Przeczytane: Robert A. Heinlein - Kawaleria kosmosu

25 czerwca 2008, 10:56:43
Nie oglądałem filmu Żołnierze kosmosu, nie grałem w grę Starship Troopers, więc nie miałem uprzedzeń. Książka niezła, ale równie dobrze mogłaby nie być książką science fiction - to właściwie opis wojskowej kariery chłopaka, tyle że na tle wojny z kosmitami. Całkiem dobrze napisana, ciekawe przemyślenia psychologiczne, książka niby popierająca wojsko, ale z drugiej strony pokazująca jego ludzką twarz. Fajnie się czytało, choć końcówka rozczarowuje - wygląda jakby to była pierwsza część serii...

Przy okazji doszedłem do wniosku, że lata 1950-60 były chyba najlepsze dla science-fiction. Powstało wtedy tyle fajnych książek, które nie skupiały się na części technologicznej, ale także na tej "ludzkiej". Muszę poczytać więcej rzeczy z tamtych lat...

Wywiad z Battles na Onecie

19 czerwca 2008, 21:48:12
No proszę, nawet taki zwykły portal jak Onet potrafi mnie pozytywnie zaskoczyć. Właśnie ukazał się tam wywiad z Johnem Stanierem, perkusistą zespołu Battles, który to zagra u nas na festiwalu Nowa Muzyka w Cieszynie. Całkiem ciekawy wywiad, choć zawiera parę drobnych merytorycznych błędów.

The Future Sound of London - The Pulse EPs

16 czerwca 2008, 20:37:15
(Jumpin' & Pumpin', 2008)

Od zeszłego roku zespół The Future Sound of London, zamiast przedstawić światu jakieś nowe nagrania, grzebie w swoich przepastnych archiwach i podtyka nam różne, niepublikowane do tej pory nagrania. Ale oprócz tego sięga także po rzeczy, które lata temu zostały wydane, ale obecnie są już niedostępne, a ich oryginalne wydania osiągają na Ebay'u astronomiczne ceny. Daltego też powstał ten album - zbierający na jednej płycie 4 EP-ki wydawane w latach 1991-1992.

Pewną zmyłką może być fakt, że na tych czterech EP-kach występowali różni wykonawcy: Mental Cube, Indo Tribe, Smart Systems, Yage, no i sam FSOL. Jednakże za tymi buńczucznymi nazwami kryją się dwaj panowie: Garry Cobain i Brian Dougans - czyli FSOL właśnie. A że rozpierała ich energia i kipieli od nadmiaru pomysłów... Dlatego właśnie nagrywali pod różnymi nazwami. Dawało im to równocześnie możliwość dywersyfikowania swojego stylu - choć właściwie takich dużych różnic w ich ówczesnej twórczości nie było.

Osobiście czuję pewien sentyment do elektroniki z tamtych lat - twórcy nie narażali się na zarzut wtórności, mogli rozwinąć skrzydła i tworzyć, co im wpadło do głowy. Oczywiście wiele rzeczy bardzo się zestarzało (elektronika chyba na każdym polu bardzo szybko się starzeje), ale niektóre kawałki nadal dają radę. Można spokojnie przejść na utworami FSOL - oprócz utworu Hardhead, wszystkie kawałki ukazały się na płycie Accelerator z 1992 roku - choć tutaj mamy ich niezmiksowane wersje. Z pozostałych utworów kilka należy wyróżnić: wszystkie utwory Indo Tribe (oprócz irytującego I've Become What You Were i nudnawego Shrink) są świetne, szczególnie Bite the Bullet Baby z doskonałym motywem przewodnim - dynamiczny, porywający - przypominający trochę późniejsze dokonania Fluke - oraz acid house'owe Bring in the Pulse i In the Mind of the Child - doskonałe na rozgrzanie imprezowiczów. Fajny jest też utwór Owl, trochę zbliżony do wczesnych dokonań FSOL. Zawodzą za to inne wcielenia muzyków, szczególnie agresywne acidy Smart Systems - chaotyczne i bez polotu. Pozostałe dwa kawałki: Yage w nagraniu Calcium to utwór także dostępny na Acceleratorze, a jedyny kawałek Mental Cube jest całkiem przyjemny, choć trochę za krótki. W sumie wyszła fajna składanka - ale chyba wyłącznie dla fanów.

