Polskie seriale #25 - Barwy szczęścia
Mistrzyni rodzimych seriali, czyli scenarzystka Ilona Łepkowska stwierdziła (w końcu), że M jak Miłość zeszło na psy i postanowiła stworzyć kolejny tasiemiec. I tak dostaliśmy serial Larwy..., przepraszam, Barwy Szczęścia. Mamy sympatycznych bohaterów, część młodych, część średnich, część starych. Wszyscy mieszkają obok siebie (podobnie jak w Na Wspólnej) i często ich drogi się krzyżują. Serial okazał się być niezły (dość Łepkowski), zdecydowanie nowocześniej zrealizowany niż M jak Miłość czy Klan, z dodanymi (ostatnio bardzo modnymi) wstawkami w stylu - ona siedzi i patrzy w dal, a w tle leci jakaś polska piosenka. To ostatnie to ohyda. Ale reszta jest już niezła - ciekawe motywy (np. rodzice nienawidzący chłopka córki), nieźli aktorzy (Iza Kuna czy Olaf Lubaszenko), fajne meble z Ikei
Da się oglądać.

12 listopada 2007 o 15:53:17
no prosze. a ja tu czekałem na totalne zgnojenie barw. Ja jeszcze nie widziałem ani jednego odcinka, ale żałosne jest to, ze M jak miłość nie wystarcza łepkowskiej. Ach ta żądza zysku..
12 listopada 2007 o 15:54:19
@Bastian16: Przykro mi, że Cię rozczarowałem, ale uważam, że Barwy... są nawet lepsze od MjakM.
12 listopada 2007 o 15:55:09
tego sie nie spodziewałem.. M jak miłość (Klan zresztą też) przestałem oglądać co najmniej rok temu. Nudy jak jasny skurwysyn.
13 listopada 2007 o 01:04:32
Mi się serial nie podoba. Barwy, każda przypisana innej rodzinie, biją po oczach. Pomysł w sumie jak w późnym, czyli obecnym MjakMiłość- paru bohaterów, dość luźno powiązane losy. Blablabla. Przynajmniej odcinki są krótsze i dynamiczniejsze.
Mam wrażenie, że popsuła się Łepkowskiej scenariuszowa maszynka.