
Poznałem tę płytę dość wcześnie, bo już w 1994 roku - rok po jej wydaniu. Miałem wtedy wrażenie, że jest to bardzo dobra podróba Pink Floyd. Kiedy posłucha się początku
Burning Sky czy ballady
Always Never, to słychać pewne podobieństwa. Na szczęście PT ma coś, co go przed wszystkim odróżnia od PF - długie, transowe kawałki
Up the Downstair i
Burning Sky - po prostu świetne, dynamiczne, z mrocznymi wstawkami. Tak PF nigdy nie grali (no, może za wyjątkiem
One of These Days). Poza tym jest to bardzo dobra płyta - mamy ładne, długie ballady typu
Always Never czy
Fadeaway, dynamiczny, rockowy, ze świetnym riffem fortepianowym utwór
Synesthesia, a także świetny instrumentalny
Not Beautiful Anymore, z ciekawymi samplami. W ogóle samplingu jest tu sporo - co dodaje uroku płycie. Fajna - choć ewidentnie za krótka.
Ta notka została wysłana 20 listopada 2006 o 19:12:04.
Możesz przejść na koniec i zostawić komentarz.