Fluke - Progressive History XXX

15 czerwca 2008, 20:09:24
(Circa Records, 2002)

Rzadko się zdarza, aby w muzyce elektronicznej ktoś wydał boks płytowy. A jeżeli już, to jest to raczej zbieranka singli (np. Massive Attack Singles 90/98). Tym bardziej cieszy mnie, że powstało coś takiego jak Progressive History XXX - zespół Fluke, choć może niedoceniany, stworzył jednak swój własny, określony styl, który można określić jako połączenie breakbeatu z progressive house'm. Dzięki takim przebojom jak Atom Bomb czy Absurd (które fani filmów akcji na pewno znają, choć niekoniecznie kojarzą nazwę kapeli) na stałe zapisał się w historii muzyki. W boksie znajdziemy tutaj 3 kompakty podzielone wg określonego klucza.

Pierwsza płyta to utwory Fluke z lat 1989-1991. Dokumentują one młodzieńczy okres, kiedy to niedoświadczeni muzycy tworzyli muzykę błahą, bardzo electro-popową, a zarazem posiadającą pewien urok, a czasami nawet pokazującą przyszłe charakterystyczne elementy grupy (np. motoryczny bas w Glorious, dynamika w Jig, czy powolne tempo w The Bells). Słucha się tego przyjemnie, choć czasami człowiek uśmiechnie się nad tymi naiwnymi kompozycjami. Polecam do słuchania we dwoje - to muzyka łatwa i przyjemna. Dla fana ma jeszcze jedno znaczenie - znajduje się tutaj parę trudno dostępnych utworów, często nie dostępnych wcześniej w ogóle na płycie CD (np. Philly (jamateur mix)).

Drugi album to wybór utworów z 3 poprzedzających boks płyt, czyli Six Wheels on My Wagon z 1993 roku, Oto z 1995 i Risotto z 1997. Co ciekawe, nie jest to wybór najbardziej znanych kawałków (te znajdziemy na innej płycie, Progressive History X z 2001 roku, która była zwykłym składakiem). Możemy za to obcować z bardziej łagodną stroną Fluke, gdyż, poza paroma wyjątkami, mamy tutaj wybór tych łagodniejszych utworów z wzmiankowanych płyt. Słucha się tego wyśmienicie i spokojnie mogę stwierdzić, że jest to najlepsza płyta całego zestawu. Cieszy tym bardziej, że znajdziemy tutaj niedostępną wcześniej w wersji CD wersję utworu Kitten Moon.

Trzeci album to już prawie same rarytasy. Zawiera on wyłącznie remiksy wybrane z singli, które promowały prezentowane na płycie nr 2 albumy. Miksy Electric Guitar, Slid, Groovy Feeling, Bubble i Absurd były do tej pory dostępne tyko i wyłącznie na winylach i to często promocyjnych, dlatego możliwość posiadania ich w wersji CD i to w świetnej jakości dźwięku naprawdę ucieszy każdego fana. Szkoda tylko, że wydawcy nie byli bardziej konsekwentni i zamiast wrzucać łatwo dostępne miksy Atom Bomb, Tosh, Squirt i Bullet, nie pokusili się na wrzucenie innych wersji utworów, właśnie tych bardziej niedostępnych. Dobre i to. Słucha się fajnie, zawartość cieszy i szkoda tylko, że miksy zajmują jedynie 1 płytę. Ale coś za coś.

W sumie boks jest naprawdę bardzo fajny, polecam każdemu fanowi dobrego breakbeatu, chilloutu i house'u - jest w czym wybierać. Fanów Fluke nie muszę namawiać.

Edit: Na deser - cały boks do przesłuchania.

