Björk - Volta

Nie mogłem jakoś przebrnąć przez tą płytę. Przesłuchałem 3 pierwsze utwory i stanąłem na jakiś czas. Potem kolejne 3 i znowu stop. Dopiero wczoraj udało mi się dosłuchać ją do końca. Ale ta opieszałość wcale nie wynikała z tego, że to jest zła płyta. Wręcz przeciwnie, uważam, że najnowsze dokonanie Björk jest całkiem dobre. Ale jakoś tak mi nie chciała wejść.

W każdym razie Björk wróciła niejako do korzeni - płyta bardzo przypomina dokonania z okresu Post. Jest eklektycznie, ciekawie, elektronicznie, sporo gości, momentami bardzo ostro, momentami bardzo łagodnie. Urozmaicona ta płyta, nie ma co. Parę momentów bardzo mi się podoba, np. Earth Intruders, ze świetnym refrenem, tanecznym rytmem i tą śmieszną końcówką przez minutę; Wanderlust (grali w Trójce przy okazji żałoby narodowej) - niby łagodny, a taki mroczny, z ciekawym beatem; Hope z fajną perkusją; Declare Independence - echo utworu Pluto z Homogenic - super agresywny kawałek elektroniki z fajnym tekstem... Nie do końca przekonują mnie za to te spokojniejsze, środkowe fragmenty płyty - Vertebrae by Vertebrae, Pneumonia i My Juvenile są po prostu nudne. Nieźle wypada za to najdłuższy kawałek na płycie, czyli The Dull Flame of Desire - fascynujący duet z Antony'm (który ma wyjątkowo irytującą manierę śpiewania, coś jak Steve Hogarth lub David Sylvian - niby fajne, a kiszki się skręcają i odrzuca człowieka od głośnika). Niezły jest też I See Who You Are - spokojniejsze, ale z tą charaktetystyczną nutką Björkową (czytaj: elektronika połączona z orkiestrą). Fajnie, że Björk znowu zaczęła grać z sensem...

Komentarze do notki Björk - Volta

  1. Dranken powiedział(a):

    Mam tą płyty już od jakiegoś czasu, ale po prostu nie było ani okazji ani chęci na przesłuchanie jej. Po przeczytaniu tego artykułu pewnie szybciej zasiądę do odsłuchania płyty Bjork. Mam nadzieje, że moje wrażenie będzie podobne do twojego. Trzymaj się.

Dodaj komentarz: