Future Music - polska edycja

30 kwietnia 2008, 13:07:37
Wczoraj, podczas pobytu w jednym z marketów, z zaskoczeniem zauważyłem, że ukazał się pierwszy numer polskiego wydania magazynu Future Music. FM to pismo poświęcone instrumentom i programom muzycznym używanym przez DJ'ów i twórców muzyki elektronicznej (a więc różnego rodzaju syntezatory, miksery, nakładki itp. itd.). Osobiście się na tym w ogóle nie znam, a z FM (wydaniem angielskim) spotkałem się pierwszy raz w 1997 roku. Otóż FM miał w zwyczaju dołączać do pisma płytę CD z różnymi programami, samplami oraz utworami różnych twórców elektronicznych. No i na jednej z płyt znalazł się, nie dostępny wtedy nigdzie indziej, remiks utworu Toxygene zespołu The Orb. A że znajomy kupował to pismo regularnie...

Polska wersja nie zawiera żadnych utworów, wyłącznie oprogramowanie (i to na płycie DVD), ale możemy za to znaleźć w środku 2 wywiady - jeden ze Steve'm Angello, drugi z zespołem System 7 (czyli coś dla mnie). Wywiady są głównie związane z tym jakiego sprzętu używają muzycy przy tworzeniu, ale zahaczają też o inne tematy (np. piractwo). Fajne są zdjęcia muzyków w studiu (no i, czemu trudno się dziwić, S7 to już dziadki ;-) ). W sumie miło, że taka porządna gazeta pojawiła się u nas - ciekawe, czy się utrzyma. Trzymam kciuki.

Meat Beat Manifesto - Autoimmune

28 kwietnia 2008, 21:33:29
(Metropolis, 2008)

Nowe dzieło Jacka Dangersa jest... krokiem wstecz. Po eksperymentach dźwiękowych na płycie RUOK?, po dubowych podróżach na ...In Dub i odwiedzeniu krainy jazzu na płycie At the Center, spiritus movens MBM postanowił powrócić do korzeni i zaproponował nam płytę, która mocno przypomina jego dokonania z końca lat 90-tych. Niestety, oprócz dodania rapu w paru utworach nie pokazuje on niczego nowego. Jest to typowa dla Dangersa mieszanka breakbeatu z elektroniką, dubem, hip-hopem i mnóstwem różniastych sampli. W dodatku gość chyba pogubił się w swoich dźwiękach, gdyż pojawiają się tutaj elementy już dobrze znane, a jedynie lekko przetworzone (np. beat w I Hold the Mic! to to samo co w starszym nagraniu Spinning Round, jedynie lekko przyspieszone). Oczywiście ponownie znajdziemy tu ambientowe przerywniki (końcówka Spanish Vocoder, wyjątkowo chaotyczny Colors of Sound), mocne beaty (Hellfire), a nawet coś, co przypomina pop-rap (Young Cassius). Zdecydowanie rozczarowywująca płyta...

Steve Hillage - Rainbow Dome Musick

21 kwietnia 2008, 21:13:58
(Virgin, 1979)

Kiedy przesłucha się tą płytę, to aż trudno uwierzyć, że powstała ona prawie 30 lat temu!! Brzmi naprawdę bardzo świeżo, nowocześnie i wprost cudownie. Steve Hillage i jego towarzyszka, Miquette Giraudy (tworzący obecnie zespół System 7) nagrali muzykę specjalnie na festiwal Mind-Body-Spirit w Londynie w 1979 roku. Płyta zawiera jedynie dwa utwory i doskonale wpasowuje się w stylistykę takich wykonawców jak Tangerine Dream czy Klaus Schulze. Słyszymy tutaj delikatny ambient, który powoli rozwija się i ewoluuje. Oprócz wszechobecnych syntezatorów mamy też słynną gitarę Hillage'a, która tworzy piękne pasaże dźwiękowe, brzmiące czasami jakby było nie z tej ziemi. A brzmienia syntezatorów nie zestarzały się ani trochę i całość mocno przypomina zwłaszcza płytę Point 3. Water Album obecnej kapeli Hillage'a (płytę wydaną w 1994 roku!!). Naprawdę ponadczasowa muzyka.

