
O tej kapeli można powiedzieć jedno - jeżeli znasz jedną płytę Waltari, to znasz je wszystkie. Goście z Finlandii stworzyli sobie swój własny styl (funk metal z dodatkiem elektroniki i mega-charakterystycznym wokalem Kärtsy Hatakki) i w kółko nagrywają takie same płyty.
Release Date różni się jednym: zawiera progmetalowe, 36-minutowe dzieło
Cityshamaani. Co prawda mało zaskakujące (w porównaniu z innymi dokonaniami w tym gatunku), ale jak na Waltari bardzo ambitne i momentami całkiem fajne (
The Incarnation Party ze świetnym riffem i doskonale wplecioną elektroniką), momentami zahaczające o kabaret (
Good Morning w stylu Zappy), momentami podniosłe (długaśna ballada
Sympathy). A poza tym mamy na płycie typowo funk-metalowe kawałki (np.
Get Stamped,
Let's Puke Together - cóż za tytuł!!,
Sex in the Biergarten czy
Hype), nie wyróżniające się zbytnio na tle podobnych dokonań. Jedynie kawałek
Wish I Could Heal jest ciekawszy - ciężki, z fajnym riffem i ciekawym tłem - naprawdę niezły. No, cóż, jeżeli chodzi o Waltari jestem masochistą, a że czasami potrzebuję posłuchać czegoś prostego i jajcarskiego...
Ta notka została wysłana 22 września 2007 o 21:10:07.
Możesz przejść na koniec i zostawić komentarz.
15 lutego 2008 o 01:04:56
Czy że coś jest jajcarskie musi oznaczać, że jest proste ?
Piszesz o własnym stylu Waltari, a oni poza wokalem go prawie nie mają.
Przypisywanie ich do progresji jest chyba bezcelowe, oni raczej są kabaretem.
Bardziej to słychać na Big Bang...ale oni sobie po prostu robią jaja z różnych gatunków...ale prostym coverami...naśladują tylko konwencję, utwory tworząc prawie, że od postaw.
Która prosta kapela, potrafiła nie ograniczyć się do "dawcy" nut w sesji z orkiestrą a wykorzystać ją jako kolejny instrument...
Za mało się znam na muzyce, żeby "palcem" wskazać na co "wsiedli" na Release Date, z Twoją wiedzą powinno być to łatwiejsze, spróbuj spojrzeć na płytę pod tym kątem.