
W sumie nietypowa płyta - większość kawałków jest z koncertu i są to prawie same improwizacje (może z wyjątkiem
Fracture). Całość jest bardzo dobra, również utwory studyjne - typowy King Crimson z okresu 1973-1974 - czyli najlepszego okresu (wg wielu). Ale w porównaniu z płytami obok -
Larks' Tongues in Aspic i
Red - jest ona najsłabsza. Improwizacje są często lekko nudnawe (tytułowy kawałek, częściowo
Fracture), studyjne kawałki, pomimo, że dość rozbudowane, choć krótkie, to i tak jakoś takie mało chwytliwy (zwłaszcza
The Night Watch). No i
Trio - taki strasznie spokojny kawałek (teraz by się powiedziało, że ambientowy), ale zarazem bardzo nudny. Najsłabszy.
Ta notka została wysłana 20 września 2006 o 09:18:18.
Możesz przejść na koniec i zostawić komentarz.