Voo Voo - Sno-powiązałka

Tym razem zacznę trochę inaczej: ten album powinien kończyć się na utworze 7, bo dwa ostatnie są beznadziejne. Ursenów to taka upiorna ballada z akordeonem, a Ja żyję ma okropną partię saksofonu. A poza tymi dwoma kawałkami cała reszta jest świetna!! Genialnie zaczyna się Zasnuty - mroczne, ambientowe dźwięki syntezatora i powoli wyłaniąca się z tego perkusja, doskonały tekst i solo na saksofonie. I w dodatku całość trwa prawie 9 minut. Potem gwałtownie zaczyna się mocny Senator, po którym mamy wyciszenie w postaci akustycznego utworu Snardz ze świetną solówką na gitarze akustycznej. Mantra zgodnie z nazwą jest transowa, Niewidzialny również (świetna perkusja i jakaś taka lekko żydowska melodia saksofonu), natomiast Kto się obudzi i Esencja to krótkie, dynamiczne kawałki (w Esencji powraca ambientowy motyw z początku płyty). Czyli ogólnie nie jest źle a nawet dobrze. Jedna z najlepszych płyt Voo Voo.

Komentarze do notki Voo Voo - Sno-powiązałka

Dodaj komentarz: