Tydzień z życia wyjęty

24 czerwca 2007, 10:00:19
Przez tydzień będę odcięty o netu, więc nic na napiszę na blogu. Akurat mam wzięte takie coś na "u" i będę siedział na wsi... Opalenizna zapewniona.

Moje pierwsze spotkanie z Windows Vista

22 czerwca 2007, 08:59:07
Wczoraj, u znajomego, widziałem wreszcie Windows Vista. Nie powiem, bardzo ładny, mnóstwo bajerów, które dało się oglądać, bo działałem na supernowym sprzęcie (o, takim). Oczywiście zwątpił, jak mu uruchomiłem 3 programy naraz i zaczął zwalniać. A poza tym to zwykły Windows.
Jedna tylko myśl mi się nasunęła: jeżeli chodzi o wygląd, to podobne efekty widziałem pod KDE 2 lata temu na moim stareńkim Celeronie 633 - chodziło to może wolniej, ale wyglądało równie ładnie...

Pink Floyd - Meddle

21 czerwca 2007, 15:50:29
Jedna z lepszych płyt Floydów. Właściwie to są tutaj tylko 3 godne uwagi utwory, ale sama ich obecność podnosi ocenę płyty bardzo wysoko. Mowa tutaj o: Echoes - wspaniały, epicki utwór, w oryginale zajmujący całą drugą stronę winyla, ze wspaniałymi solówkami, organami Hammonda, intrygującymi odgłosami, psychodeliczną wstawką - słowem Pink Floyd idealny; One of These Days - kawałek oparty na świetnej linii basu, niesamowicie dynamiczny i wciągający; oraz A Pillow of Winds - jedna z najładniejszych ballad Floydów. Pozostałe trzy kawałki są dość słabe: Fearless - to taki sobie, spokojny utwór, rodem z płyty More; San Tropez to nie-wiadomo-co - taka sobie nudnawa pioseneczka; Seamus - to tylko bluesowe pitolenie na gitarce. Ale i tak fajna to płyta, głównie dzięki Echoes.

PS. A gdyby ta płyta wyglądała tak:

1. Atom Heart Mother (23:39)
2. Echoes (23:21)

To by dopiero było ciekawie...

Mega Mega White Thing

20 czerwca 2007, 08:53:20
Aaaah, wreszcie świetne wieści z obozu Underworld. Nowa płyta ukaże się w październiku i będzie nosić tytuł Oblivion with Bells. Po prawej okładka (po kliknięciu się powiększa). Prawda, że śliczna? Niedługo mają podać też spis utworów. Mam nadzieję, że warto było czekać te 5 lat...

Nomeansno - Why Do They Call Me Mr. Happy?

19 czerwca 2007, 11:28:01
Zrobiło się gorąco, więc powracam do słuchania ciężkiej muzy. Mój kumpel kiedyś mnie mocno katował Nomeansno - był nawet na ich koncercie w Polsce. Koncert był podobno świetny, a najciekawszy patent wydarzył się pod jego koniec. Z zespołem grało dwóch perkusistów i pod koniec ostatniego utworu techniczni zaczęli rozbierać perkusję, na której muzyk wciąż jeszcze grał! Podobno dało to komiczny efekt.

Ale wracając do płyty. Nomeansno to klasyka kanadyjskiego podziemia. Zespół tworzy dwóch braci - Rob Wright gra na basie i śpiewa, a John Wright wali w kotły i sporadycznie przygrywa na klawiszach. I do tego dołączają do nich różni gitarzyści (np. na płycie Wrong grał niejaki ? - tak, tak, znak zapytania)Ich gra opiera się głównie na sekcji i riffowym basie - gitarę słychać słabo (co akurat uważam za wadę, czasami przydałaby się jakaś solówka - no, ale to underground przecież, solówki są nie dla nich). Słyszałem parę płyt, ale tylko Why Do They Call Me Mr. Happy? przypadła mi do gustu. Jest tutaj to co uwielbiam w surowej, ale skomplikowanej muzyce rockowej. Klasyczny skład: gitara, bas, perkusja, utwory są długie, pełne wstawek instrumentalnych, dość ciężkie (niekiedy prawie ponad miarę, jak w Kill Everyone Now, gdzie kawałek zaczyna się fajnym riffem, ale refren to już totalna miazga - wrzaski, chaos, punkowa perkusja - horror prze 8 minut), ale też czasami melodyjne (np. przebojowy Slowly Melting, świetny The Land of the Living), czasami zaskakująco spokojne (I Need You, Lullaby), ale też momentami nużące (Kill Everyone Now, The River), albo irytujące teatralną manierą śpiewania (Machine). Na końcu jest największa perełka płyty - Cats, Sex and Nazis - genialny riff na basie, dużo sampli, gitarzysta wstawia czasem znane riffy gitarowe, tekstowo też jest sporo nawiązań do innych nagrań - fantastyczny kawałek. Całość robi dobre wrażenie i jest idealna do postawienia na półce między Rollins Band a Helmetem.

