
A teraz coś z innej beczki: dubowo/"regałowa" wersja słynnej płyty Pink Floyd
The Dark Side of the Moon. Wszystkie kawałki zostały zagrane na nowo w wersji synkopowanej (za wyjątkiem jednego). I jest fajnie, jest bujająco i ciekawie. Utwory nic nie straciły, są dość podobne, z paroma jedynie wyjątkami: nie ma solówek gitarowych, zamiast nich, niestety, są dodane gaworzenia jakichś murzynów - i nie jest to zbyt fajne; utwór
On the Run jest drum'n'bassowy - całkiem fajnie to wyszło; sample są inne - zamiast maszyny liczącej na początku
Money mamy kasłanie i odgłos zaciągania się jointem, zamiast zegarów na początku
Time, mamy piejącego koguta, budziki i trąbienie na apel. Na szczególne wyróżnienie zasługuje
The Great Gig in the Sky, tak jak oryginał, zawierająca kobiecą wokalizę, ale całość, zamiast podniosła, zrobiła się bardzo lekka, bujająca (głównie za sprawą świetnej linii basu) i przyjemna. Całość jest przyjemna i ciekawa - jedynie dodane na końcu alternatywne wersje utworów są, moim zdaniem, całkiem zbędne.
Ta notka została wysłana 02 kwietnia 2007 o 17:43:03.
Możesz przejść na koniec i zostawić komentarz.