Koncert - Carmen TV

25 września 2006, 13:20:08
W ramach obowiązków służbowych byłem wczoraj na widowisku Carmen TV, odbywającego się w ramach Festiwalu Sacrum-Profanum. Cóż mogę powiedzieć: ogromny, beznadziejny kicz. Nie było nawet na czym oka zawiesić. Niby to miało być parodią na reality show, ale takich parodii mieliśmy już miliony i to niektóre dużo lepsze. Tancerze wyginali się na scenie (no, bo raczej nie tańczyli), śpiewacy śpiewali (tu akurat było w porządku), orkiestra grała (co było najmocniejszym punktem programu), dj skreczował (beznadziejnie), Maleńczuk gadał (a nawet, niestety, zaśpiewał na koniec). Najabrdziej podobała mi się hala walcowni, w której to się odbywało - mega klimaty industrialne. A reszta - szkoda czasu. Dobrze przynajmniej, że nie musiałem płacić za wejście.

Air - LateNightTales

24 września 2006, 13:53:59
Na początku była seria Anotherlatenight. W tej serii różni znani wykonawcy prezentowali utwory, które idealnie nadają się do słuchania bardzo późno w nocy, kiedy człowiek chce już odpocząć od hałasu i zrelaksować się. Potem zmieniła się nazwa serii na LateNightTales i oto mamy kolejne wydawnictwo, tym razem firmowane przez francuski zespół Air. I jak jest? Jest baaaardzo spokojnie i łagodnie. Mamy tutaj głównie ballady popowe i rockowe - dużo akustycznych brzmień, łagodnych wokali, a nawet dwa utwory z kręgu muzyki klasycznej. Idealne do słuchania o 3. w nocy. Ale poza tym takie sobie. Nadaje się za to idealnie na prezent dla kobiety - to takie klimaty.

2 Bit Pie - 2 Pie Island

24 września 2006, 13:43:48
Idzie jesień i obrodziło nam dobrymi płytami. 2 Bit Pie to uboczny projekt muzyków zespołu Fluke z paroma dodatkowymi muzykami (m.in. Wild Oscar i wokalista Jan Burton znany wcześniej z kapeli Syntax). Płyta jest jakby odskocznią od działalności Fluke, ale ze względu na obecność właściwie całej tamtej kapeli, wiele utworów mogłoby spokojnie zostać wydanych jako Fluke. Przede wszystkim mam na myśli After Hours - instrumentalny, jedynie z wokalizami Yuki, niesamowicie dynamiczny, wciągający, z ostrymi gitarami (tak, tak, trance z gitarami), bardzo taneczny - cudo!! Oprócz tego jest też kawałek jakby prosto wzięty z płyty Oto Fluke'a, czyli Little Things - długaśny, z psychodelicznymi klawiszami, świetnymi wokalami Yuki i Fuglera oraz genialnym basem, zwłaszcza pod koniec. Mamy tutaj także dynamiczne, prawie rockowe fragmenty (Pil, Fly), kawałki popowo-taneczne (Here I Come, Nobody Never), spokojniejsze, lekko dubowe (Mote, Slipaway) czy w końcu szybki kawałek breakbeatowy z gościnnym udziałem wokalistki operowej Dilshani Weerasinghe (Soto Mondo) - to trzeba usłyszeć. Rewelacyjny album!!

King Crimson - Live at Cap d'Agde, 1982

24 września 2006, 11:29:12
Jedna z płytek z serii King Crimson Collectors' Club - czyli oficjalny bootleg. Jakoś tak się złożyło, że fascynuje mnie okres działalności KC z lat 80-tych. No i to jest koncert z tego okresu. Bardzo fajny koncert. Co prawda chyba słabszy niż płytka Absent Lovers, zawierająca ostatni wystep zespołu w latach 80-tych, ale i tak bardzo fajna. Po pierwsze dźwięk jest bardzo dobrej jakości, po drugie jest tu genialne wykonanie The Sheltering Sky - utworu rzadko granego przez KC na koncertach. A reszta to już standardy - Elephant Talk, Heartbeat, Indisicipline (z długą solówka perkusyjną na początku), Larks' Tongues in Aspic, part two (jakiś taki lekko niemrawy), Waiting Man (świetny na początek koncertu), Neal and Jack and Me (też pewna rzadkość), Thela Hun Ginjeet (okropnie skrócony) czy jak zwykle ładny Matte Kudasai. Krótki występ, ale treściwy.

Obejrzane - Tomb Raider

23 września 2006, 14:32:29
Ja wiedziałem, że to słaby film, ale nie spodziewałem się, że to aż taka wielka kiszka!! Po prostu coś okropnego - ani ładu, ani składu, dialogi beznadziejne, logiki zero, a akcji też nie za wiele. Nawet Angelina był bezbarwna. Koszmarna nuda.

The Mars Volta - Amputechture

21 września 2006, 14:19:21
To chyba kolejne w tym roku wielkie odkrycie dla mnie. Goście grają niesamowicie - pełno grzania w piece, solówek, długaśnych fragmentów (płyta trwa 76 minut, a zawiera tylko 8 utworów) i, co ciekawe, fantastycznych melodii wokalnych (a wokal też jest ciekawy - gość śpiewa prawie falsetem momentami). Co ciekawe najsłabsze kawałki są na początku płyty. Zaczyna się fajnie, psychodelicznym kawałkiem A Vicarious Atonement (nota bene - mają debilne nazwy utworów), a potem jest nagły spadek w dół. Blisko 17-minutowy Tetragrammaton jest ciekawy tylko chwilami, w większości brzmi bardzo chaotycznie, zmiany tempa są bezsensowne i gwałtowne. Potem jest nijaki Vermicide (na szczęście krótki), a po nim dopiero tak naprawdę zaczyna się płyta. Absolutnie genialny jest utwór prawie-że-tytułowy Meccamputechture - genialna sekcja, świetne gitary i jeszcze fajniejszy śpiew. Asilos Magdalena to przez pierwsze 5 minut akustyczna ballada śpiewana po hiszpańsku, kończąca się atakiem gitary elektrycznej. Pod koniec mamy dwa superczadowe kawałki Viscera Eyes i Day of the Baphomets - głośno, skomplikowanie, transowo, melodyjnie. A sama końcówka płyty to znów psychodelia - pogłosy, sprzężenia, klimat. Miodzio płyta. W sam raz dla fanów Toola, King Crimson czy Oceansize.

MechCommander za darmo

21 września 2006, 10:53:07
W sumie chyba warto odnotować (chociaż to stara nowinka): gry MechCommander 1, MechCommander Gold i MechCommader 2 są obecnie do ściągnięcia za darmo ze strony http://mechcommander.org. Nie ma to jak starocie...

Science-Fiction, Fantastyka i Horror

21 września 2006, 07:43:22
Z ciekawości zakupiłem pisemko o powyższej nazwie. Taka konkuencja dla "Nowej Fantastyki", tyle, że zamieszczają wyłącznie polskich autorów. No i nie jest źle - ze 3 fajne opowiadania były, a takich naprawdę kiepskich to tylko ze 2. Kupię sobie jeszcze następny numer - a nuż to początek miłej znajomości?

Indukti - S.U.S.A.R.

20 września 2006, 09:24:40
Oto najlepsza polska płyta ostatnich lat. Indukti bezpośrednią inspirację biorą z kapel typu King Crimson czy Tool, ale dorzucają sporo od siebie (przede wszystkim świetne skrzypce, czasami harfa). Płyta bardzo spójna, pełna genialnych riffów, połamanych rytmów i ciekawych melodii (Cold Inside...). Gościnnie w trzech utworach zaśpiewał Mariusz Duda z Riverside - i to całkiem udanie. Słucha się tego wyśmienicie i jedyne, czego można żałować, to fakt, że zespół jest raczej mało znany w Polsce - promocja lekko leży i kwiczy. A szkoda, bo warto po to sięgnąć, warto!!

King Crimson - Starless and Bible Black

20 września 2006, 09:18:18
W sumie nietypowa płyta - większość kawałków jest z koncertu i są to prawie same improwizacje (może z wyjątkiem Fracture). Całość jest bardzo dobra, również utwory studyjne - typowy King Crimson z okresu 1973-1974 - czyli najlepszego okresu (wg wielu). Ale w porównaniu z płytami obok - Larks' Tongues in Aspic i Red - jest ona najsłabsza. Improwizacje są często lekko nudnawe (tytułowy kawałek, częściowo Fracture), studyjne kawałki, pomimo, że dość rozbudowane, choć krótkie, to i tak jakoś takie mało chwytliwy (zwłaszcza The Night Watch). No i Trio - taki strasznie spokojny kawałek (teraz by się powiedziało, że ambientowy), ale zarazem bardzo nudny. Najsłabszy.
Wcześniejsze wpisy      Nowsze wpisy