Hidria Spacefolk - doskonały, fiński space-rock

20 lipca 2008, 20:57:54
Co jakiś czas przekonuję się, że zespół, który znam od lat i kiedyś uwielbiałem, coraz bardziej zaczyna zjadać własny ogon - grać w kółko to samo, bez rozwijania się (Ozric Tentacles), dryfować w kierunku, który mi nie odpowiada (Porcupine Tree), albo zdecydowanie zmienić styl na mniej interesujący (The Orb). Dlatego też zacząłem szukać, z różnymi skutkami, nowych wykonawców, którzy w mniejszym lub większym stopniu kontynuowaliby styl, porzucony przez mojego ukochanego wykonawcę. W przypadku np. zespołu The Orb znalazłem - Gel-Sol - doskonały, amerykański muzyk, który gra, tak jak powinien grać Orb, gdyby w jego szeregach nadal występował Andy Hughes (to bajka na dłuższą opowieść). A teraz odkryłem kapelę, która w znakomity sposób podąża ścieżką wydeptaną przez Ozric Tentacles, czyli drogą space-rocka.

Zespół Hidria Spacefolk powstał w 1999 roku, w miejscowości Lohja w Finlandii. Założyło go 5 hipisów, muzyków samouków: Mikko Happo - gitara, Teemu Kilponen - perkusja, Kimmo Dammert - gitara basowa, Janne Lounatvuori - klawisze oraz Sami Wirkkala - gitara. Po dwóch latach prób, koncertów i jamowania wydali własnymi siłami EP-kę zatytułowaną po prostu Hidria Spacefolk (albo, jak podają niektóre źródła, HDRSF-1, od numeru seryjnego płyty). Zawierała ona 5 utworów, w tym 3 rozbudowane, która pokazała, że zespół od razu posiadał własny, przemyślany styl. Grali po prostu instrumentalny space rock, trochę w stylu Ozric Tentacles (bardziej), trochę w stylu Hawkwind (mniej), a trochę nawet w stylu wczesnego Porcupine Tree. W każdym razie udało im się stworzyć swój własny, odrębny styl.

Wydanie własnego wydawnictwa umożliwiło im podpisanie w 2001 roku pierwszego kontraktu z wytwórnią płytową i nagranie debiutanckiej płyty. Była to mała fińska wytwórnia Silence, która miała dostęp do profesjonalnego studia. Dzięki temu pierwszy album Hidria Spacefolk, Symbiosis, okazał się być dobrze nagraną i dobrze brzmiacą płytą. Debiut ukazał się w 2002 roku i był ostro promowany koncertami m.in. trasami po Holandii i Danii. W międzyczasie muzycy, zachęceni przez kolegów, wpadli na pomysł wydania remiksów utworów z dwóch pierwszych płyt. Violently Hippy Remixes ukazała się na początku 2004 roku nakładem fińskiej wytwórni Exogenic Breaks, specjalizującej się w muzyce elektronicznej. Zaraz po niej na rynek wypchnięto drugi album Hidria Spacefolk - Balansia. Ukazywał on drogę jaką obrał zespół - mniej utworów, ale za to dłuższe i bardziej rozbudowane. W tym samym roku kapela zagrała na jednym z największych na świecie festiwali - Nearfest, odbywającym się w Betlehem, stan Pennsylvania, USA. Występ był tak wielkim sukcesem, że organizatorzy festiwalu postanowili wydać go na płycie CD. Live Eleven a.m. ukazała się w 2005 roku, nakładem NEARfest Records i zawierała utwory z dwóch pierwszych płyt zespołu.

Lata 2005 i 2006 upłynęły na koncertowaniu oraz pracy nad trzecią płytą. Ważnym wydarzeniem był występ kapeli na hipisowskim festiwalu Burg Herzberg w Niemczech. I również ten organizatorzy postanowili uwiecznić na płycie CD - Live at Heart pojawił się na półkach sklepowych rok później - w 2007 roku, także nakładem Herzberg Verlags. Ale wcześniej dostaliśmy do rąk kolejną, trzecią płytę Hidria Spacefolk - Symetria, wydany w barwach nowej wytwórni = Next Big Thing. Zespół ponownie postawił na mało utworów, ale dość rozbudowanych i skomplikowanych. Materiał doskonale sprawdzał się na koncertach - na płycie Live at Heart znalazły się aż 4 kawałki z trzeciej płyty. Obecnie zespół skupił się na koncertowaniu...

