The Orb - U.F.Orb (deluxe edition)

27 października 2007, 19:07:55
15 lat temu ukazała się najpopularniejsza płyta Orba (nr 2 w Wielkiej Brytanii!). Z tej okazji otrzymujemy w tym roku nową, zremasterowaną wersję płyty z dodaną drugą płytą. I skupię się na tej drugiej płycie (a podstawkę jeszcze kiedyś opiszę). Dostaliśmy w prezencie 6 utworów: 1. O.O.B.E. w remiksie Andy'ego Hughesa - niestety, nie wnosi nic nowego, nadal jest to ten sam, bardzo fajny, minimalistyczny ambient; 2. Towers of Dub (ambient mix) - utwór znany już od 16 lat, pierwotnie ukazał się na singlu Orb in Dub - od wersji płytowej różni się tym, że jest prawie całkowicie pozbawiony beatu (pojawia się on na chwilę, pod koniec), oraz wsamplowanymi dwoma skeczami z jakiegoś kabaretu - przyjemny kawałek; 3. Blue Room w wersji demo - całkowicie zbędna rzecz, kiepskiej jakości, bywały ciekawsze wersje tego hitu (np. na limitowanej wersji płyty U.F.Off); 4. Close Encounters w wersji ambient - najciekawsza rzecz na płycie - w stosunku do wersji płytowej całkowicie pozbawiona beatu, z fajnymi, tribalowymi bębnami i super samplami; 5. Majestic (mix 1) - bardziej taneczna wersja kawałka z płyty, raczej nudna; 6. Assassin (chocolate hills od bohol) - utwór dostępny wcześniej na singlu Assassin - absolutnie rewelacyjny kawałek ambientu, jeden z najlepszych miksów Orba wszechczasów - szkoda, że nie dodali także podstawowej wersji Assassina - też fajna rzecz. Ogólnie - nie najgorsza reedycja.

Oceansize - Frames

24 października 2007, 21:12:30
To nie jest łatwa w odbiorze płyta. Po dość przystępnych Effloresce i Everyone into Position zespół zafundował nam swoje najambitniejsze i najtrudniejsze dzieło - Frames. Utwory są bardzo długie (jest ich tylko 7 - lub 8 w wersji limitowanej), dość skomplikowane w strukturze, chociaż z drugiej strony są też dość prosto skonstruowane - nie ma tutaj często nawału dźwięków, jak to bywało na poprzednich płytach (zwłaszcza na debiutanckiej Effloresce). Utwory są momentami dość minimalistyczne (np. The Frame) i brakuje im tej agresji do której nas przyzwyczaili przez lata (jedynie Sleeping Dogs and Dead Lions oraz może Unfamiliar dają radę). Kawałki albo zaczynają się dość łagodnie (np. Commemorative___T-Shirt czy Only Twin albo po prostu są łagodne w większej części (np. Savant). Wokalnie za to nie mamy jakichś większych zmian, chyba, że zmianą jest brak wpadających w ucho melodii - jest emocjonalnie, zaangażowanie, bardzo dobrze, mocno kiedy trzeba i łagodnie kiedy przychodzi na to pora... To nie jest łatwa płyta. Ale jest to bardzo dobra płyta.

Mam kolejny telefon komórkowy...

17 października 2007, 14:49:50
Tym razem jest to telefon służbowy - Nokia 3120. Nie przepadam za Nokią, nie podoba mi się menu, obsługa, małość funkcji (ale to akurat taki model), fatalny ekran (jak świeci słońce, to nic nie widać, no i całość jest w Erze (czemu większośc firm mam komórki w Erze??), a ja jestem zwolennikiem Plusa. Ale używać trzeba...

Ewan Pearson - Piece Work

16 października 2007, 20:59:48
Ewan Pearson to ostatnio bardzo rozchwytywany i ceniony producent, słynący ze świetnych brzmień i doskonałych remiksów. Dwupłytowy album Piece Work to właśnie składanka jego remiksów. Znajdziemy tutaj mnóstwo doskonałych kawałków, głównie electro-house'owych z fajnymi, analogowymi brzmieniami i mocno zachęcającymi do tańczenia, że wymienię na przykład świetne remiksy Futureshock, Freeform Five, Royksopp, Goldfrapp, Franz Ferdinand, Moby'ego czy Depeche Mode. Co prawda część utworów jest podobna do siebie (np. remiksy Chemical Brothers i Freeform Five mają bardzo podobną perkusję), część jest nawet słaba (np. Alter Ego, Ladytron czy Slam), ale ogólnie składanka bardzo się broni. Myślę, że Pearson, po latach działania, doszedł do tego samego momentu co niegdyś Fatboy Slim czy Aphrodite: każdy jego kolejny remiks powoduje, że nóżka sama chodzi... Świetna płyta.

OpenOffice.org IMPRESS na szkoleniu

12 października 2007, 21:45:26
Miałem dzisiaj szkolenie przez pół dnia i jeden z gości miał prezentację w OOo Impressie. Naprawdę byłem miło zaskoczony, bo w końcu rzadko widzi się takie cacka w działaniu, zwłaszcza u ludzi nie związanych z branżą komputerową. Oczywiście prezentacja nie różniła się technicznie niczym od tej zrobionej w Power Point'cie, ale sam fakt użycia OOo cieszy.