PS. Dzięki tej płycie Steve Hillage poznał Aleksa Patersona z The Orb. Po prostu pewnego razu Steve wszedł do jakiegoś klubu w Londynie i, ku swemu zdziwieniu, usłyszał, że DJ gra właśnie jego muzykę. Podszedł do niego (był to Alex), przedstawił się i tak zaczęła się ta, trwająca do dzisiaj, przyjaźń...

Rush - Snakes & Arrows Live

19 kwietnia 2008, 17:18:12
(Atlantic, 2008)

Jak widać zespół Rush postanowił po każdej płycie studyjnej raczyć nas koncertową. Nie wiem czy to dobrze, czy źle. W każdym razie słucha się tego naprawdę przyjemnie - jak zresztą większości koncertówek Rush. Po prostu goście mają dość spójny styl i nawet mieszanie kawałków z 4 dekad (!) nie przeszkadza w niczym, nawet biorąc pod uwagę fakt, że Rush nie jest zespołem improwizującym i zdecydowana większość kawałków brzmi tak jak na płytach - tylko głos Geddy'ego Lee się trochę zestarzał.

Dużym plusem płyty jest dobór utworów. Znajdziemy tutaj pozycje, których na wcześniejszych albumach koncertowych nie było w ogóle (np. Entre Nous, Digital Man czy Circumstances), co oczywiście podnosi wartość tego typu wydawnictwa. Oczywiście dominują utwory z ostatniej płyty (aż 9), ale dostajemy też sporo "staroci" i to nie tylko stałych pozycji w rodzaju Tom Sawyer, Subdivisions, The Spirit of Radio czy Distant Early Warning, ale też sporo innych fajnych kawałków, np. Between the Wheels czy Natural Science. Sporym zawodem jest za to dla mnie uwypuklenie odgłosów widowni. Każdy utwór zaczyna się od niesamowicie hałasujących ludzi, których nie słychać, gdy muzycy zaczynają grać. To pewnie efekt modnej ostatnio kompresji (czyli podgłaśniania wszystkich dźwięków do tego samego poziomu - dlatego całość brzmi jednolicie i tak samo głośno). Cóż, nie można mieć wszystkiego, a Rush lubi eksperymenty z produkcją nagrań (vide "sucha" produkcja Vapor Trails, czy usunięcie "dołów" na Roll the Bones). W sumie: takie sobie, ale przyjemne słuchanko.

Sven Väth - Fusion

17 kwietnia 2008, 10:21:04
(Virgin, 1998)

Zniechęcony słabą płytą z remiksami Six in the Mix, nie miałem ochoty sięgnąć po "podstawkę" - czyli płytę na podstawie której powstały remiksy. Pomimo tego, że już w 1999 roku dobry znajomy bardzo mi ją polecał i zachwalał (nawet puścił kawałek) i pomimo tego, że na kanale Viva mocno katowano utwór tytułowy. Cóż to był za błąd!! Przegapiłem jedną z najlepszych płyt z muzyką elektroniczną, którą spokojnie mógłbym postawić obok moich ulubionych, podobnych gatunkowo, płyt: Fluke Risotto i Underworld Second Toughest in the Infants. Na szczęście nadrobiłem ta zaległość i od paru dni moje uszy cieszą wspaniałe dźwięki płynące za albumu Fusion.