Zdecydowanie polecam doskonałą stronę zespołu: www.hidriaspacefolk.st na której, oprócz standardowych rzeczy typu historia zespołu, dyskografia czy sklep, znajdziemy jeden świetny gadżet - odtwarzacz muzyczny (we Flashu), dzięki któremu możemy posłuchać wszystkich płyt zespołu (także koncertowych, ale za wyjątkiem remiksów) w doskonałej jakości i w dodatku wszystkie kawałki są całe. Ja tam spędziłem już sporo czasu słuchając po kolei wszystkich utworów - naprawdę warto. Swoje opisy płyt zostawiam na potem...

Banco de Gaia - 10 Years Remixed - suplement

15 kwietnia 2008, 09:54:28
W dniu wydania płyty 10 Years Remixed, Toby Marks udostępnił, całkowicie za darmo, 4 remiksy, które nie weszły na płytę. Nie wiem jakie było kryterium doboru remiksów, ale moim zdaniem co najmniej 2 powinny zdecydowanie wejść. Ponieważ dostęp do tych plików trochę się skomplikował, pozwolę sobie zamieścić tutaj bezpośrednie linki do tych utworów wraz z krótkim komentarzem:

Seti I (radium 88 remix)
Remiks nie wnoszący zbyt wiele do oryginalnego kawałka, może zrobił się on tylko bardziej taneczny. Ale bez rewelacji.

Mafich Arabi (temple hedz remix)
Zdecydowanie kiepska rzecz. Można posłuchać, ale raczej wywołuje ziewanie, a nie ciarki na plecach.

Big Men Cry (mazlyn/bliss remix)
A to zdecydowanie mój faworyt. Utwór jest po prostu przepiękny - ta gitara (a może elektroniczne skrzypce), grająca tęskny temat, no i te "insektowe" talerze w tle, no i ten cudowny wokal pod koniec. Absolutnie genialny utwór!! Co prawda BdG ma czasami tendencję do naśladowania Jarre'a czy Vangelisa, ale na szczęście dorzucają sporo od siebie. To właśnie taki kawałek.

How Much Reality Can You Take? (jamie hickey remix)
I drugi świetny remiks. Najdłuższy ze wszystkich odrzutów i zdecydowanie fajny. Świetnie wykorzystany główny motyw oryginału, taneczny rytm... Przyjemny bardzo.

Gas - Gas

23 marca 2008, 21:50:42
(em:t, 1995)

Muzyka elektroniczna ma to do siebie, że łatwo ją tworzyć w pojedynkę. Dlatego też wielu artystów tworzy solo albo pod własnymi nazwiskami, albo kryjąc się pod różnorakimi pseudonimami. Nie inaczej jest z wykonawcą ukrywającym się pod ksywą Gas. W zależności od preferencji jest to Mat Jarvis albo Wolfgang Voigt. Dziwnie napisałem, co? No, tak jakoś wyszło, że najpierw Mat Jarvis tworzył jako Gas (i nagrał płytę Gas), a potem tej samej ksywy użył Wolfgang Voigt (i nagrał płytę Gas). Cóż za brak oryginalności...

Płyta o której chcę pisać to dzieło Mata Jarvisa. Nagrywał on dla kultowej ambientowej wytwórni em:t, o której już co nieco pisałem przy okazji innych płyt. Wydał on tylko jedną płytę pod tym pseudonimem, ale, co ciekawe, w plebiscycie na najpopularniejszego wykonawcę z wytwórni em:t zajął drugie miejsce (po Woob). Czyli wszystkich zachwycił właśnie ten album. Cóż... Muszę przyznać, raczej z bólem serca, że mnie ta płyta nie zachwyca. Początek na nic złego nie wskazuje - po krótkim intro mamy doskonały, monumentalny, ponad 16-minutowy utwór Experiments on Live Electricity. Genialny kawałek ambientu, z fantastycznymi odgłosami, z lekkim patosem, zachwycający czymś w rodzaju przetworzonych dzwonów, świetnymi brzmieniami i wciągającym pulsem. Kolejny kawałek, Microscopic, to już coś żywszego - "kwaśne" brzmienia, psychodeliczne klawisze, płynące plamy - mniam. I, niestety, moje zachwyty się na tym kończą. W pozostałej części płyty mamy już kupę kawałków, które zostały niejaki zrobione "na odwal się". Krótkie formy typu Pixels, Vapourware czy Earthloop oraz miniaturowe utworki SeOCl2, F, H2TeO3 czy Generator nie wnoszą nic ciekawego. Pozostałe, "duże" utwory, czyli Earthshake, Mathematics and Electronics i Discovery są tylko bladymi odbiciami dwóch pierwszych kawałków. Niby oparte na podobnych schematach, ale zdecydowanie słabsze. Wielka szkoda, bo początek naprawdę zachęca do dalszego słuchania. Ciekawostką jest zamieszczenie jako bonusa w ostatnim kawałku odgłosów z ostatniego poziomu gry Doom II. Chociaż to nie pierwszy utwór w którym usłyszałem ten poziom... ;-)

