.jpg)
Debiutancki album kapeli powstałej po odejściu Maksa Cavalery z Sepultury. Płyta z 1998 roku, wydana 2 lata po rewelacyjnej płycie
Sepultury Roots. Jest to bezpośrednia kontynuacja pomysłów zawartych na
Roots. Płyta po prostu świetna!! Pełna tribalowych patentów (dla niewtajemniczonych: do metalowo-rockowych brzmień dorzucono mnóstwo brzmień wprost z dżungli amazońskiej - Cavalera uczył się muzyki od rdzennych Indian wciaż żyjących w Brazylii). Co tu mamy: ciekawe rytmy różnych instrumentów perkusyjnych, ciekawe riffy, ostre rytmy, doskonałą grę perkusji... Całość jest bardzo spójna, urozmaicona i nie nudzi nawet przez tę godzinę. A co mnie zachwyca osobiście: genialne tytuły niektóych kawałków -
Karmageddon (super!!),
The Song Remains Insane (genialne w swojej prostocie),
Fire, Soulfly czy
No. Prosto i do przodu. Świetna rzecz na lato.
Ta notka została wysłana 25 czerwca 2006 o 09:18:16.
Możesz przejść na koniec i zostawić komentarz.
25 czerwca 2006 o 11:21:27
i tak Dark Ages miazdzy suty przez pleci i posypuje solą rany;p
25 czerwca 2006 o 20:37:38
Umbabarauma,
ten album jest genialny!
26 czerwca 2006 o 21:18:05
Z zainteresowaniem czytam, co do notki 'Sęk' - uwielbiam ten kabaret, poza tym post o Depeche Mode - trafne spostrzeżenie, Timo Mass zabawiał ludzi również przed koncertem DM w Warszawie. Będę czytać , pozdrawiam