Dylematy człowieka nie nadążąjącego za współczesnym Internetem

31 sierpnia 2007, 15:19:05
Co to jest blogday?
Co to jest facebook?
Co to jest twitter?
Co to jest Second Life?

I na cholerę to wszystko ludziom potrzebne, skoro można sobie usiąść na tarasie, popijać małe co nieco i patrzeć na przyrodę...

To prawda! - Brakuje pracowników w Polsce

29 sierpnia 2007, 16:01:22
Zacząłem szukać nowej roboty w piątek i już byłem na jednej rozmowie, a na druga idę jutro. W jednym dniu wysłałem CV mailem i w tym samym dostałem zaproszenie - takie coś jeszcze mi się nie zdarzyło. Napawa mnie to optymizmem... Dziękuję tym, którzy wyjechali ;-)

Bjork - Innocence

27 sierpnia 2007, 16:01:11
Nudnawe remiksy słabego utworu. Jedynie remiks Alva Noto się broni - mroczny, fajny, wciągający.

Jak to miło usłyszeć od pracodawcy:

22 sierpnia 2007, 16:13:32
Podoba nam się Twoja praca, nie mamy do Ciebie żadnych zarzutów, ale... nie lubimy Cię, więc do widzenia.

I znowu trzeba szukać jakiejś innej roboty... Może ktoś coś ma dla mnie?

David Sylvian/Robert Fripp - The First Day

21 sierpnia 2007, 10:50:15
Nie wiem, jakim cudem przegapiłem tę płytę, skoro słyszałem o niej już w roku jej wydania. Dopiero teraz miałem okazję ją przesłuchać i powiem, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Całość brzmi dość Crimsonowsko, ale zaraz Sylvian dorzuca sporo od siebie. Mamy tutaj 7 utworów, z czego 3 są bardzo długie. Na początek mocne uderzenie: God's Monkey - chwytliwy refren, fajna perkusja, ciekawe brzmienie. No i te solówki Frippa - baaaardzo charakterystyczne. Drugi jest singlowy Jean the Birdman - z fajnym refrenem i soundscape'ową wstawką pod koniec. Trzeci utwór to pierwszy długi kawałek - ponad dziesięciominutowy Firepower, który jest raczej spokojny, niby nie dzieje się w nim nic, ale ciągnie się cudownie - gitara gra, Sylvian półgłosem coś mówi, perkusja spokojnie przygrywa, w tle klawisze i soundscape'y Frippa - miodzio! Potem atakuje nas świetnie brzmiący riff - Brightness Falls. 20th Century Dreaming (a shaman's song) to znowu coś długiego - zaczyna się dość mocno, ale pod koniec robi się dość spokojnie. Najdłuższy na płycie Darshan (the road to graceland) ma mocno taneczny rytm, jest dynamiczny, ostry, ale ma też jedną wadę - jest dużo za długi. Niestety, muzykom jakby zabrakło pomysłów - mało co się w nim dzieje. Tę bardzo dobrą płytę kończy Bringing Down the Light - czyli 8 minut typowo Frippowego czarowania swoją wersją elektronicznej gitary...

Marek Biliński - Ogród Króla Świtu

20 sierpnia 2007, 16:26:39
Absolutnie klasyczna płyta polskiego Jarre'a. Całość na bardzo dobrym poziomie, pełna świetnych brzmień, ciekawych melodii, przebojowych brzmień... Długo by można wymieniać. Zaczyna się dość ambientowo (jak byśmy dzisiaj powiedzieli) - Ogród w przestworzach to zwiewny, przyjemny utwór pozbawiony rytmu - coś jak Vangelis. Drugi utwór - Wśród kwiatów zapomnienia - jest już bardziej podniosły, z mocnymi klawiszami, momentami przypomina Tangerine Dream. Kolejny kawałek to już jeden z dwóch wielkich przebojów z tej płyty - Błękitne Nimfy. Bardzo Jarre'owy, ze świetnym motywem przewodnim, mocnym rytmem, świetnymi solówkami. Kończący pierwszą płytę winyla utwór Śpiew rajskich ptaków to króciutka, sympatyczna etiudka syntezatorowa. Drugą stronę płyty rozpoczyna kolejny przebój - Fontanna radości - bardzo dynamiczna, lekko Kraftwerkowa, z powolną, mocno ambientową końcówką (powraca motyw z początku płyty). Taniec w zaczarowanym gaju to kolejny miły przerywnik. Na końcu magnum opus płyty - wielowątkowy, długi utwór Król Świtu wydaje się być najsłabszym fragmentem - jest momentami nudny. Cała płyta jest jednak bardzo fajna. Co prawda, z dzisiejszej perspektywy widać, że ukazała się trochę późno, jak na dokonania światowe (w 1983 roku takie brzmienia były już raczej passe), ale jak na polskie warunki nadal jest to świetna rzecz. Szkoda, że później Biliński nie grał już tak fajnie.

