LAIF - polski magazyn o muzyce elektronicznej

29 listopada 2007, 11:11:11
Wchodzę sobie przedwczoraj do empiku i co widzę? Nowy numer pisma LAIF, a na okładce Underworld. A oprócz nich w środku także Richie Hawtin. No i dodana płyta z muzyką (beznadziejna). Samo pismo okazało się być nader ciekawe - oglądałem jakieś 6 lat temu, kiedy się pojawiło i wtedy nie wyróżniało się niczym ciekawym - takie pisemko dla małolatów. A teraz - różnica kolosalna!! Dużo ciekawych artykułów, dobrze napisanych (naprawdę bardzo mało błędych merytorycznych, aż serce rośnie), o ciekawych wykonawców, nie tylko z undergroundu (vide wywiad z Underworld czy Benem Wattem z Everyhting but the Girl). Mało recenzji, ale całkiem fajne. Dobry design pisma (czyli mają to, czego brakuje Machinie). Naprawdę byłem miło zaskoczony. Aż szkoda, że wcześniej po to nie sięgnąłem...

GH+ czyli w radiu też można usłyszeć coś fajnego

27 listopada 2007, 19:48:05
Z zaskoczeniem odkryłem wczoraj świetną audycję w radiowej Trójce - GH+. Odbywa się ona między 19 a 21 i usłyszałem w niej m.in. 2 utwory Underworld z nowej płyty, m83, Blonde Redhead i jeszcze parę zespołów, których nie słyszałem wcześniej. Naprawdę świetne rzeczy gość puszczał z okolic elektroniki/postrocka. Zdecydowanie polecam!!

Małe wyjaśnienie a propos braku wpisów ostatnimi czasy

24 listopada 2007, 22:38:23
W związku ze zmianą pracy na bardziej stresującą odechciewa mi się słuchać muzyki... A jak już słucham to rzeczy, które już dawno opisałem. Ergo: muszę zmienić pracę na spokojniejszą ;-)

System 7 - Golden Section

14 listopada 2007, 20:04:17
System 7 to zespół założony przez Steve'a Hillage'a i Miquette Giraudy, grających niegdyś w zespole Gong. Po latach wspólnego grania psychodelicznego rocka dali się oni uwieść muzyce elektronicznej (Hillage gra na gitarze, Giraudy na klawiszach) i zaczęli grać własną odmianę trance'u, drum'n'bassu i ambientu. Tak powstał zespół System 7, mający obecnie w dorobku 8 płyt nagranych od 1991 do 2007 roku (najnowszej jeszcze nie znam). Najlepsze swoje dzieła stworzyli pod koniec lat 90-tych, między innymi właśnie ten album. Moim zdaniem jest to jedna z lepszych ich płyt. Co prawda System 7 należy do tych zespołów, które od lat nagrywają w kółko to samo, ale może to właśnie ich zaleta, która mnie pociąga? Muzyka łączy wspomniany trance (Rite of Spring, Ring of Fire, Merkaba!), drum'n'bass (Don Corleone, Borobudur, Wave Bender), mroczny ambient (Sinom X Files) czy lekki breakbeat (Y2K, Exdreamist). A wszystkie utwory są okraszone bardzo charakterystyczną gitarą Hillage'a (długie dźwięki, często pełniące rolę tła). Na szczególne wyróżnienie zasługuje przede wszystkim utwór Don Corleone z wsamplowaną trąbką muzyka jazzowego Dona Cherry'ego oraz gra na tabli w wykonaniu Talvina Singha. Cały utwór jest nasiąknięty jazzem, a drum'n'bassowy rytm nadaje mu ciekawego kolorytu. Świetny jest także kawałek Sinom X Files z orientalną wokalizą, rozwijający się powoli, z genialnym patentem "oddalonej" perkusji pod koniec utworu. Miodzio. Dobrze wypadają też kawałki typu Y2K czy Exdreamist - breakbeatowe, z miłymi klawiszami w tle. Jednak System 7 jest znany głównie z trance'owych kawałków takich jak fajny Rite of Spring. Niestety, pozostałe dwa utwory w tym stylu wypadają bardzo blado: Merkaba! jest nudny, natomiast Ring of Fire jest absolutnie fatalny! Sam rytm, trochę "kwaśnych" dźwięków Rolanda 303 i tyle przez 10 minut. Okropieństwo. Dobrze, że reszta płyty jest dużo lepsza...

