
To moja ulubiona płyta CT. Jest inna niż ich dokonania z lat 80-tych - nie jest w ogóle mroczna, wręcz przeciwnie, jest pełna ciepła, optymizmu... No i jest niesamowicie melodyjna - każdy utwór można nucić przy goleniu, a przy utworze tytułowym nie pozostaje nic innego, jak puścić się w tan i śpiewać na głos razem z wokalistką

Również brzmienie jest o niebo lepsze, widać, że pan Guthrie odrobił lekcję i zapoznał się z najnowszymi brzmieniami syntezatorów, zakupił nowsze automaty perkusyjne i wypracował bardziej klarowne dźwięki. A pan Raymonde zdecydował się na stworzenie wielu świetnie brzmiących linii basu - naprawdę fajnych, czasami dość zaskakujących (
Fifty-fifty clown). Całość brzmi znakomicie. Cudowna płyta.
Ta notka została wysłana 20 listopada 2006 o 09:32:59.
Możesz przejść na koniec i zostawić komentarz.
20 listopada 2006 o 18:32:33
Polecam również "Treasure"
20 listopada 2006 o 18:44:00
Hmm, a zgadnij co opisałem we wcześniejszej notce...