Przeczytane - Feliks W. Kres: Strażniczka istnień

11 października 2007, 11:07:29
W piśmie Science Fiction, Fantastyka i Horror czytuję czasami felietony Feliksa W. Kresa. Nie znałem gościa wcześniej, nie wiedziałem nawet co pisuje, a słyszałem, że to bardzo poczytny i szanowany autor fantasy. Postanowiłem więc nadrobić zaległości. Strażniczka istnień to nowa książka, z tego roku i w dodatku wydaje mi się, że to część jakiejś sagi. No, ale jakiś przykład jego twórczości jest. Prawdę mówiąc nie zrobiła na mnie ta książka wrażenia - ot, takie sobie fantasy, dość krótkie, momentami oryginalne, momentami nudnawe (zwłaszcza początek), z nieciekawą końcówką (spodziewałem się czegoś innego). W każdym razie już wiem, że nie będę czytywał Pana Kresa więcej...

Underworld - Oblivion with Bells

08 października 2007, 20:44:16
Bardzo kontrowersyjna płyta i ciężko mi o niej pisać. Ciężko, bo uwielbiam Underworld, a ta płyta jest całkiem inna niż wcześniejsze ich dokonania. Przesłuchałem ją już parę razy i niestety, chyba jest to słaba pozycja. Brakuje tutaj całkowicie jakichś chwytliwych rzeczy - nawet na słabej Beaucoup Fish było parę rodzynek. Tutaj utwory są jakieś takie... minimalistyczne (czyżby Underworld ulegli ostatniej modzie?), mdłe (brzmienie jest bardzo mało wyraziste, brak też zdecydowanych melodii czy tematów - już przy singlu Crocodile o tym pisałem). Nawet teksty są lekko nieciekawe, nie wpadające w ucho... Zaczyna się od wzmiankowanego Crocodile, połączonego ładnie z chyba najlepszym, Underworldowym kawałkiem Beautiful Burnout, który przez riff klawiszowy kojarzy się mocno z electropopem spod znaku Depeche Mode, choć pod koniec pojawia się fajny motyw perkusyjny. Potem jest dziwny Holding the Moth - bardzo mocny beat, słaby wokal i dopiero potem wchodzące klawisze nadające klimat utworowi. To Heal to króciutki, klimatyczny przerywnik instrumentalny, wykorzystany zresztą w filmie Sunshine. Ring Road to niejako echo kawałka Bruce Lee z płyty Beaucoup Fish - czyli połamana perkusja, powolny rytm, zapętlone wokale i sporo jakichś "przeszkadzajek" w tle. Instrumentalny Glam Bucket bardzo mocno przypomina mi płytę Airdrawndagger Sashy - takie same, delikatne klawisze, lekko zapętlone motywy... Boy, Boy, Boy (będzie drugim singlem z płyty - z gościnnym udziałem Larry'ego Mullena z U2) jest jednym z najsłabszych utworów na płycie - stricte popowy wokal, jakaś gitarka w tle, mocny beat... Jak na Underworld to porażka. Cuddle Bunny vs The Celtic Villages to kolejny króciutki, instrumentalny przerywnik - na tle syntezatora słychać jakieś łomoty. Nawet niezły. Faxed Invitation to kolejny minimalny kawałek, podobny do Glam Bucket, ale tym razem z wokalem - całkiem fajny, z przyjemną linią melodyczną i niezłym wokalem. Good Morning Cockerel - fortepian + wokal - nic ciekawego. Płytę kończy długi, 9-minutowy Best Mamgu Ever ze świetnym basem, fajną perkusją, przerywanymi głosami i syntezatorową wstawką w środku - naprawdę fajny. Czyli wyszło mi, że na płycie jest jakieś 4-5 fajnych utworów - bardzo słabo, jak na Underworld. Ech, gdzie te czasy, gdy każdy utwór na płycie wywoływał ciarki. Najwyraźniej panowie Smith i Hyde na starość łagodnieją - oprócz Beautiful Burnout brakuje tutaj mocnego uderzenia...

PS. Wydanie japońskie zawiera dodatkowo utwór Loads of Birds - mocny beat, świetny, pulsujący bas, super wokal - absolutnie genialny kawałek. Wielka szkoda, że nie wszedł na płytę, np. zamiast Holding the Moth... Szkoda, że japońskie wydania są takie drogie...

The Orb - The Dream

05 października 2007, 22:01:31
Co może wyjść z kolejnej kolaboracji Orba z innymi muzykami, tym razem z Youthem i Timem Branem (z Dreadzone)? Ano, niestety, nic ciekawego. Najgorsze są kawałki nagrane z Timem Branem - wszystkie brzmią niczym Dreadzone z lekkim dodatkiem sampli Patersona (The Truth Is..., Lost & Found, Mother Nature, High Noon). W dodatku większość kawałków zawiera męski (typowo regałowy) lub żeński głos (to już lepiej wypada). No i większość jest dubowa. Niestety, dubowa na modłę Dreadzone'ową (czyli taki wpadający w ucho, melodyjno-popowy dubik), a nie Orbową. Na szczęście jest parę wyjątków (A Beautiful Day, znośny DDD (Dirty Disco Dub)). Dużo lepiej wypadają kawałki nagrane z Youthem, nawet te z wokalem (Vuja De), ale zwłaszcza te instrumentalne (np. dubowy, ale na modłę Orbową, Codes, z gościnną gitarą Steve'a Hillage'a - utwór ten znalazł się też na składance The Art of Chill 4), przy czym całkowicie wyróżnia się absolutnie genialny i totalnie Orbowy utwór Orbisonia - ambient pełną gębą, ze świetnym podkładem i fantastycznymi samplami. Rewelacja, taka powinna być cała płyta. Naprawdę bardzo dobry jest też utwór tytułowy - ambientowy, z powolnym rytmem, świetnymi samplami... Szkoda jednak, że cała płyta nie poszła w tym kierunku - Paterson musiał dodać te Dreadzone'owe badziewia (w wersji japońskiej dodany jest jeszcze jeden kawałek w tym stylu...).
Wcześniejsze wpisy      Nowsze wpisy