Polskie seriale #25 - Barwy szczęścia

12 listopada 2007, 14:37:22
Mistrzyni rodzimych seriali, czyli scenarzystka Ilona Łepkowska stwierdziła (w końcu), że M jak Miłość zeszło na psy i postanowiła stworzyć kolejny tasiemiec. I tak dostaliśmy serial Larwy..., przepraszam, Barwy Szczęścia. Mamy sympatycznych bohaterów, część młodych, część średnich, część starych. Wszyscy mieszkają obok siebie (podobnie jak w Na Wspólnej) i często ich drogi się krzyżują. Serial okazał się być niezły (dość Łepkowski), zdecydowanie nowocześniej zrealizowany niż M jak Miłość czy Klan, z dodanymi (ostatnio bardzo modnymi) wstawkami w stylu - ona siedzi i patrzy w dal, a w tle leci jakaś polska piosenka. To ostatnie to ohyda. Ale reszta jest już niezła - ciekawe motywy (np. rodzice nienawidzący chłopka córki), nieźli aktorzy (Iza Kuna czy Olaf Lubaszenko), fajne meble z Ikei ;-) Da się oglądać.

Miniblog is out

11 listopada 2007, 19:08:25
Z braku czasu postanowiłem usunąć miniblog. Oto większość wpisów, które się w nim znajdowały:

The Chemical Brothers - We Are the Night
Nie mogę zmęczyć tej płyty (tzn. przesłuchać całej). Jest tutaj jeden doskonały kawałek - All Rights Reversed, ale reszta tak mnie nudzi, że nie mogę przestać ziewać...

Underworld - Crocodile
Nowy singiel Underworld rozczarowuje. Crocodile jest mało wyrazisty, za prosty, bez wpadających w ucho szczegółów. Wokal zbytnio "rozmarzony", klawisze cofnięte, bas zbyt delikatny... Remiksy Pete'a Hellera i Olvera Huntemanna są jeszcze gorsze - minimalistyczne, albo bez pomysłu. Szkoda.

Pain of Salvation - The Perfect Element, part I
Mniejsze nudy niż Remedy Lane, ale jednak nudy. Brak jakichś charakterystycznych momentów, godnych zapamiętania. Wszystko zlewa mi się w jedną, długą papkę...

Voivod - Nothingface
Nie znałem nic Voivoda, a zawsze mnie ciekawił. No i teraz go znam i wiem, że to nie dla mnie. Typowy metal lat 80-tych z lekkimi naleciałościami progresywnymi. I tyle.

Pain of Salvation - Remedy Lane
Scarsick podoba mi się bardzo, więc sięgnąłem po ich najsłynniejszą i podobno najlepszą płytę. Niestety - rozczarowanie. Mało czadowa, mało ciekawych pomysłów, dużo łagodnej muzyki z pogranicza zwykłego rocka i progrocka. Szkoda.

Bjork - Innocence
Nudnawe remiksy słabego utworu. Jedynie remiks Alva Noto się broni - mroczny, fajny, wciągający.

Air - Mer du Japon
Ostatnia płyta Air jest niewypałem, ale ten singielek wypada bardzo sympatycznie. Oprócz wersji radiowej mamy tutaj świetny house'owy miks Krisa Menace oraz równie fajny electro-house w wykonaniu The Teenagers. Air, podobnie jak The Chemical Brothers, mają nosa do remikserów.

Jethro Tull - Aqualung
To jak bardzo mnie obeszła ta płyta, niech świadczy fakt, że przesłuchałem ją jakiś miesiąc temu i dopiero teraz sobie o tym przypomniałem. Zdecydowanie nudna - zapamiętuje się zaledwie utwór tytułowy oraz Locomotive Breath. Za dużo akustycznych ballad.

Yes - Tales from Topographic Oceans
Cztery bardzo długie utwory (średnia 20 minut), w większości przeładowane pomysłami, nudne albo męczące. Jedynie Ritual jest fajny - świetny wokal i niezłe patenty brzmieniowe.

