Klaus Schulze - Mirage
Miałem ostatnio nastrój ambientowy. A jako, że chciałem posłuchać czegoś nieznanego, a klasycznego, przypomniał mi się Klaus Schulze. Podobno Mirage to jedna z jego lepszych płyt. Jak to zwykle u Schulze'a na płycie mamy tylko dwa utwory, bardzo długie jak na wydanie winylowe (płyta ukazała się w 1977 roku i trwa ponad 57 minut). Pierwszy utwór, Velvet Voyage, zaczyna się bardzo mrocznie i mocno psychodelicznie, potem pojawia się zapętlony motyw klawiszowy i tak sobie trwa do końca, a w tle grają sobie organy, syntezatory itp. Końcówka brzmi dość nowocześnie, jakbyśmy słuchali jakiegoś współczesnego wykonawcy. Drugi utwór, Crystal Lake, jest zdecydowanie "jaśniejszy" - także mamy zapętlony motyw, ale całość brzmi jakoś tak radośniej - mniej ciężkich organów, więcej syntezatorowych plam. Całość sprawia bardzo przyjemne wrażenie, choć wymaga dużego skupienia - to raczej nie jest typowa muzyka tła.Ponieważ dorwałem wersję zremasterowaną, na płycie znalazł się jeszcze jeden 20-minutowy utwór, In Cosa Crede Chi Non Crede? Pochodzi on z jakiegoś filmu, w którym pierwotnie wykorzystano zaledwie 5 minut. Utwór rozpoczyna się powolnymi dźwiękami organów, brzmiących całkiem jak jakieś utwory Bacha, potem pojawiają się delikatne dzwoneczki (albo coś innego, w każdym razie brzmi jak dzwoneczki), syntezator i tak już do końca. Fajny dodatek.

03 września 2008 o 02:35:17
Nie zgodzę się
Cała płyta poświęcona jest zmarłemu bratu Klausa Schulze. Nastrój drugiego utworu jest raczej ciężki, wprowadza w medytacyjny trans którego nie sposób przerwać (warto spróbować
Ogólnie muzyka Klausa tamtych lat to poezja melancholji i psychodeli. Zapętlony motyw? Tam jest mnóstwo motywów i warstw się przeplatających. Dzięki czemu płytę można słuchać w nieskończoność a i tak nigdy jej nie poznamy do końca. I tak jak Pan pisze nie jest to muzyka tła, jak każda elektronika spod znaku szkoły berlińskiej.