
No i znowu mnie wzięło na słuchanie Rush. Nawet kilka płyt, które
poprzednio zjechałem zaczęły mi się podobać. Ech, starość, nie radość. W każdym razie sięgnąłem po ich starsze dokonania. No i nie jest tak źle. Na początku faktycznie słychać kopiowanie typowo hardrockowych kapel typu Led Zeppelin (
Bastille Day, I Think I'm Going Bald), faktycznie druga strona winyla czyli
The Fountain of Lamneth jest straszliwie nudna, przegadana i nieciekawa, ale jest tutaj jeden doskonały kawałek:
The Necromancer. Zalatujący momentami mocno The Mars Volta (czyli wiadomo kto z kogo zrzynał), zwłaszcza w świetnych solówkach. Kawałek naprawdę ciekawy, zaczyna się spokojnie, ale potem rozwija się doskonale - są solówki, grzmocenie w gary, bas kroczy mocno (he, he, ale poetyka). Mocna sprawa, dla tego kawałka warto sięgnąć po tę płytę.
Ta notka została wysłana 22 marca 2007 o 10:55:23.
Możesz przejść na koniec i zostawić komentarz.