Przeczytane - Tomasz Łysiak: Szalbierz

15 czerwca 2008, 19:41:36
Szalbierz to rzecz dziejąca się w odległych, średniowiecznych czasach, w czasach najazdów Tatarów na Polskę. Tytułowy Szalbierz przez przypadek zaczyna tworzyć drużynę, która uratuje kraj przed najeźdźcami (jest to część 1 z 3). Od razu nasuwają się skojarzenia z Trylogią husycką Sapkowskiego. Owszem, książkę czytało się bardzo przyjemnie, przygody były dość ciekawe, ale... Łysiak to nie Sapkowski i, niestety, strasznie momentami przynudza. Opisy przyrody, czy też przemyśleń niektórych ciągną się czasami na kilka stron, a przez to siada trochę dynamika powieści. Inna sprawa, że przygody dzielnych bohaterów też nie są jakoś zbytnio dynamiczne... Ale i tak jest to niezła rzecz, zwłaszcza jak na debiut. Czekam na resztę.

Soulfly - Prophecy

15 czerwca 2008, 19:37:47
(Roadrunner, 2004)

Prawdę mówiąc znam dobrze tylko pierwszą płytę Soulfly, razem liznąłem także drugą, Primitive. Do 4. w kolejności albumu kapeli Maksa Cavalery przyciągnęła mnie świetna przeróbka utworu In the Meantime zespołu Helmet. Naprawdę wierna oryginałowi, a zarazem mająca niesamowitego kopa. I ta spokojna końcówka... No właśnie. Prawie cały album składa się z takich kawałków - duży kop, świetne riffy (doskonała produkcja!!) i dodatek - na początku, w środku albo na końcu. Albo to ambient (końcówka Prophecy), albo jakieś pogranicza jazzu (Mars, I Believe, Porrada), albo coś innego. Widać, że zespół zarazem poszukuje, jak i pozostaje wierny obranej wcześniej ścieżce. Mamy też pewien dualizm w mocniejszych kompozycjach: część jest niesamowicie czadowa (krótkie Defeat U i Execution Style, świetny tytułowy kawałek, Born Again Anarchist), a część przygniata ciężarem (Living Sacrifice, I Believe, Mars). Czyni to z płyty dość urozmaicony materiał.

Jest jednak jedna rzecz która w ogóle mi nie odpowiada. Otóż w swoich poszukiwaniach Max posunął się trochę za daleko. Prawie 8-minutowy utwór Moses to mieszanka zwykłego reggae z metalem - w ogóle mnie nie przekonuje, a wręcz odrzuca. Tak samo jak kończąca płytę banalna balladka Wings z gościnnym damskim wokalem. Moim zdaniem to całkiem chybione kawałki. Gdyby nie one płyta byłaby dużo lepsza.

Remastery rządzą cz.2

06 czerwca 2008, 21:40:47
Oto co dzisiaj dostali niektórzy fani Orba. Nie będę tłumaczył (choć jest tam parę faktów do poprawienia), ale zarzucę tak jak przyszło:
COMING JULY 28, 2008:

Re-mastered & Expanded versions of Island Records albums

July 28th sees the re-release of a salvo of Orb albums through Universal Catalogue. All four albums, Pomme Fritz, Orbus Terrarum, Orblivion & Cydonia were all originally released on Island Records.

All four albums come as 2-CD packages and include fully re-mastered versions of the original albums, deluxe, expanded packaging with sleeve notes from Kris Needs plus rare and previously unreleased mixes from the period of the original album releases.

...::: Pomme Fritz :::...

Disc 1 (original album)
01: Pomme Fritz (Meat 'n' Veg) - 9.02
02: More Gills Less Fish Cakes - 8.03
03: We're Pastie To Be Grill You - 7.11
04: Bang 'Er 'N' Chips - 7.44
05: Alles Ist Schoen - 7.26
06: His Immortal Logness - 2.05

Disc 2 (Remixes)
01: Sausage Tats Mit Gravy - Dom mix #1 - 11.35
02: Star Twister - Pomme Fritz & Apple Sauce mix - 6.39
03: Potato Fields of Electric Gliding Blue - Ambient mix - 10.57
04: Eastern Hot Dogs in Gardens of Dub - Lx mix - 11.31
05: Wrapped With Salt & Vinegar - Thomas Fehlmann mix - 10.08

