10 beznadziejnych albumów, które... bardzo lubię
23 sierpnia 2008, 17:04:17
Zapewne każdy maniak muzyki ma w swojej kolekcji jakieś płyty, do których posiadania wstydzi się przyznać (bo to obciach), ale takie, które totalnie zjechała krytyka, a on je lubi, albo też takie, które nawet sam uważa za kiepskie, ale i tak je lubi. Oto właśnie moja dziesiątka takich płyt. Mogą być kiepsko nagrane, kiepsko zagrane, ale i tak je lubię słuchać...
Kolejność alfabetyczna, z podziałem jedynie na gatunek.
Rock
Black Sabbath - Never Say Die! (1978)
Najmniej Sabbathowa płyta BS, ostro zjechana przez krytykę. Nie ma na niej w ogóle charakterystycznych riffów Iommi'ego, jest za to sporo progresywnego rocka (Air Dance, Johnny Blade), hard rockowej jazdy, czasami pojawia się nawet jakieś fajne boogie (Swinging the Chain), a chórki pod koniec Hard Road przywodzą na myśl najlepsze czasy hippisów. No i tytułowy utwór to ewidentna zrzynka z The Boys Are Back in Town Thin Lizzy. Ale całość bardzo mi podchodzi, a Hard Road często śpiewam pod prysznicem. O płycie (krótko) już pisałem.
Can - Monster Movie (1969)
Tylko 4 utwory, z czego trzy pierwsze są kiepsko zagrane, kiepsko zaśpiewane i pełne irytujących dźwięków, a ostatni, zajmujący całą stronę winyla jest długi i nudny. Ale i tak Yoo Doo Right wciąga jak nie wiem co i w dodatku czaruje doskonałą partią perkusji. I produkcja, jak na tamte lata, też jest świetna. O płycie pisałem już tutaj.
Helmet - Born Annoying (1995)
Hałas, ściana dźwięku, kiepska produkcja, mało melodii... W dodatku to składak z paru lat. Ale i tak bardzo go lubię, chociaż ze względu na intensywność tej muzyki nie słucham go zbyt często. Szerzej tutaj.
King Crimson - Three of a Perfect Pair (1984)
Syntetyczny rock Crimsonów z lat 80-tych... 3 kolorowe płyty - genialna Discipline, wyjątkowo beznadziejna Beat (zdecydowanie najgorszy album KC) i kontrowersyjna Three of a Perfect Pair. Podzielona na dwie części winyla: pierwsza bardziej przystępna, druga już mniej. Na pierwszej są dwa super obciachowe kawałki: Man with an Open Heart i Model Man - straszny kicz. Ale poza tym są świetne piosenki - tytułowa, Sleepless (z genialnym basem) oraz instrumentalna Nuages - też fajna. Druga strona zawiera chyba najlepszy kawałek KC z lat 80-tych, ale zarazem jeden z najtrudniejszych w odbiorze - Industry. Absolutny geniusz. Po nim następują kolejne niesłuchalne kawałki: bardzo chaotyczny Dig Me, ale za to z melodyjnym refrenem oraz już kompletne szaleństwo No Warning. Kończący płytę Larks' Tongues in Aspic, part III to właściwie popis Frippa... Remaster z 2001 roku ma jeszcze 6 utworów: 3 remiksy Sleepless (nudne), dwie improwizacje (też nudy) i żart muzyczny The King Crimson Barber Shop w którym śpiewa Tony Levin.
Prince - The Vault...Old Friends 4 Sale (1999)
Składak starszych utworów Prince'a. Początek fajny, ale końcówka już gorsza - krótkie, takie sobie kawałki, część brzmiąca tak jakby były tylko szkicami (np. Sarah, There is Lonely, Extraordinary), Ale początek genialny, zwłaszcza długie, mocno jazzowe She Spoke 2 Me czy When the Lights Go Out - to drugie to jedna z najlepszych ballad w twóczości Księcia. Więcej w mikro wkładce.
Rush - Roll the Bones (1991)
O dziwo sam kiedyś napisałem o tej płycie dużo złych rzeczy. Ale potem mi weszła i należy do jednym z moich ulubionych płyt Rush. Nadal uważam, że wyprodukowana jest fatalnie, ale kompozycje są naprawdę niezłe, choć czasem zalatują kiczem (Bravado, Face Up, You Bet Your Life). Poza tym znajdują się tutaj też świetne fragmenty jak Ghost of a Chance czy Where's My Thing? (nie tylko ja lubię ten kawałek, skoro obecnie jest utworem rozpoczynającym Listę Przebojów Programu Trzeciego).
Elektronika
Metope - Kobol (2005)
Płyta brzmiąca jakby koleś zrobił ją w kompie w domu. Ale jednak te dźwięki z czasem zaczęły mi bardzo odpowiadać - takie surowe, amatorskie granie... Koniecznie słuchać w całości!! O płycie więcej tutaj.
The Orb - Bicycles & Tricycles (2004)
Ha, Orba nie mogło zabraknąć. O tej i innych płytach napiszę za jakiś czas dłużej, pracuję nad Mega Wkładką o Orbie, ale chwilowo trochę utknąłem...
B&T (koniecznie wydanie UK) jest trzecią płytą w stylu: Alex Paterson i mnóstwo gości. I to różnorakich gości, co spowodowało, że płyta obfituje w różne gatunki: hip-hop, trip-hop, techno, dub, ambient (ale ten spod znaku wytwórni Kompakt). Parę utworów nie da się słuchać (L.U.C.A., Prime Evil, Hell's Kitchen), parę jest mocno zakręconych (Kompania), parę nudnych (Gee Strings, Abstractions), a parę bardzo fajnych (The Land of Green Ginger, Tower Twenty Three). Niemniej była to najczęściej słuchana przeze mnie płyta w 2004 roku...
Robag Wruhme - Wuzzelbud 'KK' (2004)
Tak jak napisałem - fajna, ale bez rewelacji. Kilka utworów jest okropnych (tytułowy, Jause, Fittichklopfer), kilka pięknych (Pelagia, Konnex), kilka doskonałych (Mensur, K.T.B., Hugendubel)... A i tak często do niej wracam...
Various - Kompakt 100 (2004)
Tutaj też napisałem prawdę: nudy, momentami niesłuchalne (Schaeben & Voss i Reinhard Voigt), a i tak często do niej wracam. Dla takich utworów jak: Ulf Lohmann - Because (thomas/mayer mix), Justus Köhncke - Weiche Zäune (the modernist mix), Superpitcher - Tomorrow (kaito mix), Closer Musik - One Two Three No Gravity (dettinger mix), M. Mayer - Pensum (markus guentner mix), Dettinger - Intershop (jonas bering mix) czy Dettinger - Intershop (ulf lohmann mix). Mają swój urok.
Rock
Black Sabbath - Never Say Die! (1978)
Najmniej Sabbathowa płyta BS, ostro zjechana przez krytykę. Nie ma na niej w ogóle charakterystycznych riffów Iommi'ego, jest za to sporo progresywnego rocka (Air Dance, Johnny Blade), hard rockowej jazdy, czasami pojawia się nawet jakieś fajne boogie (Swinging the Chain), a chórki pod koniec Hard Road przywodzą na myśl najlepsze czasy hippisów. No i tytułowy utwór to ewidentna zrzynka z The Boys Are Back in Town Thin Lizzy. Ale całość bardzo mi podchodzi, a Hard Road często śpiewam pod prysznicem. O płycie (krótko) już pisałem.Can - Monster Movie (1969)
Tylko 4 utwory, z czego trzy pierwsze są kiepsko zagrane, kiepsko zaśpiewane i pełne irytujących dźwięków, a ostatni, zajmujący całą stronę winyla jest długi i nudny. Ale i tak Yoo Doo Right wciąga jak nie wiem co i w dodatku czaruje doskonałą partią perkusji. I produkcja, jak na tamte lata, też jest świetna. O płycie pisałem już tutaj.Helmet - Born Annoying (1995)
Hałas, ściana dźwięku, kiepska produkcja, mało melodii... W dodatku to składak z paru lat. Ale i tak bardzo go lubię, chociaż ze względu na intensywność tej muzyki nie słucham go zbyt często. Szerzej tutaj.King Crimson - Three of a Perfect Pair (1984)
