The Mars Volta - Amputechture

To chyba kolejne w tym roku wielkie odkrycie dla mnie. Goście grają niesamowicie - pełno grzania w piece, solówek, długaśnych fragmentów (płyta trwa 76 minut, a zawiera tylko 8 utworów) i, co ciekawe, fantastycznych melodii wokalnych (a wokal też jest ciekawy - gość śpiewa prawie falsetem momentami). Co ciekawe najsłabsze kawałki są na początku płyty. Zaczyna się fajnie, psychodelicznym kawałkiem A Vicarious Atonement (nota bene - mają debilne nazwy utworów), a potem jest nagły spadek w dół. Blisko 17-minutowy Tetragrammaton jest ciekawy tylko chwilami, w większości brzmi bardzo chaotycznie, zmiany tempa są bezsensowne i gwałtowne. Potem jest nijaki Vermicide (na szczęście krótki), a po nim dopiero tak naprawdę zaczyna się płyta. Absolutnie genialny jest utwór prawie-że-tytułowy Meccamputechture - genialna sekcja, świetne gitary i jeszcze fajniejszy śpiew. Asilos Magdalena to przez pierwsze 5 minut akustyczna ballada śpiewana po hiszpańsku, kończąca się atakiem gitary elektrycznej. Pod koniec mamy dwa superczadowe kawałki Viscera Eyes i Day of the Baphomets - głośno, skomplikowanie, transowo, melodyjnie. A sama końcówka płyty to znów psychodelia - pogłosy, sprzężenia, klimat. Miodzio płyta. W sam raz dla fanów Toola, King Crimson czy Oceansize.

Komentarze do notki The Mars Volta - Amputechture

Dodaj komentarz: