Styl mikro

10 października 2006, 16:16:32
Od teraz moja strona jest na szerokość 640, oraz wyświetla tylko 5 wpisów na raz. Jakoś tak lubię, jak strony są małe... Wąskie blogi bardzo mi się podobają...

ZZ Top - Tres Hombres

09 października 2006, 16:31:09
No to jeszcze jeden album (prawdę mówiąc, kiedyś bardzo lubiłem ZZ Top - oczywiście głównie z okresu lat 80-tych). Tutaj też jest baardzo bluesowo - mamy balladkę Hot Blue and Righteous, ciężki, wolny blues Jesus Just Left Chicago, dynamiczne kawałki w stylu Beer Drinkers and Hell Raisers czy Master of Sparks, a także przyjemne coś o nazwie Shiek. Ale przede wszystkim jest tu jeszcze jeden przebłysk geniuszu - La Grange. Boogie, ale jakie!! Super szybkie, wciągające, genialny wokal i super solówka aż do końca. Po prostu boskie - tak boskie, że nawet inni zrzynają z tego kawałka na potęgę - najpierw The Young Gods w utworze Gasoline Man, a ostatnio Tom Petty. Miodzio.

ZZ Top - Deguello

09 października 2006, 15:38:02
A teraz coś z innej półki - bluesowa płyta ZZ Top. Nie jest i nie był to nigdy wybitny zespół, ale też nigdy nie próbował być wybitny. W latach 70-tych byli zdecydowanie kapelą bluesową - i to nawet stylowo. No i mieli momentami przebłyski geniuszu. Słychać to nawet na tej płycie. Po pierwsze: I Thank You - motoryczny, bujający, wciągający - spokojnie mógłby zostać nagrany przez takie Budgie. Po drugie: Cheap Sunglasses - to co wyprawiają pod koniec, to mistrzostwo świata - gitara rzęzi, sekcja gra w kółko to samo i to coraz wolniej - no po prostu czadzior. A reszta płyty jest albo przyzwoita (wolny blues A Fool for Your Stockings, zadziorne I'm Bad, I'm Nationwide, dynamiczne Dust My Broom czy Esther Be the One), albo nieznośna (klasyczny do bólu blues She Loves My Automobile albo dziwne coś Manic Mechanic). Na szczęście płyta trwa tylko około 34 minut, więc nie zdąży zmęczyć człowieka.

Rush - Presto

09 października 2006, 15:23:37
Cóż, mogłem się tego spodziewać - płyta Presto, wydana dwa lata przed Roll the Bones jest równie beznadziejna - nawet nie ma na czym ucha zawiesić. Aż chyba nie ma sensu sięgać po inne płyty Rush typu Hold Your Fire czy Signals - pewnie też będą kiepskie. Ale może jednak zaryzykuję - w końcu te z lat 80-tych były jednak lepsze od tych z przełomu dekad. A na tę płytę - szkoda było poświęcić te 50 minut...

Budgie - Bandolier

09 października 2006, 10:50:47
Całkiem sympatyczna płytka, choć widać, że zaczyna się już pewien spadek formy. Bandolier wyszła po In for the Kill i jest bardzo krótka. Zaczyna się doskonale - Breaking All the House Rules jest mocarny, ma świetny riff, ma fajną akustyczną wstawkę i płynnie przechodzi w kolejny utwór, którym jest świetna ballada Slipaway - dość długa jak na Budgie i równie urozmaicona. Trzeci utwór jest takim wolniejszym, lekko bluesowym kawałkiem - całkiem niezły. Również niezły jest I Can't See My Feelings - dynamiczny, lecz lekko nudnawy. Beznadziejny jest za to singlowy I Ain't No Mountain - takie nijakie boogie. Końcówka to dwucześciowy Napoleon Bona - pierwsza część akustyczna, a druga szybka, mocna, riffowa - niezła. Fajnie się tego słucha.
Wcześniejsze wpisy      Nowsze wpisy