W 2006 roku Mat Jarvis własnym sumptem wydał reedycję płyty. Nie było by w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że utwór Microscopic można ściągnąć za darmo z jego strony microscopics.co.uk. Cały!! Zdecydowanie polecam!!

Yello - Progress and Perfection

04 marca 2008, 10:40:46
(yello.com, 2007)

Ta płytka ma kilka wad. Po pierwsze - trwa tylko 22 minuty (chociaż zawiera 10 utworów). Po drugie - nie można jej oficjalnie dostać. W ramach promocji nowego modelu samochodu, firma Audi poprosiła Yello o stworzenie muzyki do nowej reklamówki. I ta płyta właśnie zawiera muzykę, która została wykorzystana w tej reklamie. Dlatego też mamy tutaj kawałki trwające 1-1,5 minuty, a bardziej konkretnych utworów można naliczyć z 5. W sumie nowej muzyki jest niewiele, ale za to jest ona najwyższej jakości. Jeden kawałek, Topaz, znany jest już z płyty Eccentrix Remixes. Na jego bazie powstało kilka innych tematów typu Driving Force czy Distant Light. Ten ostatni jako jedyny jest normalną, Yello-watą piosenką, bardzo ładną, z chwytliwym refrenem, trąbkami, przypominający nagrania z ostatniej płyty Yello, The Eye. Mamy tutaj też dwa ambientowe utwory - Umbria i Pacific Rim. Bardzo ładne, klimatyczne, muzyka z klasą. Mam nadzieję, że parę pozycji znajdzie się na kolejnej płycie Yello (ponoć ma to być album dwupłytowy!), bo taki Distant Light czy Pacific Rim nadają się idealnie. Jeden utwór, Chasing the Horizon można legalnie ściągnąć z sieci. Polecam.

To nie jedyna muzyka do reklamy stworzona w zeszłym roku przez Yello. DHL zamówił sobie nową wersję słynnego hitu The Race. Można ściągnąć ją ze strony DHLa (w trzech wersjach). Niestety, nowe nagranie, nazwane The Race II, rozczarowuje. Nie ma w sobie ani siły oryginału, ani nawet dynamiki miksu Tomcrafta z 2003 roku. Nawet wersja ambientowa jest nudna jak flaki z olejem. Szkoda...

Przegląd muzyki XXI wieku, cz.3

26 lipca 2007, 12:18:40
Po raz ostatni udostępniam składankę w serii 'Przegląd muzyki XXI wieku'. Tym razem całkowicie rockowa - dla tych, co nie trawią elektroniki...

1. Indukti - Freder (7:31)
z płyty S.U.S.A.R. (2004)
Absolutnie fantastyczny polski zespół, czerpiący pełnymi garściami z dodrobku zespołów typu Tool, King Crimson czy The Mars Volta. Z reguły grają instrumentalne kawałki, w tym gościnnie śpiewa wokalista Riverside.

2. Pain of Salvation - Mrs. Modern Mother Mary (4:14)
z płyty Scarsick (2007)
Świetny riff, świetny wokal, wciągający fragment muzy i zarazem najkrótszy utwór na płycie.

3. Death from Above 1979 - Going Steady (2:49)
z płyty You're a Woman, I'm a Machine (2005)
Tylko bas, wokal i perkusja, a ile czadu!!

4. Millionaire - I'm on a High (4:02)
z płyty Paradisiac (2005)
Kapela z Belgii i najlepszy, najdynamiczniejszy kawałek na płycie z arcyświetnym riffem.

5. Mastodon - Sleeping Giant (5:36)
z płyty Blood Mountain (2006)
Doskonały przykład na to jak metal może być twórczy, zakręcony i ciekawy.

6. Oceansize - Massive Bereavement (9:59)
z płyty Effloresce (2003)
Ostatnie dwie minuty utworu pokazują do czego służą 3 gitary w kapeli.

7. Pure Reason Revolution - The Bright Ambassadors of Morning (11:56)
z płyty The Dark Third (2007)
Przyjemny progrock z niezłymi harmoniami wokalnymi.

