Voo Voo - Voo Voo
Mało coś słucham ostatnio, albo słucham rzeczy niepłytowych (typu fragment koncertu Porcupine Tree składający się wyłącznie z nowych utworów) albo jakichś własnej roboty składanek, albo nic nie słucham (nerwowy tydzień miałem, a jak się denerwuję, to nie mam ochoty na słuchanie muzyki).
Ale miałem ochotę przypomnieć sobie pierwszą płytę Voo Voo. Nie jest to coś wielkiego, chociaż z drugiej strony jest to bardzo udany debiut - absolutnie oryginalna muzyki, zahaczająca mocno o nową falę, ale tylko jeżeli chodzi o brzmienie, bo konstrukcyjnie to już nie do końca (no bo od kiedy w nowej fali mamy solówki gitarowe). Momentami zalatuje to Frippem z lat 80-tych, momentami Talking Heads, ale to bardzo luźne skojarzenia. Całość brzmi fantastycznie (co zapewne jest wielkim osiągnięciem, jak na ówczesne możliwości PRL-owskich studiów nagraniowych), kompozycje są bardzo ciekawe, teksty całkowicie abstrakcyjne i intrygujące, Waglewski jako gitarzysta gra fenomenalnie, śpiewa bardzo dobrze. W ogóle bardzo dobra płyta - mało tutaj słabych momentów. Miodzio absolutne.
Ale miałem ochotę przypomnieć sobie pierwszą płytę Voo Voo. Nie jest to coś wielkiego, chociaż z drugiej strony jest to bardzo udany debiut - absolutnie oryginalna muzyki, zahaczająca mocno o nową falę, ale tylko jeżeli chodzi o brzmienie, bo konstrukcyjnie to już nie do końca (no bo od kiedy w nowej fali mamy solówki gitarowe). Momentami zalatuje to Frippem z lat 80-tych, momentami Talking Heads, ale to bardzo luźne skojarzenia. Całość brzmi fantastycznie (co zapewne jest wielkim osiągnięciem, jak na ówczesne możliwości PRL-owskich studiów nagraniowych), kompozycje są bardzo ciekawe, teksty całkowicie abstrakcyjne i intrygujące, Waglewski jako gitarzysta gra fenomenalnie, śpiewa bardzo dobrze. W ogóle bardzo dobra płyta - mało tutaj słabych momentów. Miodzio absolutne.

11 grudnia 2006 o 14:49:49
Bo VooVoo jest genialne. Od początku do końca.
Ostatnio miałem przyjemność być na krakowskim Jazz Juniors Festival i słuchać tam na żywo ich muzyki. Wiele improwizacji... mocny sax Pospieszalskiego, gitara Waglewskiego, perkusja Stopy i bas Martusewicza tworzą razem muzykę jakiej mało na polskim rynku!
I za to im chwała! od 21 lat na scenie w takiej formie to jest coś!
11 grudnia 2006 o 14:51:07
IMHO Voo Voo było genialne do 1992 roku. Potem pojawiło się Łobi Jabi i zaczęła się jazda w dół, z małą przerwą na Oov Oov. Od tego czasu to grają wyłącznie bezpłciowe, choć charakterystyczne, piosenki.
11 grudnia 2006 o 14:57:08
Jak wszyscy wiemy gust nie podlega dyskusji
. I oczywiście nie zamierzam negować Twojej subiektywnej oceny. Moja jest inna (zbieżna może faktycznie jeśli chodzi o wspomniane łobijabi).

Pozdrawiam
11 grudnia 2006 o 15:49:52
Oov Oov początkowo mnie zachwyciła, teraz z płyty lubię tylko fragmenty; ktoś skomentował tę płytę: "Waglewski odkrył King Crimson i 'Discipline' ". Voo Voo miało na swojej drodze wzloty i upadki:
początek nowofalowy, genialny: voo voo, snopowiązałka
potem troszkę niżej, piosenkowo: ze środy na czwartek (płyta z klawiszami!!!), zespół gitar elektrycznych, łobijabi
potem znów w górę, ku hendrixowi i mieszaniu nawiązań do seattle i elektroniki: zapłacono, rapatapa to ja
potem skok w bok: oov oov
i okres piosenkowo-jazzowy od płyty z muzyką do teraz, którego tak do końća nie rozumiem, choć zdarzają się perełki.