
Tym razem zacznę trochę inaczej: ten album powinien kończyć się na utworze 7, bo dwa ostatnie są beznadziejne.
Ursenów to taka upiorna ballada z akordeonem, a
Ja żyję ma okropną partię saksofonu. A poza tymi dwoma kawałkami cała reszta jest świetna!! Genialnie zaczyna się
Zasnuty - mroczne, ambientowe dźwięki syntezatora i powoli wyłaniąca się z tego perkusja, doskonały tekst i solo na saksofonie. I w dodatku całość trwa prawie 9 minut. Potem gwałtownie zaczyna się mocny
Senator, po którym mamy wyciszenie w postaci akustycznego utworu
Snardz ze świetną solówką na gitarze akustycznej.
Mantra zgodnie z nazwą jest transowa,
Niewidzialny również (świetna perkusja i jakaś taka lekko żydowska melodia saksofonu), natomiast
Kto się obudzi i
Esencja to krótkie, dynamiczne kawałki (w
Esencji powraca ambientowy motyw z początku płyty). Czyli ogólnie nie jest źle a nawet dobrze. Jedna z najlepszych płyt Voo Voo.
Ta notka została wysłana 22 listopada 2006 o 10:01:52.
Możesz przejść na koniec i zostawić komentarz.