Moja niechęć zastała także, zapewne, wywołana faktem, że do promocji wybrano przede wszystkim utwór tytułowy - nie przystający do całości albumu. Mamy tutaj połączenie orkiestry z elektroniką, w dość zabawnej formie, z marszową perkusją, smyczkami i plumkaniem (na singlu znalazły się fajne remiksy tego utworu autorstwa Fila Brazillia - dużo ciekawsze niż oryginał). Tymczasem cała reszta to super dynamiczne kawałki przemieszane ze spokojniejszymi fragmentami. Dominuje tutaj przede wszystkim progressive house (np. Face It, Scorpio's Movement czy Discophon), choć zdarza się kawałek electro (Schubdüse) czy wyjątkowo minimalistyczny trance (Augenblick). Dodatkowo Sven czaruje nas wciągającym dubem (Sounds Control Your Mind), lekko jazzującym chilloutem (Blue Spliff, Sensual Enjoyments) i trip-hopem (Trippy Moonshine). Dużym rozczarowaniem jest za to dla mnie fakt, że dwa kawałki są dostępne wyłącznie w wersji winylowej. I o ile taki Omen A.M. to kolejny minimalistyczny trance (całkowicie bez melodii), to już Breakthrough jest absolutnie fantastycznym, bardzo tanecznym kawałkiem, którego brak jest mocno odczuwalny w wersji CD. Ale cóż, i tak cała płyta jest - że pozwolę sobie zacytować pewnego znajomego - fenomenalna!

Banco de Gaia - 10 Years Remixed - suplement

15 kwietnia 2008, 09:54:28
W dniu wydania płyty 10 Years Remixed, Toby Marks udostępnił, całkowicie za darmo, 4 remiksy, które nie weszły na płytę. Nie wiem jakie było kryterium doboru remiksów, ale moim zdaniem co najmniej 2 powinny zdecydowanie wejść. Ponieważ dostęp do tych plików trochę się skomplikował, pozwolę sobie zamieścić tutaj bezpośrednie linki do tych utworów wraz z krótkim komentarzem:

Seti I (radium 88 remix)
Remiks nie wnoszący zbyt wiele do oryginalnego kawałka, może zrobił się on tylko bardziej taneczny. Ale bez rewelacji.

Mafich Arabi (temple hedz remix)
Zdecydowanie kiepska rzecz. Można posłuchać, ale raczej wywołuje ziewanie, a nie ciarki na plecach.

Big Men Cry (mazlyn/bliss remix)
A to zdecydowanie mój faworyt. Utwór jest po prostu przepiękny - ta gitara (a może elektroniczne skrzypce), grająca tęskny temat, no i te "insektowe" talerze w tle, no i ten cudowny wokal pod koniec. Absolutnie genialny utwór!! Co prawda BdG ma czasami tendencję do naśladowania Jarre'a czy Vangelisa, ale na szczęście dorzucają sporo od siebie. To właśnie taki kawałek.

How Much Reality Can You Take? (jamie hickey remix)
I drugi świetny remiks. Najdłuższy ze wszystkich odrzutów i zdecydowanie fajny. Świetnie wykorzystany główny motyw oryginału, taneczny rytm... Przyjemny bardzo.

Przeczytane - Jan Grzegorczyk: Cudze pole

14 kwietnia 2008, 21:28:17
Trzeci tom przygód księdza Grosera i zdecydowanie najlepszy. Fantastycznie napisany, pełen dramatycznych zwrotów akcji, świetnych dialogów, ciekawych przemyśleń i fajnych postaci. Czyta się jednym tchem - widać, że autor bardzo się rozwinął w swoim pisaniu i tą książką osiągnął apogeum twórczości. Genialna rzecz!!

The Young Gods - Music for Artificial Clouds

09 kwietnia 2008, 21:47:43
(Intoxygene, 2004)

Tym razem krótko, bo nie ma się co rozpisywać. Drugie podejście zespołu The Young Gods do konceptu płyty z muzyką wyłącznie ambientową (pierwszym było Heaven Deconstruction z 1996 roku). Zdecydowanie, milion razy lepsze niż poprzednie. Muzyka jest bardziej przystępna, dużo mnie mroczna, a momentami nawet bardzo "jasna" (Eregeen, Arcia, Sandvaten), choć zdarza się też "mroczna część mocy" (Oxiam, Tangram, Magnetosphere). To naprawdę spokojna, powolna muzyka, muzycy snują swoje dźwięki leniwie i całość wciąga - choć trzeba przyznać, że nie należy słuchać tej muzyki ani zbyt pochopnie (próbowałem w samochodzie - no, nie da się, wymaga ona skupienia), ani gdy świeci słońce (oj, mrok jest niezbędny)... Dla niektórych może się wydawać ona za mało konkretna - faktycznie, kompozycje czasami są mało rozwinięte, ale właśnie o to chodzi - w końcu to ambient, muzyka tła...

