
Po 7 latach milczenia mamy w końcu nową/starą płytę Photka/nie-Photka. Już wyjaśniam, czemu tak dziwnie piszę: płyta (tak, jak pierwsza część z 1998 roku) zawiera utwory zebrane z różnych okresów działalności, a nie-Photka dlatego, że znajduje się tutaj jeden utwór Hochi, chociaż zawierający fragmenty
Ni-Ten-Ichi-Ryu Photka. Niestety, w przeciwieństwie do poprzednika ten album rozczarowuje. I to bardzo. Photek w ostatnich latach poszedł w ostry drum'n'bass, w niczym nie przypominający jego minimalistycznych dokonań z końca lat 90-tych. I w dodatku większość utworów zaczął robić na jedno kopyto - mamy podobne beaty, ten sam rytm (wystarczy posłuchać trzech pierwszych utworów na płycie). Mamy też nieciekawe, piosenkowe wokale (
Love & War, Things), pierwszą w historii piosenkę zaśpiewaną przez samego Ruperta Parkesa (
Industry of Noise), w dodatku ozdobioną riffem gitarowym (dość słabym zresztą). Poza tym są tutaj typowe "łupanki" drum'n'bassowe w stylu
Deadly Technology, Man Down czy
The Beginning. Ale są też plusy: zdecydowanie wyróżnia się niezły kawałek
Full Spectrum Dominance wspomnianego wcześniej Hochi, czy
Ni-Ten-Ichi-Ryu w remiksie TeeBee. Na plus należy też zaliczyć utwór
One Nation, pochodzący z głębokich archiwów Photka, z pierwszej połowy lat 90., oraz
Saturated Hip Hop, mający w sobie jakieś echo najlepszych dokonań artysty. Fajny jest też remiks najlepszego utworu z ostatnich lat -
Baltimore - w wykonaniu Tech Itch i Dylana Rhymesa. Nie przekonują za to remiksy
Sidewinder (Hochi) ani
Thunder (DJ Die i Clipse) - są nudne i dość typowe (jak reszta płyty). Szkoda, że takie coś wyszło Photkowi...
Ta notka została wysłana 05 listopada 2007 o 21:22:40.
Możesz przejść na koniec i zostawić komentarz.