8. The Mars Volta - Viscera Eyes (9:23)
z płyty Amputechture (2006)
Doskonały riff, wielki ciężar, świetne solówki... To właśnie The Mars Volta, z najlepszej IMHO płyty ubiegłego roku.

9. Budgie - I'm Compressing the Comb on a Cockerel's Head (8:17)
z płyty You're All Living in a Cuckooland (2006)
Powrót staruszka mało imponujący, ale ten kawałek jest naprawdę całkiem fajny.

10. Crimson Jazz Trio - I Talk to the Wind (9:56)
z płyty The King Crimson Songbook volume one (2005)
I na koniec coś nie rockowego, a jazzowa interpretacja utworu King Crimson. Absolutnie cudna.

Czas trwania: 73:43

Ściągnij składankę: Przegląd muzyki XXI wieku, cz.3 (z Rapidshare, 76 MB)

Przegląd muzyki XXI wieku, cz.2

04 czerwca 2007, 11:33:14
I kolejny raz podzielę się z Wami moimi odkryciami. Ponownie elektrycznie (stricte rockowo - w następnym odcinku)... Przegląd lekko zaległy, ale po prostu nie miałem czasu wrzucić go w net.

1. Matthew Dear - Tide (4:54)
z płyty Backstroke (2004)
Bardzo melodyjny, sympatyczny, lekki house'ik. I w dodatku okazało się, że idealny na początek.

2. Soulwax - YYY, NNN (4:00)
z płyty Any Minute Now (2004)
Świetny refren, dynamiczny rytm i dwugłos męsko-damski.

3. Selway - Unearthly (6:12)
z płyty Edge of Now (2001)
Rewelacyjne brzmienie klawiszy, świetny wokal, super taneczny rytm.

4. Robert Babicz - Warsaw (7:26)
z płyty A Cheerful Temper (2007)
Dziwaczny rytm i sympatyczna melodyjka. Prymitywizm elektroniczny pełną gębą.

5. Si Begg - Airports (6:15)
z płyty Director's Cut (2003)
Jedyny house'owy utwór na płycie mistrza electro-funku. Mocno zajeżdża Timo Maasem.

6. Paul Kalkbrenner - Queer Fellow (4:16)
z płyty Self (2004)
Przyjemny chill-out ze świetnym, rwanym motywem klawiszy.

7. VNV Nation - Momentum (6:15)
z płyty Judgement (2007)
Świetny electo-pop, bardzo transowy, z mocnym wokalem. Mocno zajeżdża Underworldem.

8. Heiko Laux - Present Wave (6:15)
z płyty Waves (2006)
Najbardziej melodyjny kawałek na stricte house'owej płycie.

9. John Tejada - Mutation (6:10)
z płyty Cleaning Sounds is a Filthy Business (2006)
Bardzo przyjemny, rytmiczny utwór. Mocno zajeżdża Orbitalem.

10. Ellen Allien - Open (6:13)
z płyty Berlinette (2003)
Delikatna gitarka, mocny rytm, fajna melodyjka... Wokalu brak.

11. Psi Performer - 1999 (sender berlin remix) (4:52)
z płyty Art is a Division of Pain Remixed 1 (2001)
Świetny, spokojny, ambientowy utwór.

12. Ulrich Schnauss - Between Us and Them (7:29)
z płyty Far Away Trains Passing By (2001)
Bardzo przyjemny chillout.

13. Plastikman - Ask Yourself (8:45)
z płyty Closer (2003)
A na koniec super mroczny, klimatyczny kawałek minimalu...

Czas trwania: 79:02

Ściągnij składankę: Przegląd muzyki XXI wieku, cz.2 (z Rapidshare, 75 MB)

Przegląd muzyki XXI wieku, cz.1 - składanka

10 maja 2007, 10:50:29
Uwielbiam robić składanki. I oto składanka dla czytelników bloga: Przegląd muzyki XXI wieku, cz.1, czyli zawierająca utwory z płyt opisanych w czerwcu ubiegłego roku. Może kogoś zainteresuje.

1. Covenant - Ritual Noise (7:18)
z płyty Skyshaper (2006)
Fajny kawałek electro-popowy, ze świetnym refrenem, genialnym beatem i ogólnie ciekawym klimatem.

2. Sven Vath - Mind Games (tobi neumann remix) (8:13)
z płyty Fire Works (2003)
Niesamowicie taneczny kawałek z fajnym wokalem. Nóżka sama chodzi.

