Björk - Volta

31 lipca 2007, 15:47:51
Nie mogłem jakoś przebrnąć przez tą płytę. Przesłuchałem 3 pierwsze utwory i stanąłem na jakiś czas. Potem kolejne 3 i znowu stop. Dopiero wczoraj udało mi się dosłuchać ją do końca. Ale ta opieszałość wcale nie wynikała z tego, że to jest zła płyta. Wręcz przeciwnie, uważam, że najnowsze dokonanie Björk jest całkiem dobre. Ale jakoś tak mi nie chciała wejść.

W każdym razie Björk wróciła niejako do korzeni - płyta bardzo przypomina dokonania z okresu Post. Jest eklektycznie, ciekawie, elektronicznie, sporo gości, momentami bardzo ostro, momentami bardzo łagodnie. Urozmaicona ta płyta, nie ma co. Parę momentów bardzo mi się podoba, np. Earth Intruders, ze świetnym refrenem, tanecznym rytmem i tą śmieszną końcówką przez minutę; Wanderlust (grali w Trójce przy okazji żałoby narodowej) - niby łagodny, a taki mroczny, z ciekawym beatem; Hope z fajną perkusją; Declare Independence - echo utworu Pluto z Homogenic - super agresywny kawałek elektroniki z fajnym tekstem... Nie do końca przekonują mnie za to te spokojniejsze, środkowe fragmenty płyty - Vertebrae by Vertebrae, Pneumonia i My Juvenile są po prostu nudne. Nieźle wypada za to najdłuższy kawałek na płycie, czyli The Dull Flame of Desire - fascynujący duet z Antony'm (który ma wyjątkowo irytującą manierę śpiewania, coś jak Steve Hogarth lub David Sylvian - niby fajne, a kiszki się skręcają i odrzuca człowieka od głośnika). Niezły jest też I See Who You Are - spokojniejsze, ale z tą charaktetystyczną nutką Björkową (czytaj: elektronika połączona z orkiestrą). Fajnie, że Björk znowu zaczęła grać z sensem...

Laurent Garnier , Bugge Wesseltoft, Philippe Nadaud, Benjamin Rippert - Public Outburst

26 lipca 2007, 15:59:15
Bardzo ciekawe, koncertowe, połączenie techno z jazzem - ale nie w stylu nu-jazzowym, tylko raczej house'owo, ambientowo, drum'n'bassowo jazzowym. Laurent Garnier odpowiada za elektronikę, Bugge Wesseltoft i Benjamin Rippert za jazzujące organy a Philippe Nadaud za świetny saksofon i sporadycznie flet. Wychodzi z tego mieszanka niesamowita - począwszy od spokojniejszego 63, poprzez szybkie Butterfly, Controlling the House i The Battle, aż po fantastyczny blues Barbiturik Blues, z mnóstwem improwizacji. Majstersztyk. Jedynym minusem jest pojawiający się od czasu do czasu MC, który swoim rapowaniem trochę mi przeszkadza - ale ogólnie raczej pasuje do reszty.

Przegląd muzyki XXI wieku, cz.3

26 lipca 2007, 12:18:40
Po raz ostatni udostępniam składankę w serii 'Przegląd muzyki XXI wieku'. Tym razem całkowicie rockowa - dla tych, co nie trawią elektroniki...

1. Indukti - Freder (7:31)
z płyty S.U.S.A.R. (2004)
Absolutnie fantastyczny polski zespół, czerpiący pełnymi garściami z dodrobku zespołów typu Tool, King Crimson czy The Mars Volta. Z reguły grają instrumentalne kawałki, w tym gościnnie śpiewa wokalista Riverside.

2. Pain of Salvation - Mrs. Modern Mother Mary (4:14)
z płyty Scarsick (2007)
Świetny riff, świetny wokal, wciągający fragment muzy i zarazem najkrótszy utwór na płycie.

3. Death from Above 1979 - Going Steady (2:49)
z płyty You're a Woman, I'm a Machine (2005)
Tylko bas, wokal i perkusja, a ile czadu!!

4. Millionaire - I'm on a High (4:02)
z płyty Paradisiac (2005)
Kapela z Belgii i najlepszy, najdynamiczniejszy kawałek na płycie z arcyświetnym riffem.

5. Mastodon - Sleeping Giant (5:36)
z płyty Blood Mountain (2006)
Doskonały przykład na to jak metal może być twórczy, zakręcony i ciekawy.