King Crimson - In the Wake of Poseidon

18 czerwca 2007, 10:55:42
Płyta prawie taka sama jak debiut KC. Prawie taki sam układ utworów, podobne brzmienia. Ale, prawdę mówiąc, lubię ją bardziej niż In the Court of the Crimson King. Jest bardziej spójna, ma prześliczną balladę w środku (Cadence and Cascade), no i zamiast super nudnego Moonchild, jest doskonały, monumentalny The Devil's Triangle. Także kopia Schizofrenika, czyli Pictures of a City, jest całkiem dobre, dynamiczne, połamane (choć jednak słabsze), a kopia Epitaph, czyli tytułowy, ma świetne brzmienie melotronu i genialne zakończenie, kiedy perkusja gra, melotron buduje coraz potężniejsze dźwięki i czuje się patos. Jedynie utwór Cat Food nie ma swojego odpowiednika na słynnej pierwszej płycie KC. Jest to niejako zapowiedź następnej płyty, Lizard - jest jazzowo, fortepianowo, wesoło - ciekawie. Jedynie miniaturka Peace, rozbita na trzy części, wydaje mi się zbędna - nie wnosi nic nowego, jest tylko takim sobie przerywnikiem. Świetna płyta.

Frank Zappa - Sheik Yerbouti

17 czerwca 2007, 10:52:32
Za co NIE lubię Franka Zappy? Za kabaret, za wygłupy, za debilne teksty, za przedkładanie zabawy nad sztukę. Za co lubię Franka Zappę? Za solówki, oczywiście!! Poza tym miał parę ciekawych patentów - wtedy, kiedy się nie wygłupiał. No i dał pośpiewać Adrianowi Belew, zwłaszcza na tej płycie. Sheik Yerbouti zawsze jakoś tak mi się podobała. Przede wszystkim za absolutnie doskonały kawałek ostatni: Yo' Mama, okraszony arcygenialną solówką na gitarze, oraz fantastycznymi klawiszami... Frank sobie gra, gra (na cudownym podkładzie syntezatora) i nagle bum! Wchodzą klawisze, sekcja i robi się wspaniale - aż do powrotu wokalu. Absolutne mistrzostwo świata. Ale poza tym mamy też świetne utwory typu City of Tiny Lites (z Belew na wokalu), ze świetną, instrumentalną wstawką, kiedy wchodzą solówki; przebój Bobby Brown Goes Down - naprawdę chwytliwy; Rat Tomago - jedna długa solówka, ale za to jaka! aż ciarki przechodzą; o dziwo, zabawny kawałek I Have Been in You, czy też pastisz disco Dancin' Fool (też przebój, co w przypadku Zappy jest rzadkością). Ogólnie - jedna z fajniejszych płyt FZ, choć, niestety, nie pozbawiona kabaretu...

Koncert życzeń

13 czerwca 2007, 09:21:47
Parę osób już mnie prosiło o opisanie pewnych płyt (np. Edge of Dawn - Enjoy the Fall czy Arpanet - Wireless Internet). Jak znajdę chwilę czasu, to z chęcią się z nimi zapoznam. Ktoś ma jeszcze jakieś życzenia?

Nie słucham ostatnio muzyki

12 czerwca 2007, 14:14:48
Właściwie nie jest to do końca prawda, bo słucham ostatnio płyt wyłącznie w samochodzie. Ale poza tym nie mam czasu na słuchanie - i nawet nie mam zbytnio ochoty, mimo, że zaległości narastają... Nawet po mieście zacząłem chodzić bez słuchawek - co jest dla mnie dziwnym i nowym doznaniem - od lat tego nie robiłem. Ma to swoje plusy, kabelek się nie pałęta, w uszach nic nie tkwi, słyszę, co ludzie mówią do siebie...

Miles Davis/Various DJ's - Panthalassa: The Remixes

11 czerwca 2007, 15:52:10
Całkiem sympatyczna inicjatywa Billa Laswella - Miles Davis zremiksowany. Remiksów jest tylko 5, z czego tylko jeden jest jazzowy (ponad 16-minutowy miks Billa Laswella), dwa są drum'n'bass'owe (Doc Scott, Jamie Myerson), jeden trip-hopowy (DJ Cam), a jeden house'owy (King Britt i Phillip Charles). Słucha się tego bardzo przyjemnie (choć chętnie wywaliłbym nudny miks DJ'a Cama), rzecz jest nawet dość urozmaicona i przyzwoicie zaaranżowana. Szkoda tylko, że taka krótka - zaledwie 43 minuty muzyki.
Wcześniejsze wpisy      Nowsze wpisy