
Zaczynam się zastanawiać, czemu często podchodzą mi kapelę, które przypominają tych najlepszych wykonawców, ale grają jakoś tak inaczej. I w dodatku pochodzą z jakichś innych krajów czy okolic (przykładowo Yello ze Szwajcarii, Rush z Kanady). Budgie pochodzi z Walii - niby to Wielka Brytania, ale jednak nie Anglia. Grają niby podobnie do Black Sabbath czy Led Zeppelin, ale jednak ciekawiej i inaczej. Ta płyta to jedna z ich najlepszych płyt. Trzeba na nią zwrócić uwagę głównie ze względu na genialną, długaśną balladę
Parents. Czyli takie Budgie'owe
Stairway to Heaven czy
Child in Time. Jest po prostu fantastyczna - spokojne tempo, natchniony wokal, długie solo gitarowe w środku i te mewy na końcu... W dodatku trwa ponad 10 minut - cudo absolutne. A reszta kawałków nie odbiega zbytnio od poziomu: mamy dynamiczny, rockowy, z ostrym riffem
Breadfan, boogowate
Baby, Please Don't Go (standard bluesowy, niedawny przypomniany przez Aerosmith), również dynamiczne i ostre
You're the Biggest Thing Since Powdered Milk i
In the Grip of Tyrefitter's Hand czy urocze akustyczne ballady
You Know I'll Always Love You i
Riding My Nightmare. Całość jest świetna - nawet jak ktoś nie przepada za hard rockiem.
Ta notka została wysłana 08 października 2006 o 21:04:33.
Możesz przejść na koniec i zostawić komentarz.
08 października 2006 o 21:09:49
O proszę. Nie słyszałem o Budgie, ale po Twojej notce nadrobię szybko zaległości. Fajnie będzie w końcu coś nowego usłyszeć.
08 października 2006 o 21:10:46
Bardzo się cieszę, że moja notka kogoś zachęci do sięgnięcia po opisywaną płytę. Po Budgie naprawdę warto!!