Manu Chao - Próxima Estación... Esperanza
Attenta! Oto najpopularniejsza płyta Manu Chao, gościa, który pomimo 50-tki na karku wciąż wygląda młodo...Co mi się podoba: mnóstwo fajnych sampli po hiszpańsku i to dobrze wmiksowanych; że całość jest puszczona jednym ciągiem, bez przerw; że niekiedy są bardzo fajne, mocno wpadające w ucho melodie (Me Gustas Tu, Merry Blues, Trapped by Love, Denia); że czasami pojawiają się fajne dęciaki (Merry Blues, Eldorado 1997); że utwory pozbawione są perkusji, tylko sporadycznie pojawia się stopa z automatu; że, kiedy słucham kawałka Denia, to mam łzy w oczach (naprawdę nie wiem czemu, wprowadza mnie on w dziwny nastrój)...
Co mi się nie podoba: powtarzalność pomysłów (np. Mr Bobby to to samo co słynny przebój Bongo Bong, tylko z dęciakami i innym tekstem - cały pozostały podkład jest ten sam; a Me Gustas Tu i Infinita Tristeza to też dwie wersje tego samego kawałka); że czasami Manu Chao popada w banał (Papito, Bixo)...
Ale do słuchania we dwoje jest naprawdę ok!!

14 września 2007 o 12:58:30
"całość jest puszczona jednym ciągiem, bez przerw"
.
Na koncertach jest tak samo (a przynajamniej na tym jednym, na którym byłem) jeden ogromniasty ładunek energii, kończą jeden utwór i jednocześnie grają następny. Manu to jest gość
25 października 2007 o 08:39:26
on ma 46 lat, namawiam do wiekszej starannosci w pisaniu