
Ta płyta zawiera wszystko, czego nie lubię w EBMie i electro-popie. Po pierwsze - okropny wokal. W porównaniu z opisanymi przeze mnie
Covenant i
VNV Nation wokalista Assemblage 23 uwielbia charczeć, wypluwać z siebie słowa, a tylko sporadycznie śpiewa (ale i wtedy mi się nie podoba). Po drugie - całość brzmi niesamowicie archaicznie. Nawet parę nowoczesnych brzmień nie likwiduje wrażenia, że przenieśliśmy się do połowy lat 80-tych, co mogłoby być ciekawe, gdyby nie sprawa trzecia - melodie. Są one tak niesamowicie banalne, typowe i irytujące, że naprawdę aż uszy więdną (przykładowo
Sorry lub
Madman's Dream).
Ta notka została wysłana 09 maja 2007 o 09:24:29.
Możesz przejść na koniec i zostawić komentarz.
10 maja 2007 o 12:48:24
Ehh ale pojechałeś po tej płycie. To kwestia gustu, nie jest ta płyta taka zła, jest do niej jeszcze singiel "Binary". Żeby go zrozumieć, trzeba sięgnąć do wcześniejszych albumów, w światku electro Tom Shear uważany jest za jednego z lepszych muzyków
10 maja 2007 o 12:53:48
@Time: No wiesz, U2 też jest uważane za jeden z lepszych zespołów rockowych, a ich nie lubię
Naprawdę mi nie podeszła ta muza.