Banco de Gaia - 10 Years Remixed

09 kwietnia 2008, 09:46:43
(Disco Gecko; 2003)

W 2002 roku Toby Marks działający pod szyldem Banco de Gaia postanowił podsumować dziesięciolecie działalności albumem składankowym. Tak powstał dwupłytowy zestaw 10 Years, zawierający charakterystyczną mieszankę ambientu, house'u, breakbeatu i etno. Przez te parę lat Toby zyskał serca wielu słuchaczy na całym świecie, gdyż ta jego mieszanka okazała się bardzo dobrze przyswajalna, nawet przez osoby nie interesujące się zbytnio elektroniką. Rok po wydaniu składanki ukazała się zremiksowana wersja kompilacji. W przeciwieństwie do opisywanej poprzednio płyty Meat Beat Manifesto, ten album z remiksami jest bardziej przyswajalny. Mamy tutaj sporą rozpiętość stylistyczną: króluje dub, ale znajdziemy także drum'n'bass czy trance. Za remiksy chwyciła się śmietanka angielskiej sceny etno-techno i dubu: Transglobal Underground, Zion Train, Loop Guru, Dreadzone, Eat Static czy Asian Dub Foundation.

Najmocniejsze momenty? Zdecydowanie fantastyczny miks dubu z drum'n'bassem w wykonaniu Dreadzone, co w połączeniu z przejmującym śpiewem Jennifer Folkes daje wprost piorunującą mieszankę. Świetne są też stricte dubowe miksy Zion Train i Veloce, oba okraszone "kwaśnymi" motywami i oba zdecydowanie za krótkie. Absolutnym hitem i ewenementem płyty jest za to remiks w wykonaniu bliżej nie znanego mi zespołu Carbomb. Otóż do oryginalnego kapania wody z utworu Drippy oraz wykorzystując charakterystyczny dla tego kawałka opadający bas dołożyli metalowe gitary, perkusję i wokal - co dało nam regularny, metalowy kawałek. Naprawdę świetny fragment muzyki. Przyjemnie słucha się też miksów Eat Static (zwykły trance, wykorzystujący sample ze wszystkich płyt poprzedzających sładankę 10 Years), 100th Monkey & Mr. Noisy (nie wiem kto to, ale bardzo podoba mi się mięsisty bas), Higher Intelligence Agency (fajny, minimalistyczny click) i Future Loop Foundation (bardzo ładny chillout, do oryginalnej, moim zdaniem, genialnej partii saksofonu, dorzucający jeszcze akustyczną gitarę).

Niestety są tutaj też utwory, które bardzo rozczarowują. Długi, ponad 8-minutowy miks Temple of Sound zaczyna się ciekawie, ale potem rozwija się w wyjątkowo nudny i pozbawiony pomysłu drum'n'bass. Miks Asian Dub Foundation to już totalna porażka - całkowicie bez polotu. Loop Guru i Transglobal Underground są trochę lepsze, ale też nie zachwycają - można powiedzieć, że są po prostu poprawne. Nie zmienia to jednak faktu, że płyta jest całkiem udana i można jej słuchać nawet w większym gronie - nie męczy, ani nie przeszkadza.

Przeczytane - Andrzej Pilipiuk: Wieszać każdy może

06 kwietnia 2008, 21:02:51
Po poprzedniej części przygód Jakuba Wędrowycza pozostał mi pewien niesmak, więc trochę nieufnie podchodziłem do kolejnego tomu z serii. I jeżeli krótkie opowiadania raczej nie zachwyciły mnie, a raczej znudziły, to najdłuższa forma, zajmująca prawie całą książkę, Pola Trzcin, okazała się być przezabawna i naprawdę fajna. Nawet klimaty rosyjskie mnie nie odstraszyły. Okazuje się, że Wędrowycz najlepiej sprawdza się w długich opowieściach. No i dobrze.
Wcześniejsze wpisy      Nowsze wpisy