hektarów i krostopaty podlotek.
- Podlotek? - zawołał wściekły rycerz.
- A no. Szczaw zwykły, a poza tym brzydka jak noc.
- Brzydka? - rycerz unosił się coraz wyżej.
- Straszliwie - król zaczął zdejmować buty i mocował się właśnie ze skarpetkami - Tak brzydka, żebyś się sam jej przestraszył. Po co ci ona - zzuł w końcu skarpetki i usiłował dostać stopami do ust.
- No, dobra - zmiękł rycerz - Ale pół królestwa...
- Pod hipoteką - król, cały czerwony na twarzy, zaprzestał gimnastycznych ćwiczeń - A poza tym ciągle najeżdżane przez dzikie, barbarzyńskie hordy.
Rycerz był skonsternowany.
- Więc co dostanę za zabicie smoka?
Król właśnie usiłował sekatorem obciąć sobie niezwykle krzywy, pomalowany czerwonym lakierem paznokieć na dużym palcu u nogi - Po pierwsze: nie zaczyna się od "więc", tylko od "no więc". Po drugie: sam przyznasz, że ten smok wcale nie był taki duży i niebezpieczny.
- No, jakby na to spojrzeć z tej strony, to to był bardzo mały smok, w sumie nawet jaszczurka - zadumał się na chwilę rycerz, ale zaraz się zreflektował - Zaraz, przecież Ty, królu, sam wyznaczyłeś za niego nagrodę.
- Owszem - przyznał król odkładając na chwilę dłuto - Ale uczyniłem to tylko ze względu na tradycję. No i konkurencję innych króli, którzy śmialiby się ze mnie.
Rycerz zmarkotniał.
- W takim razie nic nie dostanę? Trud mój był daremny?
- Właśnie - odparł niewyraźnie król, gryząc żyłkę wędkarską, przywiązaną do paznokcia.
Rycerz westchnął ze smutkiem.
- A ja odbyłem tak kosztowną podróż. Musiałem sprzedać ostatnią szlafmycę, aby się tu dostać. Nawet moją kolekcję sandałów dałem pod zastaw, a tu takie rozczarowanie. Nic tylko skoczyć w paszczę jakiejś stokrotki*. Eeeech - wzdychając wyszedł ciągnąc za sobą po ziemi miecz.
Król włączył młot pneumatyczny.
* - wyuzdana białogłowa
Kraków, 1994 rok
- Królu, zadośćuczyniłem Twej woli i, stoczywszy ciężką walkę, zabiłem smoka!!
Król ziewnął, spojrzał od niechcenia na rycerza i burknął:
- No to co?
Rycerz poczuł się trochę zbity z tropu, ale odważnie rzekł:
- Sam ogłosiłeś, że kto zabije smoka, ten otrzyma w nagrodę Twoją córkę za żonę i pół królestwa w posagu!!
Król leniwie wiercił się na tronie.
- Owszem, może i obiecałem, ale i tak nic nie dostaniesz.
Rycerz wybałuszył oczy.
- Że co, proszę? - wykrzyknął i dech mu zaparło. Po chwili ocknął się ze zdumienia - Przecież tu chodzi o królewnę i pół królestwa.
- Eee, tam - odpowiedział król i zaczął obgryzać paznokcie - To tylko parę hektarów i krostopaty podlotek.
- Podlotek? - zawołał wściekły rycerz.
- A no. Szczaw zwykły, a poza tym brzydka jak noc.
- Brzydka? - rycerz unosił się coraz wyżej.
- Straszliwie - król zaczął zdejmować buty i mocował się właśnie ze skarpetkami - Tak brzydka, żebyś się sam jej przestraszył. Po co ci ona - zzuł w końcu skarpetki i usiłował dostać stopami do ust.
- No, dobra - zmiękł rycerz - Ale pół królestwa...
- Pod hipoteką - król, cały czerwony na twarzy, zaprzestał gimnastycznych ćwiczeń - A poza tym ciągle najeżdżane przez dzikie, barbarzyńskie hordy.
Rycerz był skonsternowany.
- Więc co dostanę za zabicie smoka?
Król właśnie usiłował sekatorem obciąć sobie niezwykle krzywy, pomalowany czerwonym lakierem paznokieć na dużym palcu u nogi - Po pierwsze: nie zaczyna się od "więc", tylko od "no więc". Po drugie: sam przyznasz, że ten smok wcale nie był taki duży i niebezpieczny.
- No, jakby na to spojrzeć z tej strony, to to był bardzo mały smok, w sumie nawet jaszczurka - zadumał się na chwilę rycerz, ale zaraz się zreflektował - Zaraz, przecież Ty, królu, sam wyznaczyłeś za niego nagrodę.
- Owszem - przyznał król odkładając na chwilę dłuto - Ale uczyniłem to tylko ze względu na tradycję. No i konkurencję innych króli, którzy śmialiby się ze mnie.
Rycerz zmarkotniał.
- W takim razie nic nie dostanę? Trud mój był daremny?
- Właśnie - odparł niewyraźnie król, gryząc żyłkę wędkarską, przywiązaną do paznokcia.
Rycerz westchnął ze smutkiem.
- A ja odbyłem tak kosztowną podróż. Musiałem sprzedać ostatnią szlafmycę, aby się tu dostać. Nawet moją kolekcję sandałów dałem pod zastaw, a tu takie rozczarowanie. Nic tylko skoczyć w paszczę jakiejś stokrotki*. Eeeech - wzdychając wyszedł ciągnąc za sobą po ziemi miecz.
Król włączył młot pneumatyczny.
* - wyuzdana białogłowa
Kraków, 1994 rok
