
PRR gra świetny rock progresywny. To jest coś, czego szukałem od jakiegoś czasu, czyli kontynuacja tego, co Porcupine Tree zakończyło na płycie
Coma Divine. No, może przesadzam, ale wpływy PT są tutaj ewidentne. Mamy kompozycje melodyjne, pełne dźwięków syntezatorów i gitary, z mieszanymi wokalami damsko-męskimi, często przywodzącymi na myśl twórczość Oceansize. Kompozycje są ciekawe, zwarte, nie są przegadane, nawet w doskonałym 12-minutowym
The Bright Ambassadors of Morning - progresywnym, skomplikowanym, ze świetnym refrenem. Czasami zdarza się ostrzejsza gitara (
Voices in Winter/In the Realms of the Divine), czasem kawałek instrumentalny (
Aeropause), całość brzmi doskonale spójnie. Naprawdę świetna płyta, cieszę się, że jeszcze ktoś tak gra.
Ta notka została wysłana 11 maja 2007 o 10:47:34.
Możesz przejść na koniec i zostawić komentarz.