Released in July 1994, Pomme Fritz was the bands first album for Island Records having released their first two albums for Big Life. By now something of a 'household name' thanks to the success of 2nd album U.F.Orb, Pomme Fritz, sub-titled The Orb's Little Album, came as something of a shock to fans and critics alike. At 41 minutes it was, in Orb terms, something of a sprint and following the almost 'pop' sensibility of tracks such as Perpetual Dawn & Little Fluffy Clouds the disjointed, dissonance of Pomme Fritz was at odds to what had gone before, yet with hindsight Orb leader Alex Paterson see the album in terms of wiping the slate clean in order to begin again.

...::: Orbus Terrarum :::...

Disc 1 (original album)
01: Valley - 7.36
02: Plateau - 12.49
03: Oxbow Lakes - 7.28
04: Montagne D'or ( Der Gute Berg ) - 10.41
05: White River Junction - 9.36
06: Occidental - 13.54
07: Slug Dub - 15.49

Disc 2 (Remixes)
01: Plateau - All Hands On Deck mix - 2AM - 15.45
02: Slug Dub - Dumpy Dub - 12.29
03: Valley - Mix 3 Dubby - 10.54
04: White River Junction - Zoom Vinegar mix - 13.09
05: Oxbow Lakes - Andy's Space mix - 8.45
06: Peace Pudding ( Occidental ) - 13.30

1995 saw the release of Orbus Terrarum, an album many Orb officianados see as something of a lost classic. The last album to feature Kris 'Thrash' Weston (who would be replaced with Andy Hughes), it still baffled many UK critics who were, at the time, in thrall to the prevailing flavour du jour of Britpop, yet it proved to be the bands biggest success in the U.S. More organic and straight-forward than its predecessor only one single, Oxbox Lakes was lifted from the album.

...::: Orblivion :::...

Disc 1 (original album)
01: Delta Mk II - 7.00
02: Ubiquity - 6.13
03: Asylum - 5.19
04: Bedouin - 4.31
05: Molten Love - 6.39
06: Pi - Part One - 1.05
07: S.A.L.T. - 7.54
08: Toxygene - 5.19
09: Log of Deadwood - 1.13
10: Secrets - 5.32
11: Passing of Time - 9.27
12: 72 - 11.23

Disc 2 (remixes)
01: Delta Mk II - Love Bites mix - 14.21
02: Bedouin - The Sheik's Film mix - 10.03
03: Log of Deadwood - Implanting Machines mix - 1.23
04: Secrets - I Love A Woman In Uniform mix - 8.25
05: Passing of Time - Ambient mix - 9.05
06: Molten Love - Orbits of Venus mix - 12.24
07: S.A.L.T - Snow mix - 9.12
08: Toxygene - Kris Needs Up For A Fortnight mix - 7.59
09: Asylum - Soul Catcher mix - 7.27

2 years later in 1996 the Orb would return with Orbilivion, an album that would see them return to the commercial success they had achieved with their first two albums and spawn what was to be their biggest single to date. Now primarily Paterson & Hughes, the Orb scored their 1st top 5 single with Toxygene the first single to be lifted from the album. Starting life as a rejected remix of the Jean Michel Jarre track Oxygene (turned down as it bore no resemblance to the original) the single reached number 4 in January of 1996. The album saw the band re-capture some critical ground as reviews celebrated the long-player as something of a 'return to form'.

...::: Cydonia :::...

Disc 1 (original album)
01: Once More - 4.18
02: Promis - 5.27
03: Ghostdancing - 7.29
04: Turn It Down - 8.29
05: Egnable - 1.58
06: Firestar - 0.46
07: A Mile Long Lump of Lard - 6.21
08: Centuries - 4.22
09: Plum Island - 5.22
10: Hamlet of Kings - 7.56
11: 1,1,1 - 0.36
12: Edm - The Blackhole mix - 4.12
13: Thursday's Keeper - 4.09
14: Terminus - 11.16

