Przeczytane - Sebastian Uznański: Żałując za jutro

29 maja 2008, 09:24:42
Jeden z ciekawszych młodych pisarzy fantastycznych, który moje serce podbił opowiadaniami Książka, która wyjada oczy, Lodowe łzy i, przede wszystkim, Matka Gromów (dostępna w zbiorze opowiadań Tempus Fugit). Zachęcony naprawdę fajnymi, oryginalnymi i ciekawymi opowiadaniami sięgnąłem po jego debiutancką książkę. I trochę się rozczarowałem. Pomyślana jako wielka epopeja, przypominająca trochę strukturą Diunę, książka opowiada o upadku i podniesieniu się następcy tronu "władcy światów", Zanaela. Autor dokonał ciekawego podziału - bohater żyje w świecie science-fiction, ale uciekając przed prześladowcami, przenosi się do równoległego wszechświata, który jest bardziej w konwencji fantasy (smoki, magia, elfy...). W drugiej części powraca do science-fiction, aby pod koniec wymieszać te światy.

Problem z tą książką jest taki, że początkowo dużo się w akcji dzieje, ale w drugiej połowie wszystko siada, traci dynamikę, zaczyna się robić jakoś tak... powolnie. W dodatku przemyślenia bohatera powieści pojawiają się w dość dziwnych momentach i autor ciągnie je przez kilka nawet stron... Brak też jest jakichś ciekawszych pomysłów, choć początkowo jest nawet interesująco, to potem zaczyna się powielanie schematów.

Niemniej jednak całość jest całkiem sprawnie napisana, trzeba w końcu brać pod uwagę, że to debiut książkowy Sebastiana. Jak na to spojrzeć pod tym kątem, to naprawdę nie jest źle. Ale chyba lepiej by było, gdyby książkę trochę odchudzić, albo wręcz przeciwnie - rozbudować, zwłaszcza drugą, bardziej polityczną część.

King Crimson - In the Court of the Crimson King

22 maja 2008, 15:59:58
(Island, 1969)

O tej płycie napisano już tyle artykułów, rozdziałów, wylano tony atramentu, że aż właściwie powinienem się powstrzymać i tylko potwierdzić: tak, to genialna płyta. Ale nie do końca tak uważam. Był to album, od którego zacząłem przygodę z KC - zapewne wielu fanów KC też tak zaczynało. Rzeczywiście, jest to płyta niezwykła, jak na ówczesne czasy prawdziwie rewolucyjna - nikt tak nie grał, żadna płyta nie brzmiała tak dobrze (naprawdę, całość nadal dobrze brzmi, w przeciwieństwie np. do płyt Pink Floyd z tego okresu), mało który zespoł grał z taką niesamowitą energią...

Zaczyna się niesamowicie. 21st Century Schizoid Man to do dzisiaj jeden z moich ulubionych utworów zespołu. Niesamowita mieszanka hard rocka i jazzu, kipiąca energią, z tym świetnym riffem, genialnymi solówkami gitary i saksofonu, chaotyczną kodą... Cudo. Co ciekawe, dopiero teraz, po nie słuchaniu płyty przez kilka lat, zauważyłem, że solówka Frippa w tym utworze bardzo przypomina jego późniejsze solówki - widać, że gość od początku wiedział jak chce grać... Później mamy już spokojniejsze kawałki: I Talk to the Wind z genialną partią fletu, podniosły, najbardziej znany utwór grupy, Epitaph czy tytułowy, z fajną końcówką (choć trwający trochę za długo, jak dla mnie, podobnie zresztą jak Epitaph). I byłaby to płyta naprawdę doskonała, gdyby nie najdłuższy na płycie utwór, Moonchild. Początek to zwykła, spokojna ballada, ale potem zaczynają się takie nudy, że człowiek przez te 10 minut nic tylko ziewa. Ponoć to doskonały fragment jazzu, ale mnie te plumkania, pojedyncze dźwięki i drażniąca w uszy cisza po prostu odpychają. Żeby chociaż dorzucili np. odgłosy przyrody, o wtedy by się zrobiło naprawdę ambientowo. A tak jest zwyczajnie nudno.

Ogólnie jednak rzecz biorąc, częściej słucham Poseidona lub płyt z Wettonem i Brufordem, niż debiutu. Choć to dobra płyta, jakoś nie pociąga mnie tak bardzo...

Koniec dominacji Winampa

18 maja 2008, 22:19:42
Nie napisałem jeszcze o moim niedawnym odkryciu. Z przyzwyczajenia używałem Winampa do słuchania muzyki i, co dla mnie bardzo istotne, do tworzenia playlist. Coraz mniej mi się podobał i szukałem czegoś innego. Foobar 2000 odrzucał mnie właśnie kiepską obsługą playlist - być może da się to ulepszyć jakąś wtyczką, ale brakowało mi cierpliwości do konfigurowania - potrzebowałem czegoś innego. Pozostałe znane mi odtwarzacze przerażały ciężkością (np. JetAudio). Aż w końcu znalazłem...

AIMP2

Ma wszystko to, czego potrzebuję, a nawet więcej. Doskonale odtwarza wszelkie pliki muzyczne (więc Winamp poszedł do piachu), dobrze obsługuje playlisty, zajmuje mało pamięci (tylko 5 MB i to cały czas), jest ładny (to też jest dla mnie istotne), przypomina Winampa (więc nie trzeba się zbyt dużo uczyć od nowa) i dodatkowo posiada funkcje, o których mi się nie marzyło, a nawet nie wiedziałem, że są tak przydatne. Przede wszystkim w playliście mam zakładki - dzięki temu mogę szybko wrócić do tego, czego słuchałem, oraz edytować playlisty podczas słuchania czegoś innego. Olbrzymia wygoda!! Poza tym z programem dołączone są 3 dodatkowe programiki:

1. konwerter audio, który nie dość, że doskonale przerabia pliki z różnych formatów, a także zmienia kodowanie mp3 (i to dość szybko), to jeszcze potrafi zrzucać płyty CD do dowolnego formatu (a więc Audiograbber poszedł do piachu),

2. rejestrator dźwięku, dzięki któremu mogę sobie zapisać to co słyszę (np. na stronie www) do pliku,

3. edytor znaczników, który akurat jest mi zbędny, ale pewnie innym się przyda.

Całość jest spolszczona, ergonomiczna i w ogóle super. Zdecydowanie polecam!!

Gel-Sol - IZ

18 maja 2008, 17:03:20
(Psychonavigation/Upstairs Recordings, 2008)

Oto coś, czego można się było spodziewać po tym artyście (albo i nie). Mój ulubiony współczesny wykonawca muzyki elektronicznej postanowił pójść śladem Kaito i wydać coś absolutnie i całkowicie ambientowego, bezbeatowego i klimatycznego (Brian Eno się kłania). I tak oto otrzymaliśmy album IZ. 9 utworów, wszystkie utrzymane w tej samej stylistyce: długie pasaże klawiszowe, leniwe dźwięki, podniosły klimat, utwory pozbawione wyraźnego rytmu... Wszystko powoli płynie, delikatnie przelewa się z pustego w próżne...

Oczywiście cały czas słychać, że to Gel-Sol, choć brakuje tutaj jego przepychu dźwiękowego, znanego z poprzednich płyt, tej wielowarstwowości. Tutaj mamy tylko kilka nałożonych na siebie dźwięków, które spokojnie wpływają do głowy i tam zostają przez te 65 minut trwania płyty. Można się zrelaksować, odprężyć, odpocząć. Sporadycznie pojawi się jakaś linia basu (As Far Ae Eye Can See, Secret Island), albo jakiś krótkie sample wokalne (IZ, Mourning Wok, Raneboze, Orca) czy odgłosy natury (Disko Bay, Your Day in the Sun)... Czasami robi się trochę mroczniej (Raneboze, Orca), czasami jaśniej (Your Day in the Sun)... Jeżeli ktoś zna płytę The Young Gods Music for Artificial Clouds, to te dźwięki wydadzą mu się mocno znajome - to ta sama estetyka...

Lusine - Podgelism

18 maja 2008, 16:32:40
(Ghostly International, 2007)

Po przesłuchaniu kilkudziesięciu płyt ze współczesną elektroniką niemiecką dochodzę do wniosku, że wszyscy zaczynają grać to samo. Bez względu na nazwę wykonawcy, wytwórnię, wszyscy chcą grać albo minimal albo deep house. Dobrym przykładem jest ten zbiór remiksów. Niezależnie od tego, czy słuchamy miksu Apparata, czy Johna Tejady, czy Matthew Deara (chociaż ten wyróżnia się przynajmniej tym, że dodatkowo śpiewa), czy samego Lusine, czujemy, że to wszystko na jedno kopyto. Nie pomaga nawet odrobina hip-hopu w utworach Still Frame i Auto Pilot. Nawet Robag Wruhme nie wzrusza, choć jako jedyny jest ciutkę lepszy niż cała reszta. Bardzo rozczarowywujący album.

