Sven Väth - Fire
28 marca 2008, 11:09:20
(Virgin, 2002)Jak już kiedyś pisałem, nie znałem żadnej solowej płyty Svena, jedynie płyty z remiksami. Postanowiłem więc nadrobić zaległości. Na pierwszy ogień poszedł jego ostatni (jak dotąd) album.
Nie mogę patrzeć na tą płytę inaczej jak przez pryzmat albumu Fire Works, zawierającego remiksy. Fire Works bardzo lubię, tak więc "podstawka" bardzo mnie rozczarowała. Spodziewałem się czegoś interesującego, wciągającego i wpadającego w ucho. Zamiast tego dostałem kilka ciekawych utworów otoczonych przez sieczkę hard techno. Utwory takie jak Shock Ralley, Fire czy Steel porażają wręcz prymitywizmem dźwięków, całkowitym brakiem melodii, mocnym beatem i wwiercającymi się w ucho, drażniącymi dźwiękami. Również Ghost (part 1), nagrany do spółki z Anothony'm Rotherem, pomimo faktu, że jest to rasowe electro, zniechęca do dalszego słuchania płyty. Nie przekonują również single: Mind Games brzmi jakoś dziwnie, ma przetworzony wokal i ogólnie przypomina blade odbicie pokręconego minimal house'u Matthew Deara. Natomiast przeróbka Je T'aime... Moi Non Plus z repertuaru Serge'a Gainsbourga, z gościnnym śpiewem Miss Kittin brzmi jak dowcip - ani to fajne, ani ciekawe, jakieś takie... cukierkowe (co nie zmienia faktu, że Sven ma niezły akcent śpiewając po francusku).
Ale żeby nie było samych minusów - bardzo fajny jest długi trance'owy kawałek Design Music - te bębny i świetny motyw na syntezatorze... Cala Llonga również wypada interesująco - mroczny house, z mnóstwem klików (co później uwypuklił Ricardo Villalobos w swoim remiksie tego utworu). Kończący płytę Heisse Scheibe to minimalny dub, w stylu, który lubię - ciemny, długi, z niezłym basem... Szkoda, że tylko tyle utworów wypada pozytywnie...