Disc 2 (remixes)
01: Centuries - Eurofen mix - 4.45
02: Ghostdancing - Version - 6.45
03: Hamlet of Kings - Version - 7.58
04: Firestar - Front Bits - 1.14
05: Centuries - Wine, Woman & King mix - 4.01
06: Once More - Scourge of the Earth mix - 4.53
07: Plum Island - Flat mix - 5.21
08: Promis - Version - 5.46
09: Once More - Bedrock Edit 2 - 8.04
10: Turn It Down - Long Version - 9.08
11: Terminus - Andy's mix - 13.30

Despite the various corporate reshuffles at the Orb's label, Cydonia, the final album for Island, finally emerged in 2001. Recorded in 1999, the album played to the Orb's strengths. Moments of bass heavy ambience, recalling the heady days of the early 90's sat alongside 'pop' moments such as the first single from the album, Once More. Soon after its release the band parted company with the label, following a final 'greatest hits' compilation U.F.Off and a legendary show at the Royal Albert Hall.


Jak widać ukażą się aż 4 reedycje (Boże, kiedy ja uzbieram na to wszystko kasę? Choć podobno płyty mają kosztować jedynie 11 funtów, co przy obecnym kursie daje nam jakieś 50 zł - nie najgorzej). Dodanie czasów pozwala domyślać się jakie ciekawe bonusy pojawią się na dodatkowych płytach. Przykładowo Plateau (all hands on deck mix - 2am) to może być utwór Plateau (andy's dub) znany ze składaka Orbscure Trax (a może też nie być), Passing of Time (ambient mix) to może być Passing of Time (film mix), znany z kasety dołączonej do pewnej angielskiej gazety w 1997 roku...

Nie zmienia to jednak faktu, że większość utworów nie była publikowana i nawet jeżeli dostaniemy wyłącznie "wariacje-na-temat" to fani i tak będą się cieszyć. Ja na pewno będę wysoko podskakiwał... Szkoda tylko, że przesunęli termin wydania na 28 Lipca... Trzeba czekać jeszcze prawie DWA miesiące... Cóż za test dla moich nerwów...

Fear Factory - Archetype

03 czerwca 2008, 21:48:08
(Roadrunner, 2004)

Przyszły gorące dni, a że w takim klimacie moja pokręcona psychika lubi się dodatkowo katować ostrą i ciężką muzyką, postanowiłem sięgnąć po coś w takim właśnie stylu. Fear Factory - jedna z ciekawszych (dla mnie) kapel metalowych, łącząca industrial z metalem, posiadająca cyborga za perkusją (gość w takim tempie potrafi wybijać na stopie rytm, że to niemożliwe, aby był człowiekiem - to na pewno częściowo robot...), którego ulubionym zajęciem jest małpowanie stopą wszystkich riffów gitarowych, granych w dość ultra-szybkim tempie...

Płyta Archetype powstała jest pierwszą nagraną po rozpadzie i reaktywacji kapeli. Pierwszą nagraną bez jednego z założycieli, gitarzysty Dino Cazaresa (jego obowiązki przejął dotychczasowy basista, Christian Olde Wolbers). Panowie postanowili sobie odpuścić troche industrialne klimaty, choć klimatyczne klawisze nadal pozostały, jak również tendencja do łączenia wykrzyczanych zwrotek i melodyjnie zaśpiewanych refrenów. Czyli ogólnie rzecz biorąc - stare dobre Fear Factory. Ten patent dobrze słychać w takich kawałkach jak Slave Labor, Act of God, Drones, Archetype czy Undercurrent. Oczywiście zdarza się im też mocno dowalić jak w Cyberwaste, Bonescraper czy Corporate Cloning, jak i poczarować nas fajnym, mrocznym ambientem pod koniec płyty (Ascension). Nowością są za to 2 ballady - Bite the Hand that Bleeds i Human Shields. Muszę przyznać, że wyszło im to całkiem zgrabnie - bez zadęcia, z fajną melodią i mieszanką ostrych i nieprzesterowanych gitar - całkiem jak w klasycznym metalu. Całkiem fajna płytka. Nie wiem tylko po co na końcu jest cover Nirvany, School. Ani to ciekawe, ani wciągające...
Wcześniejsze wpisy      Nowsze wpisy