Underworld - The Bells! The Bells!
(Traffic Inc, 2008)
Dla niektórych wykonawców Japonia to raj - tam sprzedają kupę płyt, wszystkie koncerty są wyprzedane... Dlatego też Japończycy dostają takie bonusy jak ten album - wydany wyłącznie na rynku japońskim. Co prawda w większości zawiera rzeczy już znane i dostępne także w Europie (remiksy Beautiful Burnout i Ring Road - ten drugi singiel ukazuje się oficjalnie w poniedziałek), ale są tutaj także kawałki niedostępne nigdzie indziej. Przede wszystkim całkiem nowy utwór Parc, otwierający płytę. Zapętlona figura syntezatora, dwie solówki gitarowe (!), rozmarzony wokal Karla Hyde'a - typowy Underworld. Dziwne tylko, że kawałek trwa jedynie niewiele ponad 4 minuty... A potem są już tylko remiksy... Na szczęście niektóre są dość ciekawe. Przede wszystkim miks Crocodile - do tej pory dostępny wyłącznie na winylu - długi, spokojny, powoli rozwijający się. Niezły jest też miks Beautiful Burnout w wykonaniu Pig & Dan - mroczny, ze świetnym motywem klawiszowym powoli wyłaniającym się pośrodku utworu. Podoba mi się także Ring Road w miksie Krisa Menace, mocno nawiązujący do utworu Out of Control The Chemical Brothers - bardzo fajny. Cała reszta jednak rozczarowuje. Nijakie są miksy Marka Knighta, Audiojack i electro-house Autokratz, a miks Switch (dostępny już wcześniej na singlu Boy, Boy, Boy) woła o pomstę do nieba - takiego gniota dawno nie słyszałem. Taki sobie ten składak - Underworld już dawno powinny sobie darować wynajmowanie innych wykonawców do miksowania swoich kawałków - po prostu im to nie wychodzi...
Dla niektórych wykonawców Japonia to raj - tam sprzedają kupę płyt, wszystkie koncerty są wyprzedane... Dlatego też Japończycy dostają takie bonusy jak ten album - wydany wyłącznie na rynku japońskim. Co prawda w większości zawiera rzeczy już znane i dostępne także w Europie (remiksy Beautiful Burnout i Ring Road - ten drugi singiel ukazuje się oficjalnie w poniedziałek), ale są tutaj także kawałki niedostępne nigdzie indziej. Przede wszystkim całkiem nowy utwór Parc, otwierający płytę. Zapętlona figura syntezatora, dwie solówki gitarowe (!), rozmarzony wokal Karla Hyde'a - typowy Underworld. Dziwne tylko, że kawałek trwa jedynie niewiele ponad 4 minuty... A potem są już tylko remiksy... Na szczęście niektóre są dość ciekawe. Przede wszystkim miks Crocodile - do tej pory dostępny wyłącznie na winylu - długi, spokojny, powoli rozwijający się. Niezły jest też miks Beautiful Burnout w wykonaniu Pig & Dan - mroczny, ze świetnym motywem klawiszowym powoli wyłaniającym się pośrodku utworu. Podoba mi się także Ring Road w miksie Krisa Menace, mocno nawiązujący do utworu Out of Control The Chemical Brothers - bardzo fajny. Cała reszta jednak rozczarowuje. Nijakie są miksy Marka Knighta, Audiojack i electro-house Autokratz, a miks Switch (dostępny już wcześniej na singlu Boy, Boy, Boy) woła o pomstę do nieba - takiego gniota dawno nie słyszałem. Taki sobie ten składak - Underworld już dawno powinny sobie darować wynajmowanie innych wykonawców do miksowania swoich kawałków - po prostu im to nie wychodzi...