Tangerine Dream - Ricochet

16 sierpnia 2007, 15:44:11
Album wydany po świetnej płycie Rubycon. Jest to zapis koncertu - jeżeli wszystkie koncerty TD zawierały tyle fajnej, improwizowanej muzy, to pozostaje tylko zazdrościć. W każdym razie mamy tutaj kontynuację tego, co najlepsze na Rubyconie - zapętlone motywy, długie dźwięki organów, melotron, syntezatory... Dodatkowo są też świetne dźwięki gitary - przesterowane, lekko psychodeliczne, dodające uroku oraz, co dla mnie jest nowością w muzyce TD (ale dopiero 4 płyty przesłuchałem), instrumenty perkusyjne, doskonale wpasowujące się w ten rodzaj muzyki. Podobnie jak w przypadku Rubyconu, część pierwsza suity jest dużo ciekawsza, niż część druga - w drugiej pojawiają się dłużyzny. Ale ogólnie całość wypada sympatycznie - coś dla fanów analogowych brzmień.

Przeczytane - Sharon Owens: Herbaciarnia pod Morwami

16 sierpnia 2007, 10:38:50
Głupio się przyznać, ale to romansidło dla kobiet. Za to świetnie napisane, dowcipne, pełne ciepła - bardzo sympatyczne. Wciągnęło mnie straszliwie, tak, że aż momentami mocno się wzruszałem. Przypomina momentami Anię z Zielonego Wzgórza. Bardzo polecam.

Klaus Schulze - Mirage

14 sierpnia 2007, 09:57:26
Miałem ostatnio nastrój ambientowy. A jako, że chciałem posłuchać czegoś nieznanego, a klasycznego, przypomniał mi się Klaus Schulze. Podobno Mirage to jedna z jego lepszych płyt. Jak to zwykle u Schulze'a na płycie mamy tylko dwa utwory, bardzo długie jak na wydanie winylowe (płyta ukazała się w 1977 roku i trwa ponad 57 minut). Pierwszy utwór, Velvet Voyage, zaczyna się bardzo mrocznie i mocno psychodelicznie, potem pojawia się zapętlony motyw klawiszowy i tak sobie trwa do końca, a w tle grają sobie organy, syntezatory itp. Końcówka brzmi dość nowocześnie, jakbyśmy słuchali jakiegoś współczesnego wykonawcy. Drugi utwór, Crystal Lake, jest zdecydowanie "jaśniejszy" - także mamy zapętlony motyw, ale całość brzmi jakoś tak radośniej - mniej ciężkich organów, więcej syntezatorowych plam. Całość sprawia bardzo przyjemne wrażenie, choć wymaga dużego skupienia - to raczej nie jest typowa muzyka tła.

Ponieważ dorwałem wersję zremasterowaną, na płycie znalazł się jeszcze jeden 20-minutowy utwór, In Cosa Crede Chi Non Crede? Pochodzi on z jakiegoś filmu, w którym pierwotnie wykorzystano zaledwie 5 minut. Utwór rozpoczyna się powolnymi dźwiękami organów, brzmiących całkiem jak jakieś utwory Bacha, potem pojawiają się delikatne dzwoneczki (albo coś innego, w każdym razie brzmi jak dzwoneczki), syntezator i tak już do końca. Fajny dodatek.

Przeczytane - Andrea Camilleri: Pies z terakoty oraz Złodziej kanapek

13 sierpnia 2007, 11:13:03
Połknąłem dwie książki z przygodami komisarza Montalbano. Jak zwykle świetnie się to czyta, dialogi są super, akcja wartka, chociaż muszę przyznać, że Pies z terakoty od połowy robi się raczej nudny - te jego dociekania, co to się stało pięćdziesiąt lat temu, nudy na pudy. Za to Złodziej kanapek jest chyba najlepszą częścią - te problemy prywatne komisarza i zawikłane śledztwo - po prostu miodzio. Doskonała rzecz.
Wcześniejsze wpisy      Nowsze wpisy