6. Oceansize - Massive Bereavement (9:59)
z płyty Effloresce (2003)
Ostatnie dwie minuty utworu pokazują do czego służą 3 gitary w kapeli.

7. Pure Reason Revolution - The Bright Ambassadors of Morning (11:56)
z płyty The Dark Third (2007)
Przyjemny progrock z niezłymi harmoniami wokalnymi.

8. The Mars Volta - Viscera Eyes (9:23)
z płyty Amputechture (2006)
Doskonały riff, wielki ciężar, świetne solówki... To właśnie The Mars Volta, z najlepszej IMHO płyty ubiegłego roku.

9. Budgie - I'm Compressing the Comb on a Cockerel's Head (8:17)
z płyty You're All Living in a Cuckooland (2006)
Powrót staruszka mało imponujący, ale ten kawałek jest naprawdę całkiem fajny.

10. Crimson Jazz Trio - I Talk to the Wind (9:56)
z płyty The King Crimson Songbook volume one (2005)
I na koniec coś nie rockowego, a jazzowa interpretacja utworu King Crimson. Absolutnie cudna.

Czas trwania: 73:43

Ściągnij składankę: Przegląd muzyki XXI wieku, cz.3 (z Rapidshare, 76 MB)

Prince - Planet Earth

24 lipca 2007, 14:02:14
Pomysł dodawania nowej płyty Prince'a do gazety jest świetny (szkoda, że nie to nie było u nas...), natomiast poziom artystyczny tej płyty jest tragiczny... Niestety, Prince, po dwóch niezłych albumach (czyli Musicology i 3121) wydał jakiś odrzut, na którym ciężko znaleźć coś fajnego. Mamy tutaj albo zwykłe, mdłe pioseneczki (The One U Wanna C, Resolution, Lion of Judah), całkowicie beznadziejne i ckliwe balladki (Future Baby Mama, Somewhere Here on Earth), czy w końcu hałaśliwe pseudo-rockowe granie (Guitar). Jedynie dwa kawałki są niezłe: tytułowy, ciekawie rozwijający się, choć lekko patetyczny, to trzymający poziom oraz Chelsea Rodgers, całkiem sympatyczny funk z damskim wokalem. Szkoda, że takie coś się ukazało...

Plusy żałoby narodowej

24 lipca 2007, 12:04:37
Plusem jest to że w Trójce zaczęli grać bardzo ciekawą muzykę. Przed chwilą skończyli grać utwór Lights zespołu Archive (który ma 18 i pół minuty, a puścili go cały!!), a wczoraj grali jakąś orkiestrową wersję Starless King Crimson. Aż miło słuchać takiego radia.

Przeczytane - Piotr Kaczkowski: Przy mikrofonie

23 lipca 2007, 12:21:21
Książka zawierająca wywiady Kaczkowskiego ze znanymi wykonawcami głównie z kręgu muzyki rockowej. Nie przepadam ani za wywiadami, ani za Kaczkowskim. Nigdy nie podobało mi się to co puszczał w swoich audycjach, choć doceniam jego wkład w propagowanie muzyki rockowej w Polsce. Książka jest, niestety, wyjątkowo nieciekawa. Pytania jakie zadaje Kaczkowski są czasami tak niskiego poziomu i nieciekawe, że aż strach (np. "Jak to się dzieje, że słowa tak z ciebie wypływają" - to do Suzanne Vegi). W dodatku sami muzycy rzadko mają coś ciekawego do powiedzenia - ale do tego już się przyzwyczaiłem. Najczęściej można w książce przeczytać o tym, ile minut poświęcił PK na wywiad, jak mu magnetofon odmawiał posłuszeństwa oraz pytanie "Próbuję zdefiniować pojęcie 'muzyka'. Czym ona jest dla Ciebie?". Co to w ogóle jest? Psychotest? Jestem zdegustowany...

PS. Najfajniej gadali Fish i Ian Anderson z Jethro Tull.

Coś mi ucina koniec strony

20 lipca 2007, 14:36:14
Jak się podglądnie źródło strony, to jest ona ucięta, tuż przed końcem. Czy ktoś wie, co jest grane? Oczywiście szablon jest jak najbardziej ok.

The Sisterhood - Gift

16 lipca 2007, 12:23:42
No i mam zagwozdkę: czy dać to do kategorii 'Rock i Metal' czy 'Elektronika'. Chyba dam i tu i tu.

The Sisterhood to jednorazowy skok w bok Andrew Eldtricha, lidera The Sisters of Mercy. Skok bardzo wyrafinowany, gdyż podyktowany chęcią zemsty: Eldritch pokłócił się z Waynem Hussey'em, który odszedł i zaczął grać koncerty pod nazwą The Sisterhood. Eldritch w tydzień nagrał płytę, błyskawicznie ją wydał i już mógł spokojnie pozwać do sądu Hussey'a, że gra pod zastrzeżoną nazwą. Nie pamiętam już jak się cała sprawa skończyła, ale potem pojawił się zespół The Mission...

W każdym razie Eldritch postanowił wydać byle co, byle wydać. I tak powstała płyta Gift. I, prawdę mówiąc, nie jest ona taka zła. Co prawda, trochę jej daleko do opus magnum grupy, Floodland, w dodatku jest ona prawie całkowicie elektroniczna (trochę gitar się tam pojawia), ale np. pierwsza strona winyla (czyli 2 pierwsze utwory) jest nawet bardzo dobra. Najpierw dynamiczny Jihad, ze świetnymi klawiszami, a potem genialny Colours, umieszczony nawet na drugiej stronie singla This Corrosion The Sisters of Mercy, z niesamowicie klimatycznymi syntezatorami i powolnym wokalem Eldtricha. Potem jest troszkę słabiej - Giving Ground, to taka lekko nudnawa pioseneczka, dynamiczny Finland Red, Egypt White na szczęście dorównuje początkowej dwójce, a na koniec mamy balladowy Rain from Heaven z chórkami pod koniec utworu. Całkiem fajna płytka.

Amorphous Androgynous - Tales of Ephidrina

16 lipca 2007, 12:03:04
AA to niegdyś boczny, a obecnie priorytetowy projekt muzyków Future Sound of London. Płyta ta ukazała się w 1993 roku i często była porównywana z ich najsłynniejszym dziełem, czyli Lifeforms. Moim zdaniem nie do końca słusznie, bo to jednak coś trochę innego - Tales of Ephidrina bardziej przypomina debiut FSOL Accelerator, a to głównie zasługa mocnych, wyrazistych rytmów 4/4 (np. w Liquid Insects czy Auto Pimp), na które nakładane są różne melodyjki czy sample (sporo sampli pochodzi z filmu Predator), chociaż są też momenty stricte ambientowe (In Mind). Całość wchodzi gładko, ale nie jest to jednak płyta na miarę arcydzieła jakim jest Lifeforms. Pewnie dlatego muzycy nie wydali tej płyty pod szyldem FSOL...

808 State - Ninety

13 lipca 2007, 15:04:59
Zapewne nie ma osoby, posiadającej uszy (i słyszącej), która by nie znała początku utworu Pacific - charakterystyczne ćwierkanie ptaszków i naśladujący saksofon syntezator. Ogromny hit i w dodatku jeden z pierwszych utworów muzyki tanecznej, który odniósł ogólnoświatowy sukces. Dzięki niemu 808 State zaistnieli i podpisali umowę z kultową wytwórnią ZTT - a płyta Ninety to ich debiut w ramach tej formacji i druga płyta w ogóle. Prawdę mówiąc, nigdy nie przepadałem za ich dokonaniami - wydawały mi się jakieś takie chaotyczne, z nieciekawymi melodiami, kojarzyły z brakiem konceptu, co do kształtu utworów. Płyta Ninety nie zmienia mojego stosunku, ale słucha się jej dość przyjemnie - oczywiście, jeżeli kogoś nie rażą dość przestarzałe brzmienia elektroniczne (w końcu to album z grudnia 1989 roku). Co ciekawe, druga strona winyla jest dużo ciekawsza, niż pierwsza - mamy tutaj bardzo agresywny (jak na tamte lata), dynamiczny utwór Donkey Doctor, motoryczny 808080808, delikatny Sunrise, przywodzący na myśli późniejsze dokonania The Chemical Brothers, oraz króciutki, sympatyczny The Fat Shadow (pointy head mix). Na pierwszej stronie, oprócz wspomnianego już Pacific mamy też piosenkę Magical Dream, całkiem nieźle otwierającą album oraz utwory Ancodia i Cobra Bora, które są dokładnym przykładem na moją tezę o chaosie. Ta płytka może służyć obecnie jako jedynie nostalgiczna podróż w przeszłość - gdyż nie obroniła się zbytnio naporowi czasu...
Wcześniejsze wpisy      Nowsze wpisy