The Vegetable Orchestra - Remixed

18 maja 2008, 12:33:21
(Karmarouge, 2008)

W przeciwieństwie do innych Orkiestr, nazwę Orkiestra Warzyw należy traktować dosłownie. Ci austriaccy muzycy postanowili tworzyć muzykę za pomocą warzyw i instrumentów stworzonych z warzyw (np. flet z marchewki). Dość intrygujący i oryginalny pomysł, gorzej z rezultatem. Powstała muzyka pełna plumkania, ciamkania, stuków i szurań. Mało słuchalna. Swoje dzieło wydali w 2003 roku, na płycie Automate. Płyta została uzupełniona 3 winylami z remiksami, a w tym roku te remiksy zebrano na jednej płycie dorzucając jeszcze trzy nowe miksy.

Niestety, ponieważ materiał wyjściowy był kiepskiej jakości, również remiksy nie za bardzo się udały. W większości przypadków mamy tutaj skrajny minimalizm - delikatny rytm, słabo słyszalny bas oraz... plumkanie, ciamkanie, stuki i szuranie. Nawet taki wiruoz konsolety jak Ricardo Villalobos poległ na całej linii tworząc swój najdłuższy (ponad 17 minut) i zarazem chyba najmniej interesujący remiks w karierze. Co ciekawe większość remiksów brzmi jak blade odbicie jego twórczości - pomimo faktu stworzenia ich przez innych wykonawców (np. Anja Schneider, Luciano, Frank Martiniq, Sian, Martini Bros). Niektórzy, jak Basteroid i Oliver Hacke, próbują urozmaicić monotonię dodatkowymi klawiszami, ale i tak nic z tego ciekawego nie wychodzi. Ta płyta to zdecydowana strata czasu.

Przeczytane - Isaac Asimov: Świat Robotów 2

18 maja 2008, 11:40:02
To zbiór opowiadań, częściowo znanych już z książki Ja, Robot. Wszystkie opowiadania traktują o problemach związanych z robotami i 3 Prawami Robotyki. Fajne, przyjemne czytadło. Ale bez większych refleksji (w końcu to stare opowiadanka).

The Young Gods - Knock on Wood. The Acoustic Sessions

16 maja 2008, 23:22:52
(Play It Again Sam, 2008)

Kiedy pierwszy raz przeczytałem o tym projekcie byłem mocno zaskoczony. Zespół, który opiera swoje brzmienie na samplerach postanowił nagrać akustyczne wersje swoich kawałków? Dość dziwny pomysł. A jednak się udało - i to bardzo się udało. Knock on Wood to doskonała płyta. Wielowarstwowa, urozmaicona, bardzo przyswajalna i bardzo, ale to bardzo ciekawie zaaranżowana.

Weźmy pierwszy utwór, Our House. W oryginale oparty był na zapętleniu jednego fragmentu, powtarzanego w kółko. Tutaj ten sam motyw grany jest na gitarach akustycznych. Nawet oryginalny atak ściany gitarowej jest tutaj powtórzony - ale także na akustykach. Po prostu miodzio. Inne kawałki też nie ustępują swoim oryginalnym wykonaniom. I'm the Drug to tak samo dynamiczny utwór, jak jego elektroniczny pierwowzór, a Everythere jest, moim zdaniem, nawet lepszy - świetne są te nagłe wejścia perkusji - dynamika pełną gębą. Charlotte, zgodnie z oryginałem, oparte jest na brzmieniu akordeonu, She Rains jest doskonale spokojną balladą, a przeboje Gasoline Man i Skinflowers także zostały świetnie odzwierciedlone. Najbardziej jednak zaskakuje dobór utworów: pięć kawałków ze słynnej płyty TV Sky, tylko 2 z ostatniej, nic z pierwszej, ani z Only Heaven, ani Second Nature. Najwyraźniej TYG postanowili powrócić do rockowego grania. Pokazuje to jedyny nowy kawałek, Freedom - bardzo rockowy, dynamiczny i dość klasyczny w konstrukcji. W niczym nie przypomina dobrze znanego Young Gods. W przeciwieństwie do najdłuższej kompozycji na płycie - przeróbki utworu Ghost Rider (autorstwa Suicide). 12 minut transu, wspartego samplami (a jednak), ale bardzo dyskretnymi, z cytatami z Donnez Les Esprits (jedyny akcent Only Heaven na płycie), ze świetnymi solówkami gitarowymi... Cudo. Doskonała płyta.

