Ozric Tentacles - Sunrise Festival
27 lipca 2008, 00:21:30
(Snapper Music, 2008)
I kolejna płyta koncertowa w karierze Ozriców... Tym razem wyjątkowo - zespół świętuje 25-lecie istnienia. Z tej okazji zagrali w zeszłym roku na festiwalu Sunrise Celebration w Somerset w Anglii szczególny koncert. Otóż doszło ponownego zejścia się zespołów Ozric Tentacles i Eat Static - czyli Ed i Brandi Wynne połączyli swe siły z Joie Hintonem i Mervem Peplerem - dwoma muzykami, którzy odeszli w 1996 roku, aby skupić się wyłącznie na działalności tej drugiej kapeli. A wcześniej grali od początku z Ozricami. Tak więc mamy tutaj reaktywację zespołu w (prawie) klasycznym składzie!! A przynajmniej z tymi najważniejszymi muzykami. Czas stanął w miejscu - Ed gra na gitarze i klawiszach, Brandi złapała za bas (na co dzień gra na klawiszach), Joie stanął za klawiszami, a Merv znów obsługuje zestaw perkusyjny (ponoć stęsknił się za bębnami).
Oczywiście zejście się dawnych kompanów spowodowało, że na płycie znajdują się utwory wyłącznie z pierwszych dokonań zespołu. Reprezentowane są więc płyty Pungent Effulgent (z 1989 roku), Erpland (1990), Strangeitude (1991) i Jurassic Shift (1993). Kawałki są świetnie zagrane, ciekawie dobrane, wiele z nich rozpoczynają unikalne intra... Cały koncert jest mocno podlany space-rockowym sosem, głównie właśnie dzięki klawiszom Joie'a. Co ciekawe zespół wybrał przede wszystkim utwory dynamiczne i mocno gitarowe jak O-I, Vita Voom, Erpland czy Snakepit. Nawet bardziej elektroniczny Jurassic Shift obarczony jest świetnymi solówkami gitarowymi. Trochę mniej gitarowo robi się w Eternal Wheel, tam znowu mamy świetne solówki klawiszy. Są też dwa nowe utwory: Blimey! to takie rozbudowane intro do O-I zagrane na początek koncertu, natomiast Sunrise Jam to doskonała, głównie syntezatorowa improwizacja, w której słychać jak bardzo zgrana to kapela... W sumie wyszedł bardzo sympatyczny albumik, który u wielu fanów zespołu spowoduje zakręcenie się łzy w oku...
I kolejna płyta koncertowa w karierze Ozriców... Tym razem wyjątkowo - zespół świętuje 25-lecie istnienia. Z tej okazji zagrali w zeszłym roku na festiwalu Sunrise Celebration w Somerset w Anglii szczególny koncert. Otóż doszło ponownego zejścia się zespołów Ozric Tentacles i Eat Static - czyli Ed i Brandi Wynne połączyli swe siły z Joie Hintonem i Mervem Peplerem - dwoma muzykami, którzy odeszli w 1996 roku, aby skupić się wyłącznie na działalności tej drugiej kapeli. A wcześniej grali od początku z Ozricami. Tak więc mamy tutaj reaktywację zespołu w (prawie) klasycznym składzie!! A przynajmniej z tymi najważniejszymi muzykami. Czas stanął w miejscu - Ed gra na gitarze i klawiszach, Brandi złapała za bas (na co dzień gra na klawiszach), Joie stanął za klawiszami, a Merv znów obsługuje zestaw perkusyjny (ponoć stęsknił się za bębnami).Oczywiście zejście się dawnych kompanów spowodowało, że na płycie znajdują się utwory wyłącznie z pierwszych dokonań zespołu. Reprezentowane są więc płyty Pungent Effulgent (z 1989 roku), Erpland (1990), Strangeitude (1991) i Jurassic Shift (1993). Kawałki są świetnie zagrane, ciekawie dobrane, wiele z nich rozpoczynają unikalne intra... Cały koncert jest mocno podlany space-rockowym sosem, głównie właśnie dzięki klawiszom Joie'a. Co ciekawe zespół wybrał przede wszystkim utwory dynamiczne i mocno gitarowe jak O-I, Vita Voom, Erpland czy Snakepit. Nawet bardziej elektroniczny Jurassic Shift obarczony jest świetnymi solówkami gitarowymi. Trochę mniej gitarowo robi się w Eternal Wheel, tam znowu mamy świetne solówki klawiszy. Są też dwa nowe utwory: Blimey! to takie rozbudowane intro do O-I zagrane na początek koncertu, natomiast Sunrise Jam to doskonała, głównie syntezatorowa improwizacja, w której słychać jak bardzo zgrana to kapela... W sumie wyszedł bardzo sympatyczny albumik, który u wielu fanów zespołu spowoduje zakręcenie się łzy w oku...


Co jakiś czas przekonuję się, że zespół, który znam od lat i kiedyś uwielbiałem, coraz bardziej zaczyna zjadać własny ogon - grać w kółko to samo, bez rozwijania się (Ozric Tentacles), dryfować w kierunku, który mi nie odpowiada (Porcupine Tree), albo zdecydowanie zmienić styl na mniej interesujący (The Orb). Dlatego też zacząłem szukać, z różnymi skutkami, nowych wykonawców, którzy w mniejszym lub większym stopniu kontynuowaliby styl, porzucony przez mojego ukochanego wykonawcę. W przypadku np. zespołu The Orb znalazłem -
Wydanie własnego wydawnictwa umożliwiło im podpisanie w 2001 roku pierwszego kontraktu z wytwórnią płytową i nagranie debiutanckiej płyty. Była to mała fińska wytwórnia Silence, która miała dostęp do profesjonalnego studia. Dzięki temu pierwszy album Hidria Spacefolk,
Zdecydowanie polecam doskonałą stronę zespołu: 





