
Jakoś tak naszła mnie ochota na posłuchanie czegoś z innej beczki. Cocteau Twins to była bardzo ciekawa kapela. Tworzyli głównie w latach 80-tych, nagrywali dla słynnej wytwórni 4AD i grali momentami bardzo nieziemską muzykę. Ta płyta uchodzi za jedną z ich najlepszych. Troszkę mam inne zdanie, ale i tak jest to bardzo dobry album. Zawiera już wszystkie charakterystyczne elementy CT: niesamowity wokal Elizabeth Fraser, często nakładającej na siebie kilka linii wokalnych, mnóstwo zapętlonych ścieżek gitarowych Robina Guthrie, głęboki bas Simona Raymonde'a, sporo przestrzennych klawiszy, no i to co podoba mi się najbardziej: charakterystycznie brzmiący automat perkusyjny - od razu słychać, że to nagrania sprzed 20 lat. Co się wyróżnia?
Ivo - świetny, dynamiczny;
Lorelei - zwiewna, lekka piosenka; mroczna, ambientowa końcówka w postaci
Otterley i
Donimo oraz przede wszystkim przepiękna
Persephone - kwintesencja stylu CT.
Ta notka została wysłana 18 listopada 2006 o 16:17:51.
Możesz przejść na koniec i zostawić komentarz.