Underworld - Oblivion with Bells

Bardzo kontrowersyjna płyta i ciężko mi o niej pisać. Ciężko, bo uwielbiam Underworld, a ta płyta jest całkiem inna niż wcześniejsze ich dokonania. Przesłuchałem ją już parę razy i niestety, chyba jest to słaba pozycja. Brakuje tutaj całkowicie jakichś chwytliwych rzeczy - nawet na słabej Beaucoup Fish było parę rodzynek. Tutaj utwory są jakieś takie... minimalistyczne (czyżby Underworld ulegli ostatniej modzie?), mdłe (brzmienie jest bardzo mało wyraziste, brak też zdecydowanych melodii czy tematów - już przy singlu Crocodile o tym pisałem). Nawet teksty są lekko nieciekawe, nie wpadające w ucho... Zaczyna się od wzmiankowanego Crocodile, połączonego ładnie z chyba najlepszym, Underworldowym kawałkiem Beautiful Burnout, który przez riff klawiszowy kojarzy się mocno z electropopem spod znaku Depeche Mode, choć pod koniec pojawia się fajny motyw perkusyjny. Potem jest dziwny Holding the Moth - bardzo mocny beat, słaby wokal i dopiero potem wchodzące klawisze nadające klimat utworowi. To Heal to króciutki, klimatyczny przerywnik instrumentalny, wykorzystany zresztą w filmie Sunshine. Ring Road to niejako echo kawałka Bruce Lee z płyty Beaucoup Fish - czyli połamana perkusja, powolny rytm, zapętlone wokale i sporo jakichś "przeszkadzajek" w tle. Instrumentalny Glam Bucket bardzo mocno przypomina mi płytę Airdrawndagger Sashy - takie same, delikatne klawisze, lekko zapętlone motywy... Boy, Boy, Boy (będzie drugim singlem z płyty - z gościnnym udziałem Larry'ego Mullena z U2) jest jednym z najsłabszych utworów na płycie - stricte popowy wokal, jakaś gitarka w tle, mocny beat... Jak na Underworld to porażka. Cuddle Bunny vs The Celtic Villages to kolejny króciutki, instrumentalny przerywnik - na tle syntezatora słychać jakieś łomoty. Nawet niezły. Faxed Invitation to kolejny minimalny kawałek, podobny do Glam Bucket, ale tym razem z wokalem - całkiem fajny, z przyjemną linią melodyczną i niezłym wokalem. Good Morning Cockerel - fortepian + wokal - nic ciekawego. Płytę kończy długi, 9-minutowy Best Mamgu Ever ze świetnym basem, fajną perkusją, przerywanymi głosami i syntezatorową wstawką w środku - naprawdę fajny. Czyli wyszło mi, że na płycie jest jakieś 4-5 fajnych utworów - bardzo słabo, jak na Underworld. Ech, gdzie te czasy, gdy każdy utwór na płycie wywoływał ciarki. Najwyraźniej panowie Smith i Hyde na starość łagodnieją - oprócz Beautiful Burnout brakuje tutaj mocnego uderzenia...

PS. Wydanie japońskie zawiera dodatkowo utwór Loads of Birds - mocny beat, świetny, pulsujący bas, super wokal - absolutnie genialny kawałek. Wielka szkoda, że nie wszedł na płytę, np. zamiast Holding the Moth... Szkoda, że japońskie wydania są takie drogie...

Komentarze do notki Underworld - Oblivion with Bells

  1. Timekeeper powiedział(a):

    Zgadza się, ja jako fan electro, Beautiful Burnout uwielbiam!!!!!
    btw. kto wie czy za jakiś czas Fluke (podobne trochę do Underworlda), nie wyda nowej płyty...na 2 bit pie. necie pojawiają się jakieś zachęcające info...

  2. jarkkkoo powiedział(a):

    nic Ci się nie podoba ostatnio:`) ale fakt.. Crocodile porażkowy jest

Dodaj komentarz: