David Sylvian/Robert Fripp - The First Day

Nie wiem, jakim cudem przegapiłem tę płytę, skoro słyszałem o niej już w roku jej wydania. Dopiero teraz miałem okazję ją przesłuchać i powiem, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Całość brzmi dość Crimsonowsko, ale zaraz Sylvian dorzuca sporo od siebie. Mamy tutaj 7 utworów, z czego 3 są bardzo długie. Na początek mocne uderzenie: God's Monkey - chwytliwy refren, fajna perkusja, ciekawe brzmienie. No i te solówki Frippa - baaaardzo charakterystyczne. Drugi jest singlowy Jean the Birdman - z fajnym refrenem i soundscape'ową wstawką pod koniec. Trzeci utwór to pierwszy długi kawałek - ponad dziesięciominutowy Firepower, który jest raczej spokojny, niby nie dzieje się w nim nic, ale ciągnie się cudownie - gitara gra, Sylvian półgłosem coś mówi, perkusja spokojnie przygrywa, w tle klawisze i soundscape'y Frippa - miodzio! Potem atakuje nas świetnie brzmiący riff - Brightness Falls. 20th Century Dreaming (a shaman's song) to znowu coś długiego - zaczyna się dość mocno, ale pod koniec robi się dość spokojnie. Najdłuższy na płycie Darshan (the road to graceland) ma mocno taneczny rytm, jest dynamiczny, ostry, ale ma też jedną wadę - jest dużo za długi. Niestety, muzykom jakby zabrakło pomysłów - mało co się w nim dzieje. Tę bardzo dobrą płytę kończy Bringing Down the Light - czyli 8 minut typowo Frippowego czarowania swoją wersją elektronicznej gitary...

Komentarze do notki David Sylvian/Robert Fripp - The First Day

Dodaj komentarz: