Miniblog is out
Z braku czasu postanowiłem usunąć miniblog. Oto większość wpisów, które się w nim znajdowały:
The Chemical Brothers - We Are the Night
Nie mogę zmęczyć tej płyty (tzn. przesłuchać całej). Jest tutaj jeden doskonały kawałek - All Rights Reversed, ale reszta tak mnie nudzi, że nie mogę przestać ziewać...
Underworld - Crocodile
Nowy singiel Underworld rozczarowuje. Crocodile jest mało wyrazisty, za prosty, bez wpadających w ucho szczegółów. Wokal zbytnio "rozmarzony", klawisze cofnięte, bas zbyt delikatny... Remiksy Pete'a Hellera i Olvera Huntemanna są jeszcze gorsze - minimalistyczne, albo bez pomysłu. Szkoda.
Pain of Salvation - The Perfect Element, part I
Mniejsze nudy niż Remedy Lane, ale jednak nudy. Brak jakichś charakterystycznych momentów, godnych zapamiętania. Wszystko zlewa mi się w jedną, długą papkę...
Voivod - Nothingface
Nie znałem nic Voivoda, a zawsze mnie ciekawił. No i teraz go znam i wiem, że to nie dla mnie. Typowy metal lat 80-tych z lekkimi naleciałościami progresywnymi. I tyle.
Pain of Salvation - Remedy Lane
Scarsick podoba mi się bardzo, więc sięgnąłem po ich najsłynniejszą i podobno najlepszą płytę. Niestety - rozczarowanie. Mało czadowa, mało ciekawych pomysłów, dużo łagodnej muzyki z pogranicza zwykłego rocka i progrocka. Szkoda.
Bjork - Innocence
Nudnawe remiksy słabego utworu. Jedynie remiks Alva Noto się broni - mroczny, fajny, wciągający.
Air - Mer du Japon
Ostatnia płyta Air jest niewypałem, ale ten singielek wypada bardzo sympatycznie. Oprócz wersji radiowej mamy tutaj świetny house'owy miks Krisa Menace oraz równie fajny electro-house w wykonaniu The Teenagers. Air, podobnie jak The Chemical Brothers, mają nosa do remikserów.
Jethro Tull - Aqualung
To jak bardzo mnie obeszła ta płyta, niech świadczy fakt, że przesłuchałem ją jakiś miesiąc temu i dopiero teraz sobie o tym przypomniałem. Zdecydowanie nudna - zapamiętuje się zaledwie utwór tytułowy oraz Locomotive Breath. Za dużo akustycznych ballad.
Yes - Tales from Topographic Oceans
Cztery bardzo długie utwory (średnia 20 minut), w większości przeładowane pomysłami, nudne albo męczące. Jedynie Ritual jest fajny - świetny wokal i niezłe patenty brzmieniowe.
Covenant - Northern Light
Nie wiem, czemu ta płyta jest uznawana za najlepszą w dorobku Covenant - niby fajnie się zaczyna (Monochrome), ale potem przechodzi w zwykłą techno-sieczkę (Call the Ships to Port), a następnie w maksymalne nudziarstwo (Bullet, Scared) i patos (Invisible & Silent, Winter Comes). I tak do końca. To już nawet Skyshaper był lepszy...
Jem - Just a Ride
Sympatyczny singielek. Mamy tutaj aż trzy remiksy: genialny, supertaneczny Fatboy Slima, połamany drum'n'bassowy Adama F kontra Pendulum oraz tech breakowy Kid Freeze. Wszystko powodują, że nóżka sama chodzi...
Marillion - Remixomatosis
Marillion zremiksowany. Niestety, nie znoszę wokalu Hogartha, a właściwie tylko to z tych piosenek zostało, w dodatku remiksy są tak strasznie sztampowe, że aż przykro słuchać.
Soulwax - Nite Versions
Zmiksowane w całość kilka utworów i remiksów z płyty Any Minute Now. Sympatyczne, aczkolwiek bez rewelacji. Fajne połączenie NY Lipps i Another Excuse.
Arpanet - Wireless Internet
Electro, momentami dość nieszablonowe, z irytującymi wstawkami wokalnymi (a właściwie gadaniem, szczególnie w pierwszym utworze), ciekawe, ale nie powodujące szybszego bicia serca. Nie chce się wracać do tej płyty.
Dream Theater - Systematic Chaos
Nudziarstwo typowe dla DT. Najciekawszy utwór to Constant Motion, który jest doskonałą kopią Metalliki - nawet wokal jakby Hetfielda. Cytując znany cytat: DT skończyli się na Kill'em All.
Rush - Snakes and Arrows
Krótko: Rush skończył się na Moving Pictures, potem lekko podrygiwał (Signals, Counterparts), ale w końcu wyzionął ducha. Tą płytą na pewno się nie odrodził...
Gorillaz - Gorillaz
Oprócz Clinta Eastwooda reszta jest nudna, wysoce wtórna (Beck takie rzeczy nagrywał parę lat wcześniej) i mało interesująca.
Laibach - Volk
Laibach to klasyka, niektóre starsze płyty mieli dobre, ale ta jakoś mnie nie przekonuje. Owszem, pomysł nagrania hymnów narodowych jest przedni, ale nie podnieca mnie to za bardzo. Wyszedł z tego typowy Laibach (dla wielu to zapewne zaleta).
Dopplereffekt - Gesamtkunstwerk
Takie sobie, sympatyczne electro. Czasem mają fajne brzmienia, ale na dłuższą metę nudne. Ciekawe teksty...
Sirenia - An Elixir for Existence
To już na pewno nie jest metal dla mnie. Nudne, patetyczne, pompatyczne, chaotyczne... Męski wokal nie do przyjęcia.
Pain - Rebirth
Industrial, nawet niezły, chociaż jakoś dziwnie śpiewany - jakby cały czas śpiewało naraz dwóch gości. Fajne klawisze, nieciekawe gitary.
Front Line Assembly - Epitaph
Industrialny electro-pop. Plusem FLA jest dużo ciekawych sampli między utworami. Minusem - cała reszta: wokal, nieciekawe melodie, czasami obciachowe klawisze.
Anathema - The Silent Enigma
Owszem, doom metal jest całkiem fajny, ale muszę mieć specyficzny nastrój do słuchania go. Wysiadłem po trzech, całkiem niezłych utworach...
Samael - Eternal
To nie dla mnie. Patetyczny metal, czasem zahaczający o muzykę klasyczną, ale częściej raczej dość typowy, z melodyjnymi refrenami i nieczytelnym wokalem (albo po prostu mój odtwarzacz mp3 zlewa muzykę z głosem).
In Strict Confidence - Love Kills!
Baaardzo typowy electro-pop, mocno industrialny, zalatujący zdrowo Front Line Assembly, ale takim sprzed 15 lat. Wokal okropny.
Nevermore - Dreaming Neon Black
Kumpel polecał jako "skomplikowany metal" (chodziło o coś w stylu Mastodona). No metal to jest i tyle. Skomplikowany mało, urozmaicony mało, no i wokalista ma taką denerwującą manierę śpiewania.
Mercury Tide - Why?
Super klasyczny metal, a momentami właściwie hard rock. Już dawno grano lepiej, z tej płyty wieje klasyczną nudą.
The Chemical Brothers - Do It Again
Nowy singiel Chemicali, tym razem próbują oni swoich sił na polu electro-house'u. Ze średnim skutkiem - mało wciągający kawałek, bez jakichś wpadających w ucho fragmentów. Dodatkowo na singlu mamy 2 remiksy: Olivera Huntemanna - nudny house i Audiona (a/k/a Matthew Dear) - długi, minimalny kilk house. Też nudnawy. Rozczarowujący singiel.
Heiko Laux - Waves Remixed
Dwa nudnawe remiksy. No, ale czego się spodziewać, skoro już sama płyta Waves zawierała mało urozmaicone kawałki. W każdym razie mało co w tych kawałkach się dzieje - taki sobie house'ik, wpadający jednym uchem, wypadający drugim.
Covenant - Ritual Noise
Sympatyczny singielek, choć zawierający kilka zbędnych wersji utworu tytułowego: (version s) to prawie niczym nie różni się od (main version) - czyli lekko ściętej wersji płytowej. A remiks Terence Fixmera jest beznadziejny - hałaśliwy i nudny. Dużo ciekawsze są kawałki bonusowe: The Island to bardzo fajny, spokojny kawałek, a XRDS mógłby spokojnie wejść na płytę Skyshaper, bo jest lepszy niż niektóre z zamieszczonych tam utworów.
Dublee - Pseudo Harmonia
Elektronika z Japonii. Dość klasyczne brzmienie, momentami mocno dubowe, łagodne, coś w stylu Metope. Raczej nudnawe.
The Chemical Brothers - We Are the Night
Nie mogę zmęczyć tej płyty (tzn. przesłuchać całej). Jest tutaj jeden doskonały kawałek - All Rights Reversed, ale reszta tak mnie nudzi, że nie mogę przestać ziewać...
Underworld - Crocodile
Nowy singiel Underworld rozczarowuje. Crocodile jest mało wyrazisty, za prosty, bez wpadających w ucho szczegółów. Wokal zbytnio "rozmarzony", klawisze cofnięte, bas zbyt delikatny... Remiksy Pete'a Hellera i Olvera Huntemanna są jeszcze gorsze - minimalistyczne, albo bez pomysłu. Szkoda.
Pain of Salvation - The Perfect Element, part I
Mniejsze nudy niż Remedy Lane, ale jednak nudy. Brak jakichś charakterystycznych momentów, godnych zapamiętania. Wszystko zlewa mi się w jedną, długą papkę...
Voivod - Nothingface
Nie znałem nic Voivoda, a zawsze mnie ciekawił. No i teraz go znam i wiem, że to nie dla mnie. Typowy metal lat 80-tych z lekkimi naleciałościami progresywnymi. I tyle.
Pain of Salvation - Remedy Lane
Scarsick podoba mi się bardzo, więc sięgnąłem po ich najsłynniejszą i podobno najlepszą płytę. Niestety - rozczarowanie. Mało czadowa, mało ciekawych pomysłów, dużo łagodnej muzyki z pogranicza zwykłego rocka i progrocka. Szkoda.
Bjork - Innocence
Nudnawe remiksy słabego utworu. Jedynie remiks Alva Noto się broni - mroczny, fajny, wciągający.
Air - Mer du Japon
Ostatnia płyta Air jest niewypałem, ale ten singielek wypada bardzo sympatycznie. Oprócz wersji radiowej mamy tutaj świetny house'owy miks Krisa Menace oraz równie fajny electro-house w wykonaniu The Teenagers. Air, podobnie jak The Chemical Brothers, mają nosa do remikserów.
Jethro Tull - Aqualung
To jak bardzo mnie obeszła ta płyta, niech świadczy fakt, że przesłuchałem ją jakiś miesiąc temu i dopiero teraz sobie o tym przypomniałem. Zdecydowanie nudna - zapamiętuje się zaledwie utwór tytułowy oraz Locomotive Breath. Za dużo akustycznych ballad.
Yes - Tales from Topographic Oceans
Cztery bardzo długie utwory (średnia 20 minut), w większości przeładowane pomysłami, nudne albo męczące. Jedynie Ritual jest fajny - świetny wokal i niezłe patenty brzmieniowe.
Covenant - Northern Light
Nie wiem, czemu ta płyta jest uznawana za najlepszą w dorobku Covenant - niby fajnie się zaczyna (Monochrome), ale potem przechodzi w zwykłą techno-sieczkę (Call the Ships to Port), a następnie w maksymalne nudziarstwo (Bullet, Scared) i patos (Invisible & Silent, Winter Comes). I tak do końca. To już nawet Skyshaper był lepszy...
Jem - Just a Ride
Sympatyczny singielek. Mamy tutaj aż trzy remiksy: genialny, supertaneczny Fatboy Slima, połamany drum'n'bassowy Adama F kontra Pendulum oraz tech breakowy Kid Freeze. Wszystko powodują, że nóżka sama chodzi...
Marillion - Remixomatosis
Marillion zremiksowany. Niestety, nie znoszę wokalu Hogartha, a właściwie tylko to z tych piosenek zostało, w dodatku remiksy są tak strasznie sztampowe, że aż przykro słuchać.
Soulwax - Nite Versions
Zmiksowane w całość kilka utworów i remiksów z płyty Any Minute Now. Sympatyczne, aczkolwiek bez rewelacji. Fajne połączenie NY Lipps i Another Excuse.
Arpanet - Wireless Internet
Electro, momentami dość nieszablonowe, z irytującymi wstawkami wokalnymi (a właściwie gadaniem, szczególnie w pierwszym utworze), ciekawe, ale nie powodujące szybszego bicia serca. Nie chce się wracać do tej płyty.
Dream Theater - Systematic Chaos
Nudziarstwo typowe dla DT. Najciekawszy utwór to Constant Motion, który jest doskonałą kopią Metalliki - nawet wokal jakby Hetfielda. Cytując znany cytat: DT skończyli się na Kill'em All.
Rush - Snakes and Arrows
Krótko: Rush skończył się na Moving Pictures, potem lekko podrygiwał (Signals, Counterparts), ale w końcu wyzionął ducha. Tą płytą na pewno się nie odrodził...
Gorillaz - Gorillaz
Oprócz Clinta Eastwooda reszta jest nudna, wysoce wtórna (Beck takie rzeczy nagrywał parę lat wcześniej) i mało interesująca.
Laibach - Volk
Laibach to klasyka, niektóre starsze płyty mieli dobre, ale ta jakoś mnie nie przekonuje. Owszem, pomysł nagrania hymnów narodowych jest przedni, ale nie podnieca mnie to za bardzo. Wyszedł z tego typowy Laibach (dla wielu to zapewne zaleta).
Dopplereffekt - Gesamtkunstwerk
Takie sobie, sympatyczne electro. Czasem mają fajne brzmienia, ale na dłuższą metę nudne. Ciekawe teksty...
Sirenia - An Elixir for Existence
To już na pewno nie jest metal dla mnie. Nudne, patetyczne, pompatyczne, chaotyczne... Męski wokal nie do przyjęcia.
Pain - Rebirth
Industrial, nawet niezły, chociaż jakoś dziwnie śpiewany - jakby cały czas śpiewało naraz dwóch gości. Fajne klawisze, nieciekawe gitary.
Front Line Assembly - Epitaph
Industrialny electro-pop. Plusem FLA jest dużo ciekawych sampli między utworami. Minusem - cała reszta: wokal, nieciekawe melodie, czasami obciachowe klawisze.
Anathema - The Silent Enigma
Owszem, doom metal jest całkiem fajny, ale muszę mieć specyficzny nastrój do słuchania go. Wysiadłem po trzech, całkiem niezłych utworach...
Samael - Eternal
To nie dla mnie. Patetyczny metal, czasem zahaczający o muzykę klasyczną, ale częściej raczej dość typowy, z melodyjnymi refrenami i nieczytelnym wokalem (albo po prostu mój odtwarzacz mp3 zlewa muzykę z głosem).
In Strict Confidence - Love Kills!
Baaardzo typowy electro-pop, mocno industrialny, zalatujący zdrowo Front Line Assembly, ale takim sprzed 15 lat. Wokal okropny.
Nevermore - Dreaming Neon Black
Kumpel polecał jako "skomplikowany metal" (chodziło o coś w stylu Mastodona). No metal to jest i tyle. Skomplikowany mało, urozmaicony mało, no i wokalista ma taką denerwującą manierę śpiewania.
Mercury Tide - Why?
Super klasyczny metal, a momentami właściwie hard rock. Już dawno grano lepiej, z tej płyty wieje klasyczną nudą.
The Chemical Brothers - Do It Again
Nowy singiel Chemicali, tym razem próbują oni swoich sił na polu electro-house'u. Ze średnim skutkiem - mało wciągający kawałek, bez jakichś wpadających w ucho fragmentów. Dodatkowo na singlu mamy 2 remiksy: Olivera Huntemanna - nudny house i Audiona (a/k/a Matthew Dear) - długi, minimalny kilk house. Też nudnawy. Rozczarowujący singiel.
Heiko Laux - Waves Remixed
Dwa nudnawe remiksy. No, ale czego się spodziewać, skoro już sama płyta Waves zawierała mało urozmaicone kawałki. W każdym razie mało co w tych kawałkach się dzieje - taki sobie house'ik, wpadający jednym uchem, wypadający drugim.
Covenant - Ritual Noise
Sympatyczny singielek, choć zawierający kilka zbędnych wersji utworu tytułowego: (version s) to prawie niczym nie różni się od (main version) - czyli lekko ściętej wersji płytowej. A remiks Terence Fixmera jest beznadziejny - hałaśliwy i nudny. Dużo ciekawsze są kawałki bonusowe: The Island to bardzo fajny, spokojny kawałek, a XRDS mógłby spokojnie wejść na płytę Skyshaper, bo jest lepszy niż niektóre z zamieszczonych tam utworów.
Dublee - Pseudo Harmonia
Elektronika z Japonii. Dość klasyczne brzmienie, momentami mocno dubowe, łagodne, coś w stylu Metope. Raczej nudnawe.

11 listopada 2007 o 19:09:48
I dobrze, teraz wygląda lepiej
11 listopada 2007 o 19:12:02
Popieram.