
Płyta prawie taka sama jak debiut KC. Prawie taki sam układ utworów, podobne brzmienia. Ale, prawdę mówiąc, lubię ją bardziej niż
In the Court of the Crimson King. Jest bardziej spójna, ma prześliczną balladę w środku (
Cadence and Cascade), no i zamiast super nudnego
Moonchild, jest doskonały, monumentalny
The Devil's Triangle. Także kopia
Schizofrenika, czyli
Pictures of a City, jest całkiem dobre, dynamiczne, połamane (choć jednak słabsze), a kopia
Epitaph, czyli tytułowy, ma świetne brzmienie melotronu i genialne zakończenie, kiedy perkusja gra, melotron buduje coraz potężniejsze dźwięki i czuje się patos. Jedynie utwór
Cat Food nie ma swojego odpowiednika na słynnej pierwszej płycie KC. Jest to niejako zapowiedź następnej płyty,
Lizard - jest jazzowo, fortepianowo, wesoło - ciekawie. Jedynie miniaturka
Peace, rozbita na trzy części, wydaje mi się zbędna - nie wnosi nic nowego, jest tylko takim sobie przerywnikiem. Świetna płyta.
Ta notka została wysłana 18 czerwca 2007 o 10:55:42.
Możesz przejść na koniec i zostawić komentarz.
18 czerwca 2007 o 11:14:20
Genialna! KC rox!

Zaraz po Floydach oczywiście
18 czerwca 2007 o 11:52:57
E tam, przed Floydami
18 czerwca 2007 o 11:54:45
Zdecydowanie przed Floydami. IMHO KC nie nagrali złej płyty, a Floydzi niejedną (np. The Final Cut, Pipera czy Obscured by Clouds).
18 czerwca 2007 o 11:55:53
No cóż, miłośnikiem Pipera pozostanę, tym niemniej "The final cut" to jak dla mnie debiut Watersa :>
18 czerwca 2007 o 12:06:44
KC rulez!
Ja teraz zasłuchuję się w 21 Century Schizoid Band, czyli w dzisiejszej mutacji pierwszego KC bez Roberta Frippa. No i znakomita jedyna płyta McDonald & Giles, która wreszcie dorwałem - jakieś ćwierć wieku po debiucie...
18 czerwca 2007 o 12:59:01
Czy aż taka kopia debiutu? Nie powiedziałbym. Cat Food i Peace zupełnie z innej bajki, jak dla mnie jedynie utwór tytułowy jak żywcem wyjęty z Dworu Króla.
No i oczywiście jak dla mnie Floydzi kilka dobrych kroków przed ;D
19 czerwca 2007 o 20:49:00
Cat Food rox!