Syntetyczny rock Crimsonów z lat 80-tych... 3 kolorowe płyty - genialna Discipline, wyjątkowo beznadziejna Beat (zdecydowanie najgorszy album KC) i kontrowersyjna Three of a Perfect Pair. Podzielona na dwie części winyla: pierwsza bardziej przystępna, druga już mniej. Na pierwszej są dwa super obciachowe kawałki: Man with an Open Heart i Model Man - straszny kicz. Ale poza tym są świetne piosenki - tytułowa, Sleepless (z genialnym basem) oraz instrumentalna Nuages - też fajna. Druga strona zawiera chyba najlepszy kawałek KC z lat 80-tych, ale zarazem jeden z najtrudniejszych w odbiorze - Industry. Absolutny geniusz. Po nim następują kolejne niesłuchalne kawałki: bardzo chaotyczny Dig Me, ale za to z melodyjnym refrenem oraz już kompletne szaleństwo No Warning. Kończący płytę Larks' Tongues in Aspic, part III to właściwie popis Frippa... Remaster z 2001 roku ma jeszcze 6 utworów: 3 remiksy Sleepless (nudne), dwie improwizacje (też nudy) i żart muzyczny The King Crimson Barber Shop w którym śpiewa Tony Levin.Prince - The Vault...Old Friends 4 Sale (1999)
Składak starszych utworów Prince'a. Początek fajny, ale końcówka już gorsza - krótkie, takie sobie kawałki, część brzmiąca tak jakby były tylko szkicami (np. Sarah, There is Lonely, Extraordinary), Ale początek genialny, zwłaszcza długie, mocno jazzowe She Spoke 2 Me czy When the Lights Go Out - to drugie to jedna z najlepszych ballad w twóczości Księcia. Więcej w mikro wkładce.Rush - Roll the Bones (1991)
O dziwo sam kiedyś napisałem o tej płycie dużo złych rzeczy. Ale potem mi weszła i należy do jednym z moich ulubionych płyt Rush. Nadal uważam, że wyprodukowana jest fatalnie, ale kompozycje są naprawdę niezłe, choć czasem zalatują kiczem (Bravado, Face Up, You Bet Your Life). Poza tym znajdują się tutaj też świetne fragmenty jak Ghost of a Chance czy Where's My Thing? (nie tylko ja lubię ten kawałek, skoro obecnie jest utworem rozpoczynającym Listę Przebojów Programu Trzeciego).Elektronika
Metope - Kobol (2005)
Płyta brzmiąca jakby koleś zrobił ją w kompie w domu. Ale jednak te dźwięki z czasem zaczęły mi bardzo odpowiadać - takie surowe, amatorskie granie... Koniecznie słuchać w całości!! O płycie więcej tutaj.The Orb - Bicycles & Tricycles (2004)
Ha, Orba nie mogło zabraknąć. O tej i innych płytach napiszę za jakiś czas dłużej, pracuję nad Mega Wkładką o Orbie, ale chwilowo trochę utknąłem...B&T (koniecznie wydanie UK) jest trzecią płytą w stylu: Alex Paterson i mnóstwo gości. I to różnorakich gości, co spowodowało, że płyta obfituje w różne gatunki: hip-hop, trip-hop, techno, dub, ambient (ale ten spod znaku wytwórni Kompakt). Parę utworów nie da się słuchać (L.U.C.A., Prime Evil, Hell's Kitchen), parę jest mocno zakręconych (Kompania), parę nudnych (Gee Strings, Abstractions), a parę bardzo fajnych (The Land of Green Ginger, Tower Twenty Three). Niemniej była to najczęściej słuchana przeze mnie płyta w 2004 roku...
Robag Wruhme - Wuzzelbud 'KK' (2004)
Tak jak napisałem - fajna, ale bez rewelacji. Kilka utworów jest okropnych (tytułowy, Jause, Fittichklopfer), kilka pięknych (Pelagia, Konnex), kilka doskonałych (Mensur, K.T.B., Hugendubel)... A i tak często do niej wracam...Various - Kompakt 100 (2004)
Tutaj też napisałem prawdę: nudy, momentami niesłuchalne (Schaeben & Voss i Reinhard Voigt), a i tak często do niej wracam. Dla takich utworów jak: Ulf Lohmann - Because (thomas/mayer mix), Justus Köhncke - Weiche Zäune (the modernist mix), Superpitcher - Tomorrow (kaito mix), Closer Musik - One Two Three No Gravity (dettinger mix), M. Mayer - Pensum (markus guentner mix), Dettinger - Intershop (jonas bering mix) czy Dettinger - Intershop (ulf lohmann mix). Mają swój urok.