Remastery rządzą

16 maja 2008, 21:03:33
Miałem napisać o czymś innym, ale dzisiejsze wieści ścięły mnie z nóg:

1. 23 czerwca ukazują się 2 (dwa!!) remastery płyt Orba: Pomme Fritz oraz, jak już kiedyś pisałem, najwspanialszej, najpiękniejszej i najgenialniejszej płyty stworzonej przez człowieka, czyli Orbus Terrarum. Dla ciekawych spis utworów:

Pomme Fritz

Disc 1:

1. Pomme Fritz (meat 'n veg)
2. More Gills Less Fishcakes
3. We're Pastie To Be Grill You
4. Bang 'er 'n Chips
5. Alles Ist Schoen
6. His Immortal Logness

Disc 2:

1. Sausage Tats Mit Gravy (dom mix #1)
2. Star Twister (pomme fritz & apple sauce mix)
3. Potato Fields of Electric Gliding Blue (ambient mix)
4. Eastern Hot Dogs in Gardens of Dub (lx mix)
5. Wrapped with Salt & Vinegar (thomas fehlmann mix)


Orbus Terrarum

Disc 1:

1. Valley
2. Plateau
3. Oxbow Lakes
4. Montagne D'or (der gute berg)
5. White River Junction
6. Occidental
7. Slug Dub

Disc 2:

1. Plateau (all hands on deck mix - 2am)
2. Slug Dub (dumpy dub)
3. Valley (mix 3 dubby)
4. White River Junction (zoom vinegar mix)
5. Oxbow Lakes (andy's space mix)
6. Peace Pudding (occidental)


Jak widać - na bonusowych dyskach prawie same niepublikowane wcześniej kawałki - znam jedynie miks Oxbow Lakes. Mam nadzieję, że okażą się one równie fajne, jak świetny miks Close Encounters z ubiegłorocznego remastera U.F.Orb. Ojej, ale się ucieszyłem ;-) Cóż za miła niespodzianka. Oby to tylko się potwierdziło...


2. 2 dni później, czyli 25 czerwca, niestety, jedynie w Japonii, pojawi się płyta The Bells! The Bells! zespołu Underworld, zawierająca remiksy z singli oraz jeden całkiem nowy utwór. W sumie średnio interesujące wydawnictwo, zważywszy, że większość miksów jest już dostępna na różnych singlach, ale i tak miła rzecz. Spis utworów:

CD:

1. Parc
2. Crocodile (innervisions orchestra mix)
3. Beautiful Burnout (pig & dan remix)
4. Beautiful Burnout (mark knight remix)
5. Ring Road (autokratz remix)
6. Ring Road (kris menace remix)
7. Holding the Moth (audiojack remix)
8. Boy, Boy, Boy (switch remix)

DVD:

1. Crocodile (video)
2. Boy, Boy, Boy (video)
3. Beautiful Burnout (video)
4. Ring Road (video)
5. Beautiful Burnout (live at the oblivion ball, japan 2007 - video)

Jak widać DVD jest ciekawsze niż CD, choć na płytce są 3 niepublikowane dotąd remiksy...

Przeczytane - Wiktor Żwikiewicz: Kajomars i inne opowiadania

13 maja 2008, 12:33:49
Po zapoznaniu się z bujnym życiorysem Wiktora Żwikiewicza postanowiłem w końcu zapoznać się z jego twórczością science-fiction. Niestety, Kajomars i inne opowiadania okazało się być jedyną książką dostępną w Bibliotece UJ, dlatego też zaopatrzyłem się w nią. No i wygląda na to, że jestem za głupi na jego opowiadania. Nie zrozumiałem z nich nic, tytułowe opowiadanko wydało mi się zwykłym bełkotem, w dodatku obarczonym dość dziwnym sposobem pisania. Nie dla mnie te filozoficzne wywody...
Wcześniejsze wpisy      Nowsze wpisy