Covenant - Northern Light
Nie wiem, czemu ta płyta jest uznawana za najlepszą w dorobku Covenant - niby fajnie się zaczyna (Monochrome), ale potem przechodzi w zwykłą techno-sieczkę (Call the Ships to Port), a następnie w maksymalne nudziarstwo (Bullet, Scared) i patos (Invisible & Silent, Winter Comes). I tak do końca. To już nawet Skyshaper był lepszy...

Jem - Just a Ride
Sympatyczny singielek. Mamy tutaj aż trzy remiksy: genialny, supertaneczny Fatboy Slima, połamany drum'n'bassowy Adama F kontra Pendulum oraz tech breakowy Kid Freeze. Wszystko powodują, że nóżka sama chodzi...

Marillion - Remixomatosis
Marillion zremiksowany. Niestety, nie znoszę wokalu Hogartha, a właściwie tylko to z tych piosenek zostało, w dodatku remiksy są tak strasznie sztampowe, że aż przykro słuchać.

Soulwax - Nite Versions
Zmiksowane w całość kilka utworów i remiksów z płyty Any Minute Now. Sympatyczne, aczkolwiek bez rewelacji. Fajne połączenie NY Lipps i Another Excuse.

Arpanet - Wireless Internet
Electro, momentami dość nieszablonowe, z irytującymi wstawkami wokalnymi (a właściwie gadaniem, szczególnie w pierwszym utworze), ciekawe, ale nie powodujące szybszego bicia serca. Nie chce się wracać do tej płyty.

Dream Theater - Systematic Chaos
Nudziarstwo typowe dla DT. Najciekawszy utwór to Constant Motion, który jest doskonałą kopią Metalliki - nawet wokal jakby Hetfielda. Cytując znany cytat: DT skończyli się na Kill'em All.

Rush - Snakes and Arrows
Krótko: Rush skończył się na Moving Pictures, potem lekko podrygiwał (Signals, Counterparts), ale w końcu wyzionął ducha. Tą płytą na pewno się nie odrodził...

Gorillaz - Gorillaz
Oprócz Clinta Eastwooda reszta jest nudna, wysoce wtórna (Beck takie rzeczy nagrywał parę lat wcześniej) i mało interesująca.

Laibach - Volk
Laibach to klasyka, niektóre starsze płyty mieli dobre, ale ta jakoś mnie nie przekonuje. Owszem, pomysł nagrania hymnów narodowych jest przedni, ale nie podnieca mnie to za bardzo. Wyszedł z tego typowy Laibach (dla wielu to zapewne zaleta).

Dopplereffekt - Gesamtkunstwerk
Takie sobie, sympatyczne electro. Czasem mają fajne brzmienia, ale na dłuższą metę nudne. Ciekawe teksty...

Sirenia - An Elixir for Existence
To już na pewno nie jest metal dla mnie. Nudne, patetyczne, pompatyczne, chaotyczne... Męski wokal nie do przyjęcia.

Pain - Rebirth
Industrial, nawet niezły, chociaż jakoś dziwnie śpiewany - jakby cały czas śpiewało naraz dwóch gości. Fajne klawisze, nieciekawe gitary.

Front Line Assembly - Epitaph
Industrialny electro-pop. Plusem FLA jest dużo ciekawych sampli między utworami. Minusem - cała reszta: wokal, nieciekawe melodie, czasami obciachowe klawisze.

Anathema - The Silent Enigma
Owszem, doom metal jest całkiem fajny, ale muszę mieć specyficzny nastrój do słuchania go. Wysiadłem po trzech, całkiem niezłych utworach...

Samael - Eternal
To nie dla mnie. Patetyczny metal, czasem zahaczający o muzykę klasyczną, ale częściej raczej dość typowy, z melodyjnymi refrenami i nieczytelnym wokalem (albo po prostu mój odtwarzacz mp3 zlewa muzykę z głosem).

In Strict Confidence - Love Kills!
Baaardzo typowy electro-pop, mocno industrialny, zalatujący zdrowo Front Line Assembly, ale takim sprzed 15 lat. Wokal okropny.

Nevermore - Dreaming Neon Black
Kumpel polecał jako "skomplikowany metal" (chodziło o coś w stylu Mastodona). No metal to jest i tyle. Skomplikowany mało, urozmaicony mało, no i wokalista ma taką denerwującą manierę śpiewania.

Mercury Tide - Why?
Super klasyczny metal, a momentami właściwie hard rock. Już dawno grano lepiej, z tej płyty wieje klasyczną nudą.