3. Miss Kittin - Meet Sue Be She (4:04)
z płyty I Com (2004)
Bardzo electro-punkowy kawałek. Avril Lavigne się chowa.

4. Death from Above 1979 - Black History Month (alan braxe & fred falke remix) (5:21)
z płyty Romance Bloody Romance (2005)
Przykład na to jak ze świetnego kawałka rockowego można zrobić świetny kawałek popowy.

5. Goldfrapp - Strict Machine (3:51)
z płyty Black Cherry (2003)
Te głos jest godny zapamiętania. Melodia też.

6. Johannes Heil - Tree of Life (7:02)
z płyty Freaks R Us (2006)
Ostry, naprawdę porywający kawał elektroniki. Genialny wokal.

7. T.Raumschmiere - All Systems Go! (5:22)
z płyty Blitzkrieg Pop (2005)
Super transowy utwór.

8. The Juan MacLean - Shining Skinned Friend (4:29)
z płyty Less than Human (2005)
Mały, sympatyczny kawałek z ciekawymi brzmieniami analogowymi.

9. Robag Wruhme - Mensur (6:56)
z płyty Wuzzelbud 'KK' (2004)
Mrocznie, rytmiczny, lekko AFXowo.

10. Michael Mayer - Amabile (6:33)
z płyty Touch (2004)
Niesamowity motyw powtarzany do znudzenia wprowadza bardzo fajną atmosferę w tym deep house'owym utworze.

11. Radio 4 - Dance to the Underground (the dfa remix) (9:02)
z płyty The DFA Remixes Chapter One (2006)
Doskonały przykład jak się powinno robić dance-funkowe kawałki.

12. !!! - Me and Guiliani Down by the Schoolyard (9:02)
z płyty Louden Up Now (2004)
A na koniec, ci którzy zapoczątkowali electro-clashową gorączkę.

Czas trwania: 77:13

Ściągnij składankę: Przegląd muzyki XXI wieku, cz.1 (z rapidshare.de, 75 MB)

Trochę muzyki na Święta

22 grudnia 2006, 11:28:22
Moje zainteresowania muzyczne nie ograniczały się wyłącznie do słuchania muzyki. O ile jednak próba nauczenia się grania na jakimś instrumencie wypadała blado (głównie z braku chęci i instrumentu), o tyle na innych polach parę rzeczy mi się udało. Między innymi swego czasu przechodziłem fascynację miksami. I nawet sam stworzyłem małe co nieco, którym chciałbym się dzisiaj z Wami podzielić.

Oto mój miks z 2002 roku, dokonany na komputerze, zainspirowanym płytą Dr. Alex Paterson's Voyage into Paradise. Nie jest to typowy miks DJ-ski, gdyż żaden utwór nie został przyspieszony/zwolniony aby tempa się wyrównały. Jest to raczej tzw. blend mix - utwory nachodzą na siebie, przenikają się, ale raczej w momentach, że tak powiem, "bezbeatowych". Efekt jest chyba niezły, o miksie z uznaniem wyrażał się nawet znany krakowski DJ, mój przyjaciel, Animisiewasz Startt (który nota bene z DJ-ki żyje i to nawet nieźle). Oto spis utworów:

1. Banco de Gaia - Celestine (8:40)
2. Porcupine Tree - Moonloop (11:44)
3. Sven Vath - The Birth of Robby (aural float remix) (6:20)
4. Pizzicato Five - The World is Spinning at 45 rpm (sunroof remix edit) (4:44)
5. Spirallianz - The Re-Entry (7:38)
6. Nav Katze - Wild Horses (global communication remix) (9:01)
7. Gus Gus vs T-World - Esja (10:47)
8. Rich Ragsdale - Theme from 'No One Lives Forever' (1:42)

Czas trwania: 60:36

Całość jest chilloutowo-ambientowa, z paroma nie-muzycznymi wstawkami. Mam nadzieję, że się spodoba.

Ściągnij miks: Out of the Essence - Marcolphus' Blend Mix (ok. 57 MB, 128 kbps, z Rapishare.com)

A przy okazji chciałem wszystkim życzyć Wesołych Świąt!!!

Konkurs

20 grudnia 2005, 22:00:20
W 2002 roku zrobiłem konkurs - zmiksowałem w jedną całość 10 utworów z 10 różnych gier i kazałem ludziom zgadywać jakie to gry. Konkurs okazał się być totalną klapą - nikt się nie zgłosił... Dla wspominek postanowiłem udostępnić ten plik. (ma on 29 MB!!)

Może się komuś spodoba?