Cream - Fresh Cream

11 sierpnia 2006, 10:06:40
Wiem, teraz wielu osobom podpadnę, ale nic nie poradzę - okropnie beznadziejna płyta. Ledwo ją zmogłem. Najwyraźniej nie podchodzi mi takie granie - dużo bluesa, śpiewanie charakterystyczne dla tamtych lat (czyli 60-tych), no i Clapton, którego nie znoszę. Creamu wczesniej nie słyszałem, ale już więcej słuchać nie chcę. Aha, a Jack Bruce śpiewa bardzo kiepsko.

Gong - Expresso II

11 sierpnia 2006, 09:32:46
Płyta Gongu właściwie w ogóle nie Gongowa - nie ma na niej Daevida Allena, założyciela grupy. Muzycznie też nie ma w sumie nic wspólnego z poprzednim wcieleniem grupy - nikt tutaj nawet nie śpiewa. Mamy tutaj instrumentalne granie jazz-rockowe. I to bardzo fajne. Dużo wibrafonu, czasami solówki gitarowe (w utworze Heavy Tune gra ś.p. Mick Taylor - dawny gitarzysta The Rolling Stones, a w reszcie niejaki Allan Holdsworth znany m.in. z zespołu U.K.), sporo grania perkusyjnego (w końcu liderem był perkusista Pierre Moerlen. Muzyka przyjemna, lekko jazzowa, również dobra dla fanów rocka.

Glenn Hughes - Play Me Out

11 sierpnia 2006, 09:27:30
Jakoś ostatnio słucham sporo starej muzyki. Oto pierwsza solowa płyta byłego basisty Deep Purple, nagrana zaraz po jego odejściu. Wydana w 1976 roku przynosi muzyki odległą od grania DP. Hughes nagrał płytę soulową. I to całkiem przyzwoitą, choć muszę powiedzieć, że nie znoszę jego głosu. Jest jakiś taki denerwujący... A poza tym słucha się tego całkiem przyjemnie - dęciaki, sekcja, trochę gitar. Ale rewelacja to to nie jest.

Przeczytane - Andrzej Pilipiuk: Kuzynki

09 sierpnia 2006, 10:55:58
Faktastyczny kawałek polskiej prozy s-f!! Autora nie znałem wcześniej, a pochodzi on z Krakowa i pisze o Krakowie. Świetna książka, doskonale napisana, ciekawa akcja, genialne postacie, w ogóle przygody młodej wampirzycy są fantastyczne. Z tego co wiem, jest też druga część, "Księżniczka" i muszę ją dorwać!!

Porcupine Tree - Warszawa

07 sierpnia 2006, 10:07:17
Koncert PT z okresu płyt Stupid Dream i Lightbulb Sun. Niestety, jest to okres, którego nie znoszę. No i nie podoba mi się ten koncert - dobór utworów kiepski (beznadziejne kawałki typu Lightbulb Sun, Where We Would Be, Even Less czy Slave Called Shiver), a te fajne wykonane jakoś tak bez życia i polotu. Nawet starocie w rodzaju Voyage 34 czy Signify wypadają blado. Cienka płyta - nic dziwnego, że PT wcale nie chciało jej wydawać oficjalnie...
Wcześniejsze wpisy      Nowsze wpisy