The Chemical Brothers - Do It Again
Nowy singiel Chemicali, tym razem próbują oni swoich sił na polu electro-house'u. Ze średnim skutkiem - mało wciągający kawałek, bez jakichś wpadających w ucho fragmentów. Dodatkowo na singlu mamy 2 remiksy: Olivera Huntemanna - nudny house i Audiona (a/k/a Matthew Dear) - długi, minimalny kilk house. Też nudnawy. Rozczarowujący singiel.

Heiko Laux - Waves Remixed
Dwa nudnawe remiksy. No, ale czego się spodziewać, skoro już sama płyta Waves zawierała mało urozmaicone kawałki. W każdym razie mało co w tych kawałkach się dzieje - taki sobie house'ik, wpadający jednym uchem, wypadający drugim.

Covenant - Ritual Noise
Sympatyczny singielek, choć zawierający kilka zbędnych wersji utworu tytułowego: (version s) to prawie niczym nie różni się od (main version) - czyli lekko ściętej wersji płytowej. A remiks Terence Fixmera jest beznadziejny - hałaśliwy i nudny. Dużo ciekawsze są kawałki bonusowe: The Island to bardzo fajny, spokojny kawałek, a XRDS mógłby spokojnie wejść na płytę Skyshaper, bo jest lepszy niż niektóre z zamieszczonych tam utworów.

Dublee - Pseudo Harmonia
Elektronika z Japonii. Dość klasyczne brzmienie, momentami mocno dubowe, łagodne, coś w stylu Metope. Raczej nudnawe.

Photek Productions - Form & Function vol.2

05 listopada 2007, 21:22:40
Po 7 latach milczenia mamy w końcu nową/starą płytę Photka/nie-Photka. Już wyjaśniam, czemu tak dziwnie piszę: płyta (tak, jak pierwsza część z 1998 roku) zawiera utwory zebrane z różnych okresów działalności, a nie-Photka dlatego, że znajduje się tutaj jeden utwór Hochi, chociaż zawierający fragmenty Ni-Ten-Ichi-Ryu Photka. Niestety, w przeciwieństwie do poprzednika ten album rozczarowuje. I to bardzo. Photek w ostatnich latach poszedł w ostry drum'n'bass, w niczym nie przypominający jego minimalistycznych dokonań z końca lat 90-tych. I w dodatku większość utworów zaczął robić na jedno kopyto - mamy podobne beaty, ten sam rytm (wystarczy posłuchać trzech pierwszych utworów na płycie). Mamy też nieciekawe, piosenkowe wokale (Love & War, Things), pierwszą w historii piosenkę zaśpiewaną przez samego Ruperta Parkesa (Industry of Noise), w dodatku ozdobioną riffem gitarowym (dość słabym zresztą). Poza tym są tutaj typowe "łupanki" drum'n'bassowe w stylu Deadly Technology, Man Down czy The Beginning. Ale są też plusy: zdecydowanie wyróżnia się niezły kawałek Full Spectrum Dominance wspomnianego wcześniej Hochi, czy Ni-Ten-Ichi-Ryu w remiksie TeeBee. Na plus należy też zaliczyć utwór One Nation, pochodzący z głębokich archiwów Photka, z pierwszej połowy lat 90., oraz Saturated Hip Hop, mający w sobie jakieś echo najlepszych dokonań artysty. Fajny jest też remiks najlepszego utworu z ostatnich lat - Baltimore - w wykonaniu Tech Itch i Dylana Rhymesa. Nie przekonują za to remiksy Sidewinder (Hochi) ani Thunder (DJ Die i Clipse) - są nudne i dość typowe (jak reszta płyty). Szkoda, że takie coś wyszło Photkowi...

Przeczytane: Isaac Asimov - Kamyk na niebie

05 listopada 2007, 12:47:37
Chyba jest to ostatnia książka Asimova jaką przeczytałem, gdyż ma ona wielką wadę: jest bardzo podobna do wszystkich innych. Mamy związanie akcji, rozwinięcie, trzymające w napięciu chwile, pozorne niepowodzenie, oraz nieoczekiwany zwrot akcji i happy end. To wszystko już było... Nudy na maksa...
Wcześniejsze